Strona Główna

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział III - Nominacja


Stali we dwoje przed Starszyzną oraz Radą Joninów. Naruto rozpoznał, w tym niemal dwudziestoosobowym tłumie, Asume, Kurenai, Kakashi'ego, swoich egzaminatorów z egzaminu na genina oraz dwoje członków Starszyzny. Trzeciego, z zabandażowany okiem nie rozpoznał, ale domyślił się kim był. Tsunade często opowiadała mu o Danzo i Korzeniu.
- ...i po zapieczętowaniu ciała Nagato wróciliśmy do wioski – Skończył opowiadać wszystko od czasu przybycia do wioski. Nie powiedział, że to jego ojciec Yondaime Hokage naprawił pieczęć tylko, że sam to zrobił.
Nastała krótka chwila ciszy, w której każdy mu się przyglądał. Jedni z szacunkiem, inni z strachem, a jeszcze inni z znudzeniem lub podejrzliwością. Podobnie patrzyli na Konan.
- Czyli po uwolnieniu ośmiu ogonów, zupełnie sam, zapanowałeś nad demonem i następnie pokonałeś niejakiego Nagato, użytkownika Rinnegan'a, który po tym wskrzesił wszystkich zabitych mieszkańców Konohy – Utatane uważnie mu się przyjrzała – Co sprawia, że myślisz, że uwierzymy w te bzdury.
- Nie rozumiem dlaczego mielibyście nie wierzyć – Stwierdził zbity z tropu – Przecież powiedziałem jak było, więc w czym problem? – Silił się na spokojny ton co, jak na razie, nieźle mu wychodziło.
- Ktoś taki jak TY nie jest w stanie zupełnie sam zapanować nad Kyuubi'm – Wtrącił się Ebisu, na co blondyn ostentacyjnie przewrócił oczami – Każdy z tu obecnych wie jakie miałeś wyniki w akademii. Z pewnością nie jesteś kimś kto dałby radę zapanować nad najsilniejszym Bijuu – Specjalny Jonin spojrzała na niego z pogardą, lecz Naruto niezbyt się tym przejął.
- Co masz do powiedzenia w tej sprawie Panno Konan? – Dotąd milczący Shikaku zwrócił się, ku jej własne zdziwieniu, do niebiesko włosej.
- Mogę z całą pewnością, potwierdzić podaną przez Naruto wersje wydarzeń, które opowiedział – Odpowiedziała swoim stalowym głosem, który nie jednemu Joninowi zjeżył włosy na karku. Przywódca klanu Nara jedynie kiwnął w podziękowaniu głową.
- Myślę, że kwestia panowania Naruto nad Kyuubi'm została wyjaśniona.
- Wierzysz w słowa tej Kobiety? Przecież to ona wraz z Pain'em zaatakowali i zniszczyli wioskę – Niemal krzyknął patrząc wrogo na genina i Konan, zza swoich czarnych okularów.
Naruto westchnął opuszczając ramiona w dół.
- Przecież to dobrze dla wioski – Stwierdził patrząc na wszystkich zmęczonym wzrokiem – Zapanowałem nad Kyuubi'm, więc czy wioska nie zyskała na tym potężnej broni? Do tego Konan, druga pod względem siły w Akatsuki, postanowiła dołączyć do Konohy. Czyż dzięki temu wioska nie stanie się silniejsza? – Mimo iż mówił do Ebisu patrzył na Danzo.
Wiedział, że to On będzie miał ostatnie słowo do powiedzenia w tej sprawie. A dzięki Tsunade wiedział jakie ten człowiek miał ambicje, więc musiał jedynie sprawić, aby było to dla przywódcy Korzenia korzystne.
Po jego słowach zapanowała całkowita cisza. Nikt, ale to nikt nie spodziewał się usłyszeć z ust Uzumaki'ego Naruto takich słów. Nawet Konan patrzyła zdziwiona w stronę blondyna.
- Dobrze powiedziane chłopcze – Przemówił z chciwym wzrokiem – Jest dokładnie tak jak powiedział. Konoha jedynie na tym zyska, więc myślę, iż sprawa zostaje zakończona – Przeleciał po każdym wzrokiem i widząc, że nikt nic więcej nie zamierza powiedzieć, zwrócił się do blondyna – Jesteście wolni.
Nie czekając, bez słowa opuścił pomieszczenie, a następnie budynek o który oparł się plecami.
- Wszystko w porządku? – Usłyszał obok siebie głos niebieskowłosej.
- Po prostu jestem zmęczony – Odpowiedział pocierając nasadę nosa – Mam ochotę paść na ziemię i zasnąć – Stwierdził patrząc w bliżej nie określony punkt


***


Minął tydzień od czasu powrotu Naruto wraz z Konan do Konohagakure no Sato. Od tamtego czasu, była członkini Akatsuki, każdego dnia, od wschodu słońca, aż do późnej nocy pracowała pomagając w odbudowie wioski. Dzięki temu mieszkańcy zmienili zdanie na jej temat i teraz często podczas przerw przesiadują razem z nią.
Naruto, jak zawsze, wstał wcześnie rano. Szybko wykonał poranną toaletę i ubrany w biały podkoszulek oraz czarne spodenki do kolan z dodatkowymi kieszeniami, zszedł do kuchni przygotować śniadanie dla siebie i swojej współlokatorki.
Akurat kiedy kładł dwa kupki, jeden z herbatą drugi z kawą koło talerza pełnego kanapek, do pomieszczenia weszła niebiesko włosa, ubrana w jego czarny podkoszulek z pomarańczowym wirem na piersi oraz krótkimi, granatowymi spodenkami do połowy ud, ukazując tym samym swoje zgrabne nogi.
- Dzień do~bry – Przywitała się ziewając, po czym usiadła przy stole.
Blondyn jedynie kiwnął głową patrząc na ledwo przytomną dziewczynę.
Nadal nie wierzył, że to ta sama kobieta z którą podróżował do i z Uzushiogakure. Wtedy przypominała mu kogoś z wyższych sfer, arystokratkę. Mówiła tym chłodnym, stalowym głosem, jej każdy ruch był przemyślany i dokładny, taki królewski.
A teraz wyglądała jak dokładne przeciwieństwo ”tamtej siebie”. Zaśmiał się cicho porównując oba obrazy.
- Co cię tak bawi? – Zapytała zdziwiona swoim melodyjnym głosem.
To była jedna ze zmian jaka w niej zaszła odkąd zamieszkała w wiosce. Przestała używać tego pozbawionego uczyć głosu mrożącego krew w żyłach nawet członkom ANBU.
- Nic takiego – Spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem, a ona odpowiedział mu pytającym – Lepiej się pośpieszmy inaczej zaczną bez nas – Dopił swoją herbatę i odłożył kubek razem z pustym talerzem do zlewu
- Poczekaj tylko się przebiorę – Jak się odwrócił jej już nie było.
Kilka minut później wyszli kierując w stronę niemal odbudowanej akademii.


***


W sali obrad znajdowało się dziesięć osób. Starszyzna, Hatake Kakashi, Nara Shikaku, jego syn, Shikamaru i Daiymio Hi no Kuni wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami.
Rozmawiali o tym kto ma zostać kolejny, Szóstym Hokage. Chociaż bardziej wyglądało to na kłótnie między Starszyzną, a dwójką Joninów.
- A więc twierdzisz, że Ty lepiej będziesz sprawował się jako Hokage!? – Zapytała wściekła Utatane.
- Nic takiego nie powiedziałem – W przeciwieństwie do wiekowej kobiety jego głos był spokojny, czy raczej obojętny – Po prostu uważam, że Danzo-sama nie nadaję się na to stanowisko – Wyjaśnił patrząc na nią jedynym okiem.
- Dlaczego tak uważasz Kakashi? – Przemówił ze spokojem drugi członek Starszyzny, Homura Mitokado.
- Głównie przez jego metody – Odpowiedział patrząc na Władce Kraju Ognia – Już to jak prowadzi swoją organizację, Korzeń ANBU, wiele o tym mówi. Metody te są brutalne, często w wyniku ciężkich treningów jakie narzuca swoim ”Podopiecznym” kończy się ich śmiercią. Nie wspominając już faktu, że uważa iż Konoha powinna być rządzona twardą, wręcz stalową ręką – Na kilka minut zapanowała cisza w czasie której każdy zastanawiał się nad słowami Kopiującego Ninja.
Homura zgadzał się z Danzo, ale sam uważał niektóre z jego metoda są zbyt brutalne. Dlatego też kiedy Tobirama wybrał Hiruzena na Trzeciego Hokage poparł ten wybór twierdząc, że Sarutobi będzie lepiej sprawował władzę niż Shimura.
Dlatego też, teraz, wstrzymał się od głosu w sprawie wyboru Szóstego, ale jednocześnie wiedział, iż nie mógł poprzeć przywódcy Korzenia. Nie po tym jak dowiedział się o metodach treningowych w tej organizacji i ambicjach swojego kolegi z dzieciństwa.
- W takim razie kogo proponujesz? – Zapytał dotąd milczący Shikamaru. Wszystkie oczy zwróciły się w stronę młodego Nara.
Kakashi zmieszał się lekko. Nie przewidział, że zostanie o to zapytany.
- Hmm, Nara Shikaku byłby...
- Odmawiam – Wszedł mu w słowo – To byłoby zbyt upierdliwe – Dodał widząc pytając wzrok Jonina. Ten chciał coś powiedzieć, lecz umilkł słysząc głośne klaśnięcie.
- Proponuję, abyście się zastanowili nad kandydatami spośród których wybiorę następnego Hokage – Patrzył na każdego zza wachlarza zasłaniającego mu pół twarzy – Myślę, że trzech wystarczy.
Po dłuższej chwili wszyscy kiwnęli głową na zgodę.
Nic więcej nie mówiąc Daimyo wstał i wyszedł wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami z pomieszczenia.


***


Padł na kanapę, stojącą w salonie, ze zmęczenia. Znowu pracował razem z pół tysiącem swoich klonów przy odbudowie wioski od samego rana do późnych nocnych godzin. Nawet po najcięższych treningach nie czuł się tak wykończony.
- Przynajmniej nie padam zaraz po odwołaniu klonów tak jak na początku – Zaśmiał się cicho patrząc w podłogę.
- Jesteś szalony – Usłyszał za sobą głos Konan – Jak możesz codziennie tworzyć takie ilości klonów, wiedząc, że ich całe zmęczenie wróci do ciebie – Zapytała kładąc szklankę z zimną wodą na szklanym stole stojącym przed sofą.
- Chcę jak najszybciej odbudować... – Przerwał na moment, opróżniając naczynie – Chcę odbudować wioskę, a poza tym to dobry trening – Dokończył – W końcu klony, nie licząc zmęczenia, przekazują mi całą swoją wiedzę oraz poprawiają moje fizyczne atrybutu takie jak na przykład siła czy szybkość. Chociaż nie tak bardzo jak gdybym robił to sam.
Spojrzała na niego zaskoczona. Nie wiedziała, że wzmacniają również ciało użytkownika w fizycznych aspektach
- Tu mnie zaskoczyłeś
- Podczas takiego wysiłku włókna mięśni się rozrywają. Jeśli teraz będę odpoczywał do rana, włókna te odbudują się jeszcze mocniejsze niż przed zerwaniem. Oczywiście, odpoczynek musi trwać 24 godziny, ale jestem Jinchuuriki więc wystarczy mi jedynie czwarta część tego czasu – Wyjaśniał zaskakując ją jeszcze bardziej – Guy-sensei mi to kiedyś tłumaczył, no i czytałem jeszcze o tym w kilku książkach o Taijutsu.
- Cieniste klony mają więcej sekretów niż sądziłam – Stwierdziła siadając obok leżącego blondyna.
- Ale cena za ich używanie jest wysoka. Idziesz pierwsza się kąpać? – Nagle zmienił temat.
- Z tego co widzę tobie się z tej kanapy nie będzie chciało wstać do rana – Nie czekając na jego odpowiedź poszła do łazienki.
Odprowadził ją wzrokiem, aż nie znikła za zakrętem i zaczął rozmyślać o tym jak jeszcze ponad dwa tygodnie temu jedno chciało zabić drugie, a teraz mieszkają razem pod jednym dachem.
- Doprawdy, życie czasami bywa takie przewrotne – To była ostatnia myśl nim zamknął oczy i ze zmęczenia zasnął.


***


Stała pod drzwiami domu Naruto dobijając się do nich od dłuższego czasu. Co chwilę warczała pod nosem złorzecząc na tego lubiącego sobie pospać, kochającego ramen, idiotę.
- JAK ZARAZ NIE OTWORZYSZ TYCH DRZWI TO JE WYWAŻĘ I PÓJDĘ CIĘ SPRAĆ TAK ŻE RODZONA MATKA CIĘ NIE POZNA!!! – Ten krzyk z pewnością byłby wstanie obudzić nawet zmarłego. Każdy kto przechodził, w tym momencie, ulicą patrzył na nią jak na wariatkę, ale nic sobie z tego nie robiła, była zbyt zdenerwowana – SŁYSZAŁEŚ!! NARUTO – Kolejny krzyk, chwila ciszy i odgłos brzmiący jakby coś spadło na ziemię coś ciężkiego, który wydobył się zza drzwi, później kolejny brzmiący jakby coś szklanego się rozbiło, po czym nastąpił głośny wrzask.
- JASNA CHOLERA, KTO TU NA BOGA POSTAWIŁ TEN ZAKICHANY STOLIK – Zaniepokoiła się teraz słysząc ten wrzask pełen bólu.
- Naruto!? – Zawołała znacznie ciszej niż przedtem, lecz na tyle głośno, aby ją usłyszał.
- Chwila! Zaraz otwo.. Noż cholera, kto to teraz posprząta!? – Ponownie krzyknął – Zaraz otworzę!
I tak jak powiedział, po kilkunastu sekundach drzwi nieznacznie się otworzyły i na zewnątrz wychyliła się jedynie głowa z oklapłymi blond włosami i zmatowiałymi, błękitnymi oczami z widocznymi worami pod nimi się znajdującymi. Dodać do tego bladą cerę i wypisz wymaluj upiór jak z koszmarów.
- Koszmarnie wyglądasz – Stwierdziła z krzywym uśmiechem.
- Wina braku snu. Chcesz czegoś? – Zapytał niezbyt miło. Ton jej przyjaciela tak ją zdziwił, że przez moment nie wiedziała co powiedzieć – Sakura!
- Nie musisz się tak wydzierać – Odparła zirytowana – Przecież słyszę.
- Wołam cię od kilku minut, zresztą nie ważne. Czego chcesz? – Ponowił pytanie nie zmieniając tonu głosu nawet o jotę.
- Kakashi-sensei chcę cię widzieć.
- To niech sam do mnie przyjdzie – Już miał zatrzasnąć drzwi, lecz noga kunoichi mu na to nie pozwoliła.
- To ważne – Warknęła – Co ci się stało? – Nagle zapytała zmartwiona widząc, iż jest jeszcze bardziej blady niż kilka minut wcześniej.
- To nic. Gdzie na mnie czeka?
- Jak to ni.. Czy to krew? – Wskazała palcem na niedużą kałużę krwi pod jego nogami – Naruto! – Krzyknęła spanikowana widząc jak ten zatacza się do tyłu. Szybko wbiegła do środka, o mało nie poślizgując się na krwi, łapiąc chłopaka nim ten upadł na ziemię. Przełożyła jego ramię przez głowę i pomogła mu dostać się do salonu i posadzić go na kanapie.
- Nie zauważyłem.. Przewróciłem się.. Rozbiłem o.. Rozciąłem na.. – Zaczął bełkotać.
- Zdążyłam się domyślić co zrobiłeś – Spojrzała na rozbity szklany stolik cały w jego krwi – Za chwilę powinno ci się polepszyć – Jedną rękę otoczoną zieloną poświata przyłożyła do nogi gdzie miał szerokie i głębokie rozcięcie, a drugą w miejscu gdzie miał serce, pomagając mu szybciej pompować krew do ciała przy pomocy czakry.
- Dzięki już miiii.. To bolało! – Spojrzał na nią z wyrzutem kiedy ta zacisnęła mu mocniej niż powinna bandaż na ranie.
- I powinno – Odpowiedziała mu ostrym spojrzeniem – Powinieneś od raz mnie poinformować o tej ranie, a nie czekać aż zaczniesz tracić przytomność.
Miał już coś odpowiedzieć, lecz przerwał mu kobiecy krzyk dochodząc z holu.
- Skąd tu tyle krwi!?
Sekundę później do salonu niemal wbiegła Konan z zmartwionym wyrazem twarzy i widząc zaistniałą scenę szybko poskładała puzzle układanki domyślając co się stało.
- Mógłbyś być ostrożniejszy
- Co tu robisz o.. – Zignorował jej radę i spojrzał na zegar wiszący na ścianie - .. Już po 12? Myślałem, że jeszcze rano.
- Skończone – Zawiązała mu, zaciśnięty mocniej niźli by tego chciał, bandaż i wstała z łagodnym uśmiechem – Teraz musisz tylko...
- Skąd tu tyle krwi!?
Przerwał jej znajomy krzyk i niedługo po nim obok Konan stanął Kakashi składając układankę jeszcze szybciej niż niebiesko włosa.
- Mógłbyś być ostrożniejszy – Blondyn cicho warknął na to dejavu – Teraz już wiem czemu tak długo ci schodzi – Spojrzał na Sakurę.
- Od razu mówię, że musi wypocząć i nigdzie się nie ruszać – Szaro włosy przełknął głośno ślinę widząc TEN wzrok.
- Niestety nie ma na to czasu – Odparł zachowując przy tym swój spokój – Mam nadzieję, że dasz radę iść – Zignorował swoją podopieczną, która już chciała coś powiedzieć
- Dam radę. To tylko niegroźna rana – Stwierdził i kuśtykając doszedł do holu, siadł na kozetce i ubrał swoje buty shinobi – Gotowy
Różowo włosa patrzyła na niego z zmartwionym wyrazem twarzy kompletnie zapominając, iż miała być na niego zła za to co zrobił po powrocie do wioski. Już miała zaproponować swoją pomoc, lecz ktoś ją ubiegł.
- Pomogę Ci.
Nie pytając o zgodę wzięła go pod ramię oplatając swoją drugą ręką wokół jego pasa
- Dzięki – Uśmiechnął się do niej.
W Sakurze na ten widok zagotowała się krew w żyłach. Nie wiedziała czemu ale widok tej.. Kobiety obok Naruto sprawiał, że miała co raz większą ochotę ją zabić.
- No to komu w drogę temu czas – Wszyscy spojrzeli na, z jakiegoś powodu, szczęśliwego Jonina, który przyjaźnie się do nich uśmiechał, co zauważyli dzięki zamkniętemu oku.


***


Stał nie wierząc w to co usłyszał. Myślał, że ma omamy słuchowe, że to tylko sen i za chwilę się z niego obudzi, albo przyjaciele robią sobie z niego jaja. Ale szybko przekonał się o prawdziwości tej sytuacji, kiedy Daimyo Kraju Ognia powtórzył słowa, które dzwonią mu teraz w głowie.
- Naruto Uzumaki wraz z Hatake Kakashi'm i Shimurą Danzo zostajesz mianowany na Kandydata na Rokudaime Hokage


***


I tym miłym akcentem kończę ten rozdział:D Mam nadzieję, że się spodobał, gdyż zaczęłam go pisać dopiero dzisiaj (w tygodni miałam za mało czasu) około godziny 13 i tak aż do 21 pisałam i pisałam, aż w końcu napisałam (jestem z siebie taka dumna "Chlip")
Dobra żarty na bok
Wdzięczna będę za wypominanie wszelkich błędów oraz literówek. Śmiało możecie krytykować, z chęcią wysłucham/przeczytam:D gdyż jest to moje pierwsze opowiadania i chcę wiedzieć, gdzie popełniam błędy.
Cóż, na zakończenie dodam iż dziękuje bardzo tym którzy czytają moje wypociny i mam nadzieję że będą je czytać dalej. Następny rozdział już za tydzień.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz