Strona Główna

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział IV - Zapoznanie i Rokudaime

Wybaczcie, że tak późno, ale musiałam napisać 4 prace kontrolne na sobotę i nie miałam czasu kiedy usiąść i w spokoju napisać rozdziału. Za wszelkie błędy przepraszam, a będzie ich dużo:) od połowy rozdziału pisałam na kacu;p
To mój najdłuższy rozdział - Ponad 2800 słów:D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
     Siedział przed Daimyo Kraju Ognia i nie wierzył, że to się dzieje naprawdę.
Kilka godzin temu został jednym z kandydatów na Hokage, a teraz siedzi przed człowiekiem, który włada całym krajem. Do tego nikogo innego poza nimi dwoma w pokoju nie było.
Naruto, starający się nie pokazać po sobie zdenerwowania, siedział na jednej sofie, a Pan Feudalny naprzeciwko niego, na takiej samej sofie.
Chwilę po nominacji, kandydaci mieli na osobności porozmawiać z Władcą Hi no Kuni.
Po niemal trzech godzinach został jedynie Naruto, który nadal uważał, że ktoś wycina mu jakiś żart. Niestety siadając przed TYM człowiekiem porzucił te myśli i zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
Oczywiście, zawsze marzył i marzy nadal o zostaniu Hokage, ale na Boga, przecież ma dopiero 16, no prawie 17, lat. Miał czas, więc jak się tutaj znalazł?
- Uzumaki Naruto – Przemówił Daimyo – Jinchuuriki Kyuubi'ego no Kitsune, Pogromca Pain'a aka Nagato, Bohater Konohy, Syn Yondaime Hokage i Kushiny Uzumaki, uczeń kopiującego ninja Hatake Kakashi'ego oraz jednego z Sanninów, Jirayi – Zaczął wymieniać patrząc prosto w oczy chłopaka – Opinia mieszkańców o tobie również jest bardzo dobra, a nawet lepiej – Uśmiechnął się składając swój wachlarz – Muszę przyznać, że jesteś idealnym wyborem na następnego Hokage, przynajmniej w tym momencie.
Naruto słuchając słów mężczyzny, nie wierzył własnym uszom.
- Ale dość tych komplementów. Przejdźmy do tego, po co tutaj jesteśmy – Rozłożył wachlarz, na powrót zasłaniając sobie twarz – Zadam Ci teraz kilka pytań, takich samych jak twoim poprzednikom, gotowy? – Posłał Naruto uspokajające spojrzenie, które ku zdziwieniu blondyna podziałało.
Kiwnął głową na znak zgody.
- Kim, twoim zdaniem, powinien być Hokage? Jakie cechy musi posiadać? Musi być silny, czy może być słaby? – Blondyn chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział.
- Musi być gotowy na ochronę wioski i jej mieszkańców, nawet za cenę własnego życia. Hokage to ktoś kto jest kimś w rodzaju „Ojca” dla wszystkich mieszkańców. Jest kimś kto uważa każdego w wiosce za własną rodzinę – Zrobił chwilę przerwy – Czy musi być silny? Zależy co rozumieć przez słowo „silny”. Dla jednych jest to ktoś kto włada wieloma żywiołami, potrafi wykonać dziesiątki, a nawet setki jutsu, lecz może to też być ktoś kto potrafi rozwiązywać sprawy za pomocą „siły” umysłu. Jest na tyle inteligenty, że rozwiązuje konflikt intelektem nie pięściami – Chwycił szklankę z wodą stojącą na stoliku pomiędzy nimi i opróżnił do połowy.
- Co sądzisz o mieszkańcach oraz wiosce? – Tym razem zastanawiał się znacznie dłużej niż przy pierwszym pytaniu. Dopiero po kilkunastu minutach odpowiedział.
- Kocham zarówno Konohe jak i jej mieszkańców, ale... – Zawahał się na moment - ...Ale przyznam, że chowam do nich urazę. Teraz mnie szanują, uważają za swojego bohatera, lecz Ja nadal pamiętam jak mnie szykanowali. Nie zliczę ile razy omal nie umarłem. Nie zliczę ile razy chciałem w końcu umrzeć, poddać się. Na szczęście, o ironio, dzięki Kyuubi'em we mnie zapieczętowanemu nie umarłem, to jedna z niewielu rzeczy za jakie jestem mu wdzięczny – Zamilkł zastanawiając się nad dalszymi słowami – Jeśli ktoś zapytałby mnie czy jestem gotów umrzeć w ich obronie bez zawahania odpowiedziałbym, „tak jestem”. Jak już powiedziałem, kocham Konohe i jej mieszkańców, nawet chowając do nich głęboką urazę jestem gotów zginąć broniąc ich, każdego, bez wyjątków i byłbym z tego dumny – Jego twarz stała się poważna, a w oczach widać było nie zachwianą pewność z jaką to mówił.
Daimyo uśmiechnął się czego blondyn nie mógł zauważyć, przez wachlarz zasłaniający połowę twarzy mężczyzny.
- Gdybym postanowił wybrać Shimurę Danzo lub Hatake Kakashi'ego, to twoim zdaniem, który z nich byłby bardziej odpowiedni?
- Kakashi-sensei – Odpowiedział bez zawahania – Pewnie wygląda jakbym go faworyzował ale od razu zaznaczam, mówię to obiektywnie – Wziął łyk wody – Dazno-sama wydaję się zapewne lepszym kandydatem, ale wiem jakie kierują nim ambicje i wiem, że w jego oczach nasz sojusz z Sunagakure no Sato jest symbolem tego jak słaba jest Konoha. W jego mniemaniu najlepszym dla Konohy byłoby pokazanie wszystkim nacjom jak potężni jesteśmy. Gdyby został Hokage, wykorzystałby Korzeń i starał się podbić inne Kraje. Jestem pewny również tego, że wykorzystałby mnie, a raczej Kyuubi'ego, aby mu w tym pomógł. Oczywiście nie jest to moje zdanie, a Piątej Hokage, ale ufam jej. Wiem, że nie kłamałaby w tej sprawie – Zamilkł zastanawiając się czy czegoś nie pominął i po chwili kontynuował – Co zaś tyczy się Kakashi'ego-sensei. Założę się że nie chce nawet próbować zostać Hokage – Zaśmiał się cicho – Jest leniwy, lecz jeśli już coś robi daje z siebie wszystko. Moim zdaniem byłby dobrym Hokage. Cieszy się poparciem mieszkańców no i jest znanym na całym świecie Kopiującym Ninja. Nie wspominając już o tym, że jest uczniem mojego ojca jak i moim mistrzem oraz synem Białego Kła.
Zapadła kilkuminutowa cisza w czasie której Pan Feudalny przyglądał się blondynowi.
- A gdybym Ciebie wybrał na Hokage? Co sądzisz o sobie na tym stanowisku?
Naruto spojrzał zaskoczony na mężczyznę uważnie mu się przyglądającego.
- Nie kłamiąc, zawsze marzyłem i marzę nadal, że kiedyś zostanę Hokage. Gdybym został wybrany teraz... – Chwile się zastanowił – ...Odmówiłbym. Jestem zdecydowanie za młody, a co za tym mam za mało doświadczenia.
- Rozumiem – Pokiwał kilka razy głową – To wszystko co chciałem wiedzieć. Możesz już wrócić i przekazać reszcie, iż wyniki ogłoszę jutro wieczorem.
Naruto wyszedł, kłaniając się na pożegnanie, i ruszył korytarzem w stronę sali obrad poinformować Kakashi'ego i Danzo o decyzji Pana Feudalnego.


***


     Siedział w swoim pokoju na sofie pijąc herbatę, kiedy nagle przed nim, klęcząc na jednym kolanie, pojawił się starszy mężczyzna o siwych włosach i tego samego koloru wąsach, ubrany w czarny garnitur z białą koszulą i wypolerowanymi czarnymi butami.
- Daimyo-sama..
- I co o nich sądzisz, Resunimusie?
- Cała trójka jest niezwykle interesująca. Szczególnie Uzumaki Naruto – Opowiedział klęcząc na jednym kolanie z wzrokiem wbitym w podłogę.
- Ho~, jest jakiś szczególny powód? – Zapytał z nie krytym zainteresowaniem.
- Udało mu się mnie wykryć – Pan Feudalny wbił w niego przeszywający wzrok – Najmocniej przepraszam. Nie sądziłem, że w tej wiosce jest ktoś kto będzie posiadał tak wysokie zdolności sensoryczne.
- Ten chłopiec zaczyna mnie coraz bardziej interesować – Powiedział po kilku minutach ciszy. W końcu jego doradca był jednym z najlepszych shinobi na świecie w ukrywaniu swojej czakry – Obserwuj go przez pozostały czas jaki spędzimy w wiosce i zleć swoim dwóm najlepszym ludziom obserwowanie pozostałych kandydatów.
- Tak, Panie – Chwilę później zniknął, a Daimyo podszedł do okna, obserwując Konohe skąpaną w promieniach zachodzącego słońca.
- Uzumaki Naruto – Wyszeptał z nieznacznym uśmiechem – Będziesz niezwykle przydatny w moim planie.


***


     Siedział w salonie, w swoim domu, na kanapie bez podłokietników (Dobrze napisałam? Dop. Aut) i patrzył na miejsce gdzie jeszcze kilka godzin temu miał głęboką ranę, niemal do kości. Długą na dziesięć centymetrów i szeroką na dwa. Teraz nie było tam żadnej rany, już się zagoiła nie zostawiając nawet blizny. Zauważył, że tempo jego regeneracji jest kilkukrotnie szybsze niż przed inwazją.
- Czyżby uwolnienie prawie 9 ogona miało z tym związek? Co prawda mój obecny poziom czakry jest 2-3 razy większy niż przed walką Nagato, ale byłem pewien, że to jedyna zmiana – Pomyślał i spojrzał w bok, w stronę korytarza słysząc otwierające się drzwi wejściowe. Po chwili obok niego usiadła Konan i upadła bokiem na kanapę z głową tuż obok uda Naruto. Na szczęście kanapa była odpowiednio długa – Ciężki dzień – Ledwo widocznie kiwnęła głową na potwierdzenie – Pamiętasz, że za jakąś godzinę spotykamy się z moimi przyjaciółmi? – Natychmiast podniosła się na rękach patrząc na niego ze zdezorientowaniem.
- To dziś? – Zapytała samą siebie przekręcając głowę w bok i padła z powrotem na sofę – Musimy akurat dziś? – Jęknęła.
- Prędzej czy później musisz się z nimi spotkać. Doskonale to wiesz – Stwierdził patrząc w jej zamknięte oczy – Rozumiem twój strach przed tym spotkaniem – Zaśmiał się cicho widząc grymas niezadowolenia na twarzy przyjaciółki. Pomijał fakt iż chciała zniszczyć Jego wioskę, co zresztą się udało – W takim razie lepiej zrobić to teraz niż odwlekać w czasie – Klepnął ją w plecy wstając. Spojrzała na niego z bliżej nie określonym wzrokiem i wstała ruszając do łazienki.


***


     Stała przed lustrem przyglądając się swojemu wyglądowi. Nie wierzyła, że kiedykolwiek będzie zachowywać się jak normalna nastolatka. Wojna odebrała jej normalne dzieciństwo, następnie założenie z Nagato i Yahiko Akatsuki.
Teraz stała w swoim pokoju i patrzyła w lustro zastanawiając się czy coś zmienić w swoim wyglądzie, lecz po chwili stwierdziła, że jest to nie potrzebne. Naruto powiedział, że nie musi się stroić. Wystarczy jak ubierze się tak jak lubi.
Tak więc ubrała to samo co nosiła kiedy należała do Akatsuki. Ubrała skromne ubranie koloru czarnego przedłużane z tyłu, które odsłaniało jej ramiona, plecy, część biustu i brzuch z pępkiem, otaczanym przez cztery kolczyki oraz niebieskie, obcisłe spodnie i czarne buty na wysokim obcasie.
Uśmiechnęła się na swój widok. Nigdy wcześniej nie miała czasu myśleć o rzeczach typowo kobiecych. Ale teraz mogła poświęcić chwile na zadbanie o siebie.
Zaśmiała się na tę myśl.
Zeszła na dół, gdzie czekał na nią Naruto, ubrany w ciemno zielone spodnie i czarny podkoszulek z oderwanymi rękawami i pomarańczowym herbem Klanu Uzumaki pomiędzy łopatkami.
Nim pomyślała nad tym co robi uśmiechnęła się do niego mówiąc.
- Dziękuję, Naruto
Blondyn patrząc na nią zamarł w miejscu z szeroko otwartymi oczami i pokaźnym rumieńcem, lecz szybko doprowadził się do porządku. Nie pytał za co dziękuję. Doskonale do wiedział.
Odpowiedział jej również uśmiechem i chwilę później szedł razem z Konan w stronę baru, w którym umówił się z przyjaciółmi starając nie myśląc o obrazie, który nie chciał opuścić Jego głowy, który zobaczył kilka minut wcześniej.
Obraz ten przedstawiał przepięknego anioła o łagodnym uśmiechu.


***


     Całą drogę przebyli w ciszy. Ale nie przeszkadzało do żadnej ze stron. Kiedy doszli do Baru usłyszeli z niego głośne rozmowy przyjaciół Naruto. W jednym z nich rozpoznał Kibe, który zachowywał się tam najgłośniej.
- Nie potrafisz mówić ciszej? – Blondyn zapytał podchodząc do stolika. Wszyscy na niego spojrzeli, ale po chwili męska część grupy przeniosła wzrok na Konan. Każdy z nich przejechał wzrokiem od bursztynowych oczu i delikatnych ust przez duży biust oraz umięśniony brzuch, aż do zgrabnych nóg – Lepiej nie dało się ukryć tych spojrzeń? – Zapytał rozbawiony ich reakcją.
- Naruto! Siema – Niemal wykrzyczał wstając z miejsca – I witaj, Ty zapewne jesteś Konan. Miło mi Cię poznać – Podał jej rękę z jak mu się wydawało onieśmielającym uśmiechem. Blondyn niemal wybuchł śmiech widząc jak brew władczyni papieru podjeżdża do góry – T- to znaczy K- Kiba jestem się nazywam – Teraz niebiesko włosa uniosła drugą brew, a Naruto nie wytrzymał i wybuchł śmiechem tak samo jak cała reszta, nie licząc czerwonego jak burak Inuzuki oraz widocznie rozbawionej Jego próbą podrywu Konan.
- Nareszcie mam szansę cię poznać – Kiedy wszyscy się uspokoili, a Blondyn razem ze swoją towarzyszką usiedli przy stole, Ino przywitała się z byłą członkinią Akatsuki – Jestem Yamanaka Ino – Po chwili, to samo zrobiła reszta jedenastki Konohy.
Siedzieli we dwunastkę przy długim stole, będącym jednocześnie grillem. Siedzieli na czymś w rodzaju pufy z wysokimi oparciami w kolorze czerwieni, zakończonej półkolem.
Naruto siedział na skraju, obok niego Konan, następnie Ino, Hinata, Shino, Choji, Shikamaru, Lee, Tenten, Neji, Sakura i naprzeciwko niego, Kiba.
Jinchuuriki podśmiewał się cicho patrząc na wręcz żałosne zaloty chłopaka do Konan. Jednocześnie cieszył się, że tak łatwo ją zaakceptowali, nawet Sakura po kilku minutach rozmowy przestała ciskać w nią morderczym spojrzeniem i teraz rozmawiała z nią jak stara przyjaciółka. Właściwie, to niebiesko włosa mało co mówiła. Jedynie odpowiadała na pytania, ale mimo tego szybko się do niej przekonali.
- No Naruto, nie zamierzasz się pochwalić? – W pewnym momencie odezwał się Neji. Niebieskooki posłał mu pytające spojrzenie – Byłem pewny, że będziesz się tym chwalił.
- No właśnie Naruto! – Nagle krzyknęła wstając z miejsca Ino – Moje gratulacje! Wyściskałabym Cię ale nie mam jak – Posłała mu radosny uśmiech. Następnie każdy zrobił to samo.
- Jak oceniasz swoje szansę na zostanie Hokage? – Zapytał Shikamaru.
- Hmm, jeśli zostanę wybrany na Hokage, to Ja i Kyuubi jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi – Zażartował – A tak poważnie. Mam dopiero 16 lat. Przede mną mnóstwo czasu na spełnienie marzenia. Zresztą nawet jeśli zostanę wybrany to jak Tsunade-baachan się obudzi, na powrót przejmie to stanowisko – Odpowiedział nakładając sobie kilka plastrów mięsa.
- Moim zdaniem masz spore szansę na wygraną – Stwierdziła Konan biorąc parę kawałków boczku – Masz poparcie przynajmniej połowy Konohy. Daimyo z pewnością weźmie to pod uwagę.
- Muszę się z nią zgodzić – Znów głos zabrał młody Nara – Mój ojciec ma wgląd w wyniki głosowania mieszkańców na kandydatów. Nie wiem jak reszta ale na ciebie Naruto, głosowało 49% populacji wioski – Ten spojrzał na niego zdziwiony tak samo jak cała reszta – Nie ukrywając ja też oddałem głos na ciebie.
- Też na niego głosowałeś? – Nagle wszyscy, nie licząc Konan i Blondyna, jednocześnie zapytali.
- Poważnie!? – Był, łagodnie rzecz ujmując, zaskoczony – Dlaczego?
- Ponieważ według mnie i jak widzę nie tylko mnie, będziesz świetnie sprawował się jako Hokage – Szczerze odpowiedział.
- Wy... – Nie dokończył, z rozbawieniem kręcąc głową. Dalsza część wieczoru zleciała na rozmawianiu o mniej poważnych sprawach.
Rozeszli się dopiero grubo po pierwszej w nocy.
- I jak było – Zapytał Blondyn wracając razem z niebieskowłosą do domu
- Przyjemnie i zabawnie – Na jej ustach pojawił się nieznaczny uśmiech, który znikł ustępując miejsca grymasowi złości – Z jednym wyjątkiem – Niemal warknęła.
- Ta, wybacz za Kibe.
Młody Inuzuka przez cały wieczór starał się ją podrywać. Były to zazwyczaj zaczepki na poziomie dziesięciolatka, ale kiedy zapytał o jej wszystkie trzy wymiary, nie wytrzymała. Uformowała dwa kunai'e z papieru, które zatrzymały się, jeden przy gardle, a drugi przy kroczu i wbijając w niego stalowe spojrzenie powiedziała chłodnym, ostrym głosem – Jeszcze raz się do mnie odezwiesz, a zmienię Ci płeć – To przerażenie na twarzy brązowowłosego było bezcenne. Nie wspominając reszty płci męskiej. Nie licząc Naruto, gdyż on poznał na tyle dobrze swoją współlokatorkę, iż zauważył jak Kiba zbliża się do granicy, której nie powinien przekraczać.
- Za to przyjemnie zaskoczyły mnie Ino, Hinata, Sakura i Tenten.
Miała rację. Żeńska część grupy zamiast się jej przerazić dołączyła do niej w grożeniu Inuzuce. Kiedy sobie to przypomniał po prostu nie mógł nie wybuchnąć śmiechem. Opanował się dopiero po kilku minutach.
- Cieszę się, że tak szybo zaprzyjaźniłaś się zresztą grupy.
- Ja też – Spojrzała na księżyc w pełni – Jutro czeka Cię ciężki dzień – Prychnął na to przypomnienie.
Dziewczyny, poza Konan, stwierdziły, że nawet jeśli nie zostanie wybrany na Hokage, to musi się dobrze prezentować. Nie pytając o Jego zgodę postanowiły pomóc mu w wybraniu ubrania. Miał na nie czekać pod swoim domem o ósmej rano.
- Dobranoc – Pożegnali się po dojściu do domu i rozeszli do swoich pokoi. Władczyni papieru od razu padła na swoje łóżko niemal natychmiast zasypiając z uśmiechem na ustach. Jeszcze przed oddaniem się krainie morfeusza pomyślała, że nigdy w życiu nie była taka szczęśliwa.


***


     Stał razem z Danzo i Kakashi'm czekając aż zostaną wezwani. Był już wieczór, a większość dnia spędził w sklepie razem z Ino, Hinatą, Sakurą oraz Tenten. Wszystkie oprócz młodej Hyuugi, co chwilę rozbierały go do samych bokserek, co kończyło się utraceniem przytomności przez białooką, a następnie ubierały go w coraz to inne kimona.
Dopiero po niemal 7 godzinach udało im się wybrać, ich zdaniem, odpowiedni strój.
Było to czarne kimono z pomarańczowym, chińskim smokiem w ciemnoszarą obwódkę, który owijał się wokół niego od stóp do klatki piersiowej. Na to założone czarne haori z Dziewięcioogoniastym lisem na plecach w kolorze pomarańczy. Na nogi założył japonki z niebieskim rzemykiem.
Po wybraniu stroju udały się z nim do jego domu i tam pomogły mu to ubrać. Nawet uczesały go odpowiednio. Teraz miał blond włosy zaczesane do tyłu z dwoma kosmykami włosów, które opadały po obu stronach czoła na linie brwi.
Tak ubrany przeszedł przez wioskę. Każda, żeńska para oczu odwracała się wodząc za nim wzrokiem. Nie ważne czy były same czy z chłopakiem. Starsza czy młodsza. Wtedy też zrozumiał dlaczego Sasuke irytowały te wszystkie fanki.
- Zapraszam do środka – Drzwi się otworzyły i stanął w nich doradca Daimyo.
Całą trójką weszli do sali obrad i usiedli naprzeciwko Pana Feudalnego.
- Wybór nowego Hokage sprawił mi niezwykle wielkie trudności – Zaczął oficjalnym tonem – Każdy z was jest więcej niż odpowiedni na to stanowisko, lecz tylko jeden może zostać wybrany – Przeleciał po nich wzrokiem i uśmiechnął się – Ale teraz z dumą mogę ogłosić, że... – Zrobił chwilę przerwy - …Na Rokudaime Hokage zostaje wybrany Uzumaki Naruto!
W sali zaległa niczym nie zakłócana cisza w czasie której każdy z kandydatów, włącznie z wybranym patrzył z szokiem na Daimyo.
Jedynie w duchu skomentował słowa mężczyzna, na co w odpowiedzi dostał prychnięcie lisa.
- Słyszałeś Kyuubi? Od dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.



***

1 komentarz: