Stali
we dwoje przed Starszyzną oraz Radą Joninów. Naruto rozpoznał, w
tym niemal dwudziestoosobowym tłumie, Asume, Kurenai, Kakashi'ego,
swoich egzaminatorów z egzaminu na genina oraz dwoje członków
Starszyzny. Trzeciego, z zabandażowany okiem nie rozpoznał, ale
domyślił się kim był. Tsunade często opowiadała mu o Danzo i
Korzeniu.
- ...i po
zapieczętowaniu ciała Nagato wróciliśmy do wioski – Skończył
opowiadać wszystko od czasu przybycia do wioski. Nie powiedział, że
to jego ojciec Yondaime Hokage naprawił pieczęć tylko, że sam to
zrobił.
Nastała krótka chwila
ciszy, w której każdy mu się przyglądał. Jedni z szacunkiem,
inni z strachem, a jeszcze inni z znudzeniem lub podejrzliwością.
Podobnie patrzyli na Konan.
- Czyli po uwolnieniu
ośmiu ogonów, zupełnie sam, zapanowałeś nad demonem i następnie
pokonałeś niejakiego Nagato, użytkownika Rinnegan'a, który po
tym wskrzesił wszystkich zabitych mieszkańców Konohy – Utatane
uważnie mu się przyjrzała – Co sprawia, że myślisz, że
uwierzymy w te bzdury.
- Nie rozumiem dlaczego
mielibyście nie wierzyć – Stwierdził zbity z tropu – Przecież
powiedziałem jak było, więc w czym problem? – Silił się na
spokojny ton co, jak na razie, nieźle mu wychodziło.
- Ktoś taki jak TY nie
jest w stanie zupełnie sam zapanować nad Kyuubi'm – Wtrącił się
Ebisu, na co blondyn ostentacyjnie przewrócił oczami – Każdy z
tu obecnych wie jakie miałeś wyniki w akademii. Z pewnością nie
jesteś kimś kto dałby radę zapanować nad najsilniejszym Bijuu –
Specjalny Jonin spojrzała na niego z pogardą, lecz Naruto niezbyt
się tym przejął.
- Co masz do powiedzenia
w tej sprawie Panno Konan? – Dotąd milczący Shikaku zwrócił
się, ku jej własne zdziwieniu, do niebiesko włosej.
- Mogę z całą
pewnością, potwierdzić podaną przez Naruto wersje wydarzeń,
które opowiedział – Odpowiedziała swoim stalowym głosem, który
nie jednemu Joninowi zjeżył włosy na karku. Przywódca klanu Nara
jedynie kiwnął w podziękowaniu głową.
- Myślę, że kwestia
panowania Naruto nad Kyuubi'm została wyjaśniona.
- Wierzysz w słowa tej
Kobiety? Przecież to ona wraz z Pain'em zaatakowali i zniszczyli
wioskę – Niemal krzyknął patrząc wrogo na genina i Konan, zza
swoich czarnych okularów.
Naruto westchnął
opuszczając ramiona w dół.
- Przecież to dobrze
dla wioski – Stwierdził patrząc na wszystkich zmęczonym wzrokiem
– Zapanowałem nad Kyuubi'm, więc czy wioska nie zyskała na tym
potężnej broni? Do tego Konan, druga pod względem siły w
Akatsuki, postanowiła dołączyć do Konohy. Czyż dzięki temu
wioska nie stanie się silniejsza? – Mimo iż mówił do Ebisu
patrzył na Danzo.
Wiedział, że to On
będzie miał ostatnie słowo do powiedzenia w tej sprawie. A dzięki
Tsunade wiedział jakie ten człowiek miał ambicje, więc musiał
jedynie sprawić, aby było to dla przywódcy Korzenia korzystne.
Po jego słowach
zapanowała całkowita cisza. Nikt, ale to nikt nie spodziewał się
usłyszeć z ust Uzumaki'ego Naruto takich słów. Nawet Konan
patrzyła zdziwiona w stronę blondyna.
- Dobrze powiedziane
chłopcze – Przemówił z chciwym wzrokiem – Jest dokładnie tak
jak powiedział. Konoha jedynie na tym zyska, więc myślę, iż
sprawa zostaje zakończona – Przeleciał po każdym wzrokiem i
widząc, że nikt nic więcej nie zamierza powiedzieć, zwrócił się
do blondyna – Jesteście wolni.
Nie czekając, bez słowa
opuścił pomieszczenie, a następnie budynek o który oparł się
plecami.
- Wszystko w porządku?
– Usłyszał obok siebie głos niebieskowłosej.
- Po prostu jestem
zmęczony – Odpowiedział pocierając nasadę nosa – Mam ochotę
paść na ziemię i zasnąć – Stwierdził patrząc w bliżej nie
określony punkt
***
Minął tydzień od
czasu powrotu Naruto wraz z Konan do Konohagakure no Sato. Od tamtego czasu, była członkini
Akatsuki, każdego dnia, od wschodu słońca, aż do późnej
nocy pracowała pomagając w odbudowie wioski. Dzięki temu
mieszkańcy zmienili zdanie na jej temat i teraz często podczas
przerw przesiadują razem z nią.
Naruto, jak zawsze, wstał wcześnie rano. Szybko wykonał poranną toaletę i ubrany w biały podkoszulek oraz czarne spodenki do kolan z
dodatkowymi kieszeniami, zszedł do kuchni przygotować
śniadanie dla siebie i swojej współlokatorki.
Akurat kiedy kładł dwa
kupki, jeden z herbatą drugi z kawą koło talerza pełnego kanapek, do
pomieszczenia weszła niebiesko włosa, ubrana w jego czarny
podkoszulek z pomarańczowym wirem na piersi oraz krótkimi,
granatowymi spodenkami do połowy ud, ukazując tym samym swoje
zgrabne nogi.
- Dzień do~bry –
Przywitała się ziewając, po czym usiadła przy stole.
Blondyn jedynie kiwnął
głową patrząc na ledwo przytomną dziewczynę.
Nadal nie wierzył, że
to ta sama kobieta z którą podróżował do i z Uzushiogakure.
Wtedy przypominała mu kogoś z wyższych sfer, arystokratkę. Mówiła
tym chłodnym, stalowym głosem, jej każdy ruch był przemyślany i
dokładny, taki królewski.
A teraz wyglądała jak
dokładne przeciwieństwo ”tamtej siebie”. Zaśmiał się cicho
porównując oba obrazy.
- Co cię tak bawi? –
Zapytała zdziwiona swoim melodyjnym głosem.
To była jedna ze zmian
jaka w niej zaszła odkąd zamieszkała w wiosce. Przestała używać
tego pozbawionego uczyć głosu mrożącego krew w żyłach nawet
członkom ANBU.
- Nic takiego –
Spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem, a ona odpowiedział mu
pytającym – Lepiej się pośpieszmy inaczej zaczną bez nas –
Dopił swoją herbatę i odłożył kubek razem z pustym talerzem do
zlewu
- Poczekaj tylko się
przebiorę – Jak się odwrócił jej już nie było.
Kilka minut później
wyszli kierując w stronę niemal odbudowanej akademii.
***
W sali obrad znajdowało
się dziesięć osób. Starszyzna, Hatake Kakashi, Nara Shikaku, jego
syn, Shikamaru i Daiymio Hi no Kuni wraz z swoim doradcą i dwoma
strażnikami.
Rozmawiali o tym kto ma
zostać kolejny, Szóstym Hokage. Chociaż bardziej wyglądało to na
kłótnie między Starszyzną, a dwójką Joninów.
- A więc twierdzisz, że
Ty lepiej będziesz sprawował się jako Hokage!? – Zapytała
wściekła Utatane.
- Nic takiego nie
powiedziałem – W przeciwieństwie do wiekowej kobiety jego głos
był spokojny, czy raczej obojętny – Po prostu uważam, że
Danzo-sama nie nadaję się na to stanowisko – Wyjaśnił patrząc
na nią jedynym okiem.
- Dlaczego tak uważasz
Kakashi? – Przemówił ze spokojem drugi członek Starszyzny,
Homura Mitokado.
- Głównie przez jego
metody – Odpowiedział patrząc na Władce Kraju Ognia – Już to
jak prowadzi swoją organizację, Korzeń ANBU, wiele o tym mówi.
Metody te są brutalne, często w wyniku ciężkich treningów jakie
narzuca swoim ”Podopiecznym” kończy się ich śmiercią. Nie
wspominając już faktu, że uważa iż Konoha powinna być rządzona
twardą, wręcz stalową ręką – Na kilka minut zapanowała cisza
w czasie której każdy zastanawiał się nad słowami Kopiującego
Ninja.
Homura zgadzał się z
Danzo, ale sam uważał niektóre z jego metoda są zbyt brutalne.
Dlatego też kiedy Tobirama wybrał Hiruzena na Trzeciego Hokage
poparł ten wybór twierdząc, że Sarutobi będzie lepiej sprawował
władzę niż Shimura.
Dlatego też, teraz, wstrzymał
się od głosu w sprawie wyboru Szóstego, ale jednocześnie
wiedział, iż nie mógł poprzeć przywódcy Korzenia. Nie po tym
jak dowiedział się o metodach treningowych w tej organizacji i ambicjach swojego kolegi z dzieciństwa.
- W takim razie kogo
proponujesz? – Zapytał dotąd milczący Shikamaru. Wszystkie oczy
zwróciły się w stronę młodego Nara.
Kakashi zmieszał się
lekko. Nie przewidział, że zostanie o to zapytany.
- Hmm, Nara Shikaku
byłby...
- Odmawiam – Wszedł
mu w słowo – To byłoby zbyt upierdliwe – Dodał widząc pytając
wzrok Jonina. Ten chciał coś powiedzieć, lecz umilkł słysząc
głośne klaśnięcie.
- Proponuję, abyście
się zastanowili nad kandydatami spośród których wybiorę
następnego Hokage – Patrzył na każdego zza wachlarza
zasłaniającego mu pół twarzy – Myślę, że trzech wystarczy.
Po dłuższej chwili
wszyscy kiwnęli głową na zgodę.
Nic więcej nie mówiąc
Daimyo wstał i wyszedł wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami z
pomieszczenia.
***
Padł na kanapę,
stojącą w salonie, ze zmęczenia. Znowu pracował razem z pół
tysiącem swoich klonów przy odbudowie wioski od samego rana do późnych
nocnych godzin. Nawet po najcięższych treningach nie czuł się tak
wykończony.
- Przynajmniej nie padam
zaraz po odwołaniu klonów tak jak na początku – Zaśmiał się
cicho patrząc w podłogę.
- Jesteś szalony –
Usłyszał za sobą głos Konan – Jak możesz codziennie tworzyć
takie ilości klonów, wiedząc, że ich całe zmęczenie wróci do
ciebie – Zapytała kładąc szklankę z zimną wodą na szklanym stole stojącym przed sofą.
- Chcę jak najszybciej
odbudować... – Przerwał na moment, opróżniając naczynie – Chcę
odbudować wioskę, a poza tym to dobry trening – Dokończył – W
końcu klony, nie licząc zmęczenia, przekazują mi całą swoją
wiedzę oraz poprawiają moje fizyczne atrybutu takie jak na przykład
siła czy szybkość. Chociaż nie tak bardzo jak gdybym robił to
sam.
Spojrzała na niego
zaskoczona. Nie wiedziała, że wzmacniają również ciało
użytkownika w fizycznych aspektach
- Tu mnie zaskoczyłeś
- Podczas takiego
wysiłku włókna mięśni się rozrywają. Jeśli teraz będę
odpoczywał do rana, włókna te odbudują się jeszcze mocniejsze
niż przed zerwaniem. Oczywiście, odpoczynek musi trwać 24 godziny,
ale jestem Jinchuuriki więc wystarczy mi jedynie czwarta część
tego czasu – Wyjaśniał zaskakując ją jeszcze bardziej –
Guy-sensei mi to kiedyś tłumaczył, no i czytałem jeszcze o tym w
kilku książkach o Taijutsu.
- Cieniste klony mają
więcej sekretów niż sądziłam – Stwierdziła siadając obok
leżącego blondyna.
- Ale cena za ich
używanie jest wysoka. Idziesz pierwsza się kąpać? – Nagle
zmienił temat.
- Z tego co widzę tobie
się z tej kanapy nie będzie chciało wstać do rana – Nie
czekając na jego odpowiedź poszła do łazienki.
Odprowadził ją
wzrokiem, aż nie znikła za zakrętem i zaczął rozmyślać o tym
jak jeszcze ponad dwa tygodnie temu jedno chciało zabić drugie, a
teraz mieszkają razem pod jednym dachem.
- Doprawdy, życie
czasami bywa takie przewrotne – To była ostatnia myśl nim zamknął oczy i ze zmęczenia zasnął.
***
Stała pod
drzwiami domu Naruto dobijając się do nich od dłuższego czasu. Co
chwilę warczała pod nosem złorzecząc na tego lubiącego sobie
pospać, kochającego ramen, idiotę.
- JAK ZARAZ NIE
OTWORZYSZ TYCH DRZWI TO JE WYWAŻĘ I PÓJDĘ CIĘ SPRAĆ TAK ŻE
RODZONA MATKA CIĘ NIE POZNA!!! – Ten krzyk z pewnością byłby wstanie obudzić nawet zmarłego. Każdy kto przechodził, w tym momencie,
ulicą patrzył na nią jak na wariatkę, ale nic sobie z tego nie
robiła, była zbyt zdenerwowana – SŁYSZAŁEŚ!! NARUTO – Kolejny
krzyk, chwila ciszy i odgłos brzmiący jakby coś spadło na ziemię coś ciężkiego, który wydobył się zza drzwi, później kolejny
brzmiący jakby coś szklanego się rozbiło, po czym nastąpił głośny wrzask.
- JASNA CHOLERA, KTO TU
NA BOGA POSTAWIŁ TEN ZAKICHANY STOLIK – Zaniepokoiła się teraz
słysząc ten wrzask pełen bólu.
- Naruto!? – Zawołała
znacznie ciszej niż przedtem, lecz na tyle głośno, aby ją
usłyszał.
- Chwila! Zaraz otwo..
Noż cholera, kto to teraz posprząta!? – Ponownie krzyknął –
Zaraz otworzę!
I tak jak powiedział, po
kilkunastu sekundach drzwi nieznacznie się otworzyły i na zewnątrz
wychyliła się jedynie głowa z oklapłymi blond włosami i
zmatowiałymi, błękitnymi oczami z widocznymi worami pod nimi się
znajdującymi. Dodać do tego bladą cerę i wypisz wymaluj upiór
jak z koszmarów.
- Koszmarnie wyglądasz
– Stwierdziła z krzywym uśmiechem.
- Wina braku snu.
Chcesz czegoś? – Zapytał niezbyt miło. Ton jej przyjaciela tak
ją zdziwił, że przez moment nie wiedziała co powiedzieć –
Sakura!
- Nie musisz się tak
wydzierać – Odparła zirytowana – Przecież słyszę.
- Wołam cię od kilku
minut, zresztą nie ważne. Czego chcesz? – Ponowił pytanie nie
zmieniając tonu głosu nawet o jotę.
- Kakashi-sensei chcę
cię widzieć.
- To niech sam do mnie
przyjdzie – Już miał zatrzasnąć drzwi, lecz noga kunoichi mu na
to nie pozwoliła.
- To ważne – Warknęła
– Co ci się stało? – Nagle zapytała zmartwiona widząc, iż
jest jeszcze bardziej blady niż kilka minut wcześniej.
- To nic. Gdzie na mnie
czeka?
- Jak to ni.. Czy to
krew? – Wskazała palcem na niedużą kałużę krwi pod jego
nogami – Naruto! – Krzyknęła spanikowana widząc jak ten
zatacza się do tyłu. Szybko wbiegła do środka, o mało nie
poślizgując się na krwi, łapiąc chłopaka nim ten upadł na
ziemię. Przełożyła jego ramię przez głowę i pomogła mu dostać
się do salonu i posadzić go na kanapie.
- Nie zauważyłem..
Przewróciłem się.. Rozbiłem o.. Rozciąłem na.. – Zaczął
bełkotać.
- Zdążyłam się
domyślić co zrobiłeś – Spojrzała na rozbity szklany stolik cały w jego krwi – Za chwilę powinno ci się
polepszyć – Jedną rękę otoczoną zieloną poświata przyłożyła
do nogi gdzie miał szerokie i głębokie rozcięcie, a drugą w
miejscu gdzie miał serce, pomagając mu szybciej pompować krew do
ciała przy pomocy czakry.
- Dzięki już miiii..
To bolało! – Spojrzał na nią z wyrzutem kiedy ta zacisnęła mu
mocniej niż powinna bandaż na ranie.
- I powinno –
Odpowiedziała mu ostrym spojrzeniem – Powinieneś od raz mnie
poinformować o tej ranie, a nie czekać aż zaczniesz tracić
przytomność.
Miał już coś
odpowiedzieć, lecz przerwał mu kobiecy krzyk dochodząc z holu.
- Skąd tu tyle krwi!?
Sekundę później do
salonu niemal wbiegła Konan z zmartwionym wyrazem twarzy i widząc
zaistniałą scenę szybko poskładała puzzle układanki domyślając
co się stało.
- Mógłbyś być
ostrożniejszy
- Co tu robisz o.. –
Zignorował jej radę i spojrzał na zegar wiszący na ścianie - ..
Już po 12? Myślałem, że jeszcze rano.
- Skończone –
Zawiązała mu, zaciśnięty mocniej niźli by tego chciał, bandaż
i wstała z łagodnym uśmiechem – Teraz musisz tylko...
- Skąd tu tyle krwi!?
Przerwał jej znajomy
krzyk i niedługo po nim obok Konan stanął Kakashi składając
układankę jeszcze szybciej niż niebiesko włosa.
- Mógłbyś być
ostrożniejszy – Blondyn cicho warknął na to dejavu – Teraz już
wiem czemu tak długo ci schodzi – Spojrzał na Sakurę.
- Od razu mówię, że
musi wypocząć i nigdzie się nie ruszać – Szaro włosy przełknął
głośno ślinę widząc TEN wzrok.
- Niestety nie ma na to
czasu – Odparł zachowując przy tym swój spokój – Mam
nadzieję, że dasz radę iść – Zignorował swoją podopieczną,
która już chciała coś powiedzieć
- Dam radę. To tylko
niegroźna rana – Stwierdził i kuśtykając doszedł do
holu, siadł na kozetce i ubrał swoje buty shinobi –
Gotowy
Różowo włosa patrzyła
na niego z zmartwionym wyrazem twarzy kompletnie zapominając, iż
miała być na niego zła za to co zrobił po powrocie do wioski. Już
miała zaproponować swoją pomoc, lecz ktoś ją ubiegł.
- Pomogę Ci.
Nie pytając o zgodę
wzięła go pod ramię oplatając swoją drugą ręką wokół jego
pasa
- Dzięki – Uśmiechnął
się do niej.
W Sakurze na ten widok
zagotowała się krew w żyłach. Nie wiedziała czemu ale widok
tej.. Kobiety obok Naruto sprawiał, że miała co raz większą
ochotę ją zabić.
- No to komu w drogę
temu czas – Wszyscy spojrzeli na, z jakiegoś powodu, szczęśliwego
Jonina, który przyjaźnie się do nich uśmiechał, co zauważyli
dzięki zamkniętemu oku.
***
Stał nie wierząc w to
co usłyszał. Myślał, że ma omamy słuchowe, że to tylko sen i
za chwilę się z niego obudzi, albo przyjaciele robią sobie z niego
jaja. Ale szybko przekonał się o prawdziwości tej sytuacji, kiedy
Daimyo Kraju Ognia powtórzył słowa, które dzwonią mu teraz w
głowie.
- Naruto Uzumaki wraz z
Hatake Kakashi'm i Shimurą Danzo zostajesz mianowany na Kandydata na
Rokudaime Hokage
***
I tym miłym akcentem kończę ten rozdział:D Mam nadzieję, że się spodobał, gdyż zaczęłam go pisać dopiero dzisiaj (w tygodni miałam za mało czasu) około godziny 13 i tak aż do 21 pisałam i pisałam, aż w końcu napisałam (jestem z siebie taka dumna "Chlip")
Dobra żarty na bok
Wdzięczna będę za wypominanie wszelkich błędów oraz literówek. Śmiało możecie krytykować, z chęcią wysłucham/przeczytam:D gdyż jest to moje pierwsze opowiadania i chcę wiedzieć, gdzie popełniam błędy.
Cóż, na zakończenie dodam iż dziękuje bardzo tym którzy czytają moje wypociny i mam nadzieję że będą je czytać dalej. Następny rozdział już
za tydzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz