Strona Główna

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział IV - Zapoznanie i Rokudaime

Wybaczcie, że tak późno, ale musiałam napisać 4 prace kontrolne na sobotę i nie miałam czasu kiedy usiąść i w spokoju napisać rozdziału. Za wszelkie błędy przepraszam, a będzie ich dużo:) od połowy rozdziału pisałam na kacu;p
To mój najdłuższy rozdział - Ponad 2800 słów:D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
     Siedział przed Daimyo Kraju Ognia i nie wierzył, że to się dzieje naprawdę.
Kilka godzin temu został jednym z kandydatów na Hokage, a teraz siedzi przed człowiekiem, który włada całym krajem. Do tego nikogo innego poza nimi dwoma w pokoju nie było.
Naruto, starający się nie pokazać po sobie zdenerwowania, siedział na jednej sofie, a Pan Feudalny naprzeciwko niego, na takiej samej sofie.
Chwilę po nominacji, kandydaci mieli na osobności porozmawiać z Władcą Hi no Kuni.
Po niemal trzech godzinach został jedynie Naruto, który nadal uważał, że ktoś wycina mu jakiś żart. Niestety siadając przed TYM człowiekiem porzucił te myśli i zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
Oczywiście, zawsze marzył i marzy nadal o zostaniu Hokage, ale na Boga, przecież ma dopiero 16, no prawie 17, lat. Miał czas, więc jak się tutaj znalazł?
- Uzumaki Naruto – Przemówił Daimyo – Jinchuuriki Kyuubi'ego no Kitsune, Pogromca Pain'a aka Nagato, Bohater Konohy, Syn Yondaime Hokage i Kushiny Uzumaki, uczeń kopiującego ninja Hatake Kakashi'ego oraz jednego z Sanninów, Jirayi – Zaczął wymieniać patrząc prosto w oczy chłopaka – Opinia mieszkańców o tobie również jest bardzo dobra, a nawet lepiej – Uśmiechnął się składając swój wachlarz – Muszę przyznać, że jesteś idealnym wyborem na następnego Hokage, przynajmniej w tym momencie.
Naruto słuchając słów mężczyzny, nie wierzył własnym uszom.
- Ale dość tych komplementów. Przejdźmy do tego, po co tutaj jesteśmy – Rozłożył wachlarz, na powrót zasłaniając sobie twarz – Zadam Ci teraz kilka pytań, takich samych jak twoim poprzednikom, gotowy? – Posłał Naruto uspokajające spojrzenie, które ku zdziwieniu blondyna podziałało.
Kiwnął głową na znak zgody.
- Kim, twoim zdaniem, powinien być Hokage? Jakie cechy musi posiadać? Musi być silny, czy może być słaby? – Blondyn chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział.
- Musi być gotowy na ochronę wioski i jej mieszkańców, nawet za cenę własnego życia. Hokage to ktoś kto jest kimś w rodzaju „Ojca” dla wszystkich mieszkańców. Jest kimś kto uważa każdego w wiosce za własną rodzinę – Zrobił chwilę przerwy – Czy musi być silny? Zależy co rozumieć przez słowo „silny”. Dla jednych jest to ktoś kto włada wieloma żywiołami, potrafi wykonać dziesiątki, a nawet setki jutsu, lecz może to też być ktoś kto potrafi rozwiązywać sprawy za pomocą „siły” umysłu. Jest na tyle inteligenty, że rozwiązuje konflikt intelektem nie pięściami – Chwycił szklankę z wodą stojącą na stoliku pomiędzy nimi i opróżnił do połowy.
- Co sądzisz o mieszkańcach oraz wiosce? – Tym razem zastanawiał się znacznie dłużej niż przy pierwszym pytaniu. Dopiero po kilkunastu minutach odpowiedział.
- Kocham zarówno Konohe jak i jej mieszkańców, ale... – Zawahał się na moment - ...Ale przyznam, że chowam do nich urazę. Teraz mnie szanują, uważają za swojego bohatera, lecz Ja nadal pamiętam jak mnie szykanowali. Nie zliczę ile razy omal nie umarłem. Nie zliczę ile razy chciałem w końcu umrzeć, poddać się. Na szczęście, o ironio, dzięki Kyuubi'em we mnie zapieczętowanemu nie umarłem, to jedna z niewielu rzeczy za jakie jestem mu wdzięczny – Zamilkł zastanawiając się nad dalszymi słowami – Jeśli ktoś zapytałby mnie czy jestem gotów umrzeć w ich obronie bez zawahania odpowiedziałbym, „tak jestem”. Jak już powiedziałem, kocham Konohe i jej mieszkańców, nawet chowając do nich głęboką urazę jestem gotów zginąć broniąc ich, każdego, bez wyjątków i byłbym z tego dumny – Jego twarz stała się poważna, a w oczach widać było nie zachwianą pewność z jaką to mówił.
Daimyo uśmiechnął się czego blondyn nie mógł zauważyć, przez wachlarz zasłaniający połowę twarzy mężczyzny.
- Gdybym postanowił wybrać Shimurę Danzo lub Hatake Kakashi'ego, to twoim zdaniem, który z nich byłby bardziej odpowiedni?
- Kakashi-sensei – Odpowiedział bez zawahania – Pewnie wygląda jakbym go faworyzował ale od razu zaznaczam, mówię to obiektywnie – Wziął łyk wody – Dazno-sama wydaję się zapewne lepszym kandydatem, ale wiem jakie kierują nim ambicje i wiem, że w jego oczach nasz sojusz z Sunagakure no Sato jest symbolem tego jak słaba jest Konoha. W jego mniemaniu najlepszym dla Konohy byłoby pokazanie wszystkim nacjom jak potężni jesteśmy. Gdyby został Hokage, wykorzystałby Korzeń i starał się podbić inne Kraje. Jestem pewny również tego, że wykorzystałby mnie, a raczej Kyuubi'ego, aby mu w tym pomógł. Oczywiście nie jest to moje zdanie, a Piątej Hokage, ale ufam jej. Wiem, że nie kłamałaby w tej sprawie – Zamilkł zastanawiając się czy czegoś nie pominął i po chwili kontynuował – Co zaś tyczy się Kakashi'ego-sensei. Założę się że nie chce nawet próbować zostać Hokage – Zaśmiał się cicho – Jest leniwy, lecz jeśli już coś robi daje z siebie wszystko. Moim zdaniem byłby dobrym Hokage. Cieszy się poparciem mieszkańców no i jest znanym na całym świecie Kopiującym Ninja. Nie wspominając już o tym, że jest uczniem mojego ojca jak i moim mistrzem oraz synem Białego Kła.
Zapadła kilkuminutowa cisza w czasie której Pan Feudalny przyglądał się blondynowi.
- A gdybym Ciebie wybrał na Hokage? Co sądzisz o sobie na tym stanowisku?
Naruto spojrzał zaskoczony na mężczyznę uważnie mu się przyglądającego.
- Nie kłamiąc, zawsze marzyłem i marzę nadal, że kiedyś zostanę Hokage. Gdybym został wybrany teraz... – Chwile się zastanowił – ...Odmówiłbym. Jestem zdecydowanie za młody, a co za tym mam za mało doświadczenia.
- Rozumiem – Pokiwał kilka razy głową – To wszystko co chciałem wiedzieć. Możesz już wrócić i przekazać reszcie, iż wyniki ogłoszę jutro wieczorem.
Naruto wyszedł, kłaniając się na pożegnanie, i ruszył korytarzem w stronę sali obrad poinformować Kakashi'ego i Danzo o decyzji Pana Feudalnego.


***


     Siedział w swoim pokoju na sofie pijąc herbatę, kiedy nagle przed nim, klęcząc na jednym kolanie, pojawił się starszy mężczyzna o siwych włosach i tego samego koloru wąsach, ubrany w czarny garnitur z białą koszulą i wypolerowanymi czarnymi butami.
- Daimyo-sama..
- I co o nich sądzisz, Resunimusie?
- Cała trójka jest niezwykle interesująca. Szczególnie Uzumaki Naruto – Opowiedział klęcząc na jednym kolanie z wzrokiem wbitym w podłogę.
- Ho~, jest jakiś szczególny powód? – Zapytał z nie krytym zainteresowaniem.
- Udało mu się mnie wykryć – Pan Feudalny wbił w niego przeszywający wzrok – Najmocniej przepraszam. Nie sądziłem, że w tej wiosce jest ktoś kto będzie posiadał tak wysokie zdolności sensoryczne.
- Ten chłopiec zaczyna mnie coraz bardziej interesować – Powiedział po kilku minutach ciszy. W końcu jego doradca był jednym z najlepszych shinobi na świecie w ukrywaniu swojej czakry – Obserwuj go przez pozostały czas jaki spędzimy w wiosce i zleć swoim dwóm najlepszym ludziom obserwowanie pozostałych kandydatów.
- Tak, Panie – Chwilę później zniknął, a Daimyo podszedł do okna, obserwując Konohe skąpaną w promieniach zachodzącego słońca.
- Uzumaki Naruto – Wyszeptał z nieznacznym uśmiechem – Będziesz niezwykle przydatny w moim planie.


***


     Siedział w salonie, w swoim domu, na kanapie bez podłokietników (Dobrze napisałam? Dop. Aut) i patrzył na miejsce gdzie jeszcze kilka godzin temu miał głęboką ranę, niemal do kości. Długą na dziesięć centymetrów i szeroką na dwa. Teraz nie było tam żadnej rany, już się zagoiła nie zostawiając nawet blizny. Zauważył, że tempo jego regeneracji jest kilkukrotnie szybsze niż przed inwazją.
- Czyżby uwolnienie prawie 9 ogona miało z tym związek? Co prawda mój obecny poziom czakry jest 2-3 razy większy niż przed walką Nagato, ale byłem pewien, że to jedyna zmiana – Pomyślał i spojrzał w bok, w stronę korytarza słysząc otwierające się drzwi wejściowe. Po chwili obok niego usiadła Konan i upadła bokiem na kanapę z głową tuż obok uda Naruto. Na szczęście kanapa była odpowiednio długa – Ciężki dzień – Ledwo widocznie kiwnęła głową na potwierdzenie – Pamiętasz, że za jakąś godzinę spotykamy się z moimi przyjaciółmi? – Natychmiast podniosła się na rękach patrząc na niego ze zdezorientowaniem.
- To dziś? – Zapytała samą siebie przekręcając głowę w bok i padła z powrotem na sofę – Musimy akurat dziś? – Jęknęła.
- Prędzej czy później musisz się z nimi spotkać. Doskonale to wiesz – Stwierdził patrząc w jej zamknięte oczy – Rozumiem twój strach przed tym spotkaniem – Zaśmiał się cicho widząc grymas niezadowolenia na twarzy przyjaciółki. Pomijał fakt iż chciała zniszczyć Jego wioskę, co zresztą się udało – W takim razie lepiej zrobić to teraz niż odwlekać w czasie – Klepnął ją w plecy wstając. Spojrzała na niego z bliżej nie określonym wzrokiem i wstała ruszając do łazienki.


***


     Stała przed lustrem przyglądając się swojemu wyglądowi. Nie wierzyła, że kiedykolwiek będzie zachowywać się jak normalna nastolatka. Wojna odebrała jej normalne dzieciństwo, następnie założenie z Nagato i Yahiko Akatsuki.
Teraz stała w swoim pokoju i patrzyła w lustro zastanawiając się czy coś zmienić w swoim wyglądzie, lecz po chwili stwierdziła, że jest to nie potrzebne. Naruto powiedział, że nie musi się stroić. Wystarczy jak ubierze się tak jak lubi.
Tak więc ubrała to samo co nosiła kiedy należała do Akatsuki. Ubrała skromne ubranie koloru czarnego przedłużane z tyłu, które odsłaniało jej ramiona, plecy, część biustu i brzuch z pępkiem, otaczanym przez cztery kolczyki oraz niebieskie, obcisłe spodnie i czarne buty na wysokim obcasie.
Uśmiechnęła się na swój widok. Nigdy wcześniej nie miała czasu myśleć o rzeczach typowo kobiecych. Ale teraz mogła poświęcić chwile na zadbanie o siebie.
Zaśmiała się na tę myśl.
Zeszła na dół, gdzie czekał na nią Naruto, ubrany w ciemno zielone spodnie i czarny podkoszulek z oderwanymi rękawami i pomarańczowym herbem Klanu Uzumaki pomiędzy łopatkami.
Nim pomyślała nad tym co robi uśmiechnęła się do niego mówiąc.
- Dziękuję, Naruto
Blondyn patrząc na nią zamarł w miejscu z szeroko otwartymi oczami i pokaźnym rumieńcem, lecz szybko doprowadził się do porządku. Nie pytał za co dziękuję. Doskonale do wiedział.
Odpowiedział jej również uśmiechem i chwilę później szedł razem z Konan w stronę baru, w którym umówił się z przyjaciółmi starając nie myśląc o obrazie, który nie chciał opuścić Jego głowy, który zobaczył kilka minut wcześniej.
Obraz ten przedstawiał przepięknego anioła o łagodnym uśmiechu.


***


     Całą drogę przebyli w ciszy. Ale nie przeszkadzało do żadnej ze stron. Kiedy doszli do Baru usłyszeli z niego głośne rozmowy przyjaciół Naruto. W jednym z nich rozpoznał Kibe, który zachowywał się tam najgłośniej.
- Nie potrafisz mówić ciszej? – Blondyn zapytał podchodząc do stolika. Wszyscy na niego spojrzeli, ale po chwili męska część grupy przeniosła wzrok na Konan. Każdy z nich przejechał wzrokiem od bursztynowych oczu i delikatnych ust przez duży biust oraz umięśniony brzuch, aż do zgrabnych nóg – Lepiej nie dało się ukryć tych spojrzeń? – Zapytał rozbawiony ich reakcją.
- Naruto! Siema – Niemal wykrzyczał wstając z miejsca – I witaj, Ty zapewne jesteś Konan. Miło mi Cię poznać – Podał jej rękę z jak mu się wydawało onieśmielającym uśmiechem. Blondyn niemal wybuchł śmiech widząc jak brew władczyni papieru podjeżdża do góry – T- to znaczy K- Kiba jestem się nazywam – Teraz niebiesko włosa uniosła drugą brew, a Naruto nie wytrzymał i wybuchł śmiechem tak samo jak cała reszta, nie licząc czerwonego jak burak Inuzuki oraz widocznie rozbawionej Jego próbą podrywu Konan.
- Nareszcie mam szansę cię poznać – Kiedy wszyscy się uspokoili, a Blondyn razem ze swoją towarzyszką usiedli przy stole, Ino przywitała się z byłą członkinią Akatsuki – Jestem Yamanaka Ino – Po chwili, to samo zrobiła reszta jedenastki Konohy.
Siedzieli we dwunastkę przy długim stole, będącym jednocześnie grillem. Siedzieli na czymś w rodzaju pufy z wysokimi oparciami w kolorze czerwieni, zakończonej półkolem.
Naruto siedział na skraju, obok niego Konan, następnie Ino, Hinata, Shino, Choji, Shikamaru, Lee, Tenten, Neji, Sakura i naprzeciwko niego, Kiba.
Jinchuuriki podśmiewał się cicho patrząc na wręcz żałosne zaloty chłopaka do Konan. Jednocześnie cieszył się, że tak łatwo ją zaakceptowali, nawet Sakura po kilku minutach rozmowy przestała ciskać w nią morderczym spojrzeniem i teraz rozmawiała z nią jak stara przyjaciółka. Właściwie, to niebiesko włosa mało co mówiła. Jedynie odpowiadała na pytania, ale mimo tego szybko się do niej przekonali.
- No Naruto, nie zamierzasz się pochwalić? – W pewnym momencie odezwał się Neji. Niebieskooki posłał mu pytające spojrzenie – Byłem pewny, że będziesz się tym chwalił.
- No właśnie Naruto! – Nagle krzyknęła wstając z miejsca Ino – Moje gratulacje! Wyściskałabym Cię ale nie mam jak – Posłała mu radosny uśmiech. Następnie każdy zrobił to samo.
- Jak oceniasz swoje szansę na zostanie Hokage? – Zapytał Shikamaru.
- Hmm, jeśli zostanę wybrany na Hokage, to Ja i Kyuubi jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi – Zażartował – A tak poważnie. Mam dopiero 16 lat. Przede mną mnóstwo czasu na spełnienie marzenia. Zresztą nawet jeśli zostanę wybrany to jak Tsunade-baachan się obudzi, na powrót przejmie to stanowisko – Odpowiedział nakładając sobie kilka plastrów mięsa.
- Moim zdaniem masz spore szansę na wygraną – Stwierdziła Konan biorąc parę kawałków boczku – Masz poparcie przynajmniej połowy Konohy. Daimyo z pewnością weźmie to pod uwagę.
- Muszę się z nią zgodzić – Znów głos zabrał młody Nara – Mój ojciec ma wgląd w wyniki głosowania mieszkańców na kandydatów. Nie wiem jak reszta ale na ciebie Naruto, głosowało 49% populacji wioski – Ten spojrzał na niego zdziwiony tak samo jak cała reszta – Nie ukrywając ja też oddałem głos na ciebie.
- Też na niego głosowałeś? – Nagle wszyscy, nie licząc Konan i Blondyna, jednocześnie zapytali.
- Poważnie!? – Był, łagodnie rzecz ujmując, zaskoczony – Dlaczego?
- Ponieważ według mnie i jak widzę nie tylko mnie, będziesz świetnie sprawował się jako Hokage – Szczerze odpowiedział.
- Wy... – Nie dokończył, z rozbawieniem kręcąc głową. Dalsza część wieczoru zleciała na rozmawianiu o mniej poważnych sprawach.
Rozeszli się dopiero grubo po pierwszej w nocy.
- I jak było – Zapytał Blondyn wracając razem z niebieskowłosą do domu
- Przyjemnie i zabawnie – Na jej ustach pojawił się nieznaczny uśmiech, który znikł ustępując miejsca grymasowi złości – Z jednym wyjątkiem – Niemal warknęła.
- Ta, wybacz za Kibe.
Młody Inuzuka przez cały wieczór starał się ją podrywać. Były to zazwyczaj zaczepki na poziomie dziesięciolatka, ale kiedy zapytał o jej wszystkie trzy wymiary, nie wytrzymała. Uformowała dwa kunai'e z papieru, które zatrzymały się, jeden przy gardle, a drugi przy kroczu i wbijając w niego stalowe spojrzenie powiedziała chłodnym, ostrym głosem – Jeszcze raz się do mnie odezwiesz, a zmienię Ci płeć – To przerażenie na twarzy brązowowłosego było bezcenne. Nie wspominając reszty płci męskiej. Nie licząc Naruto, gdyż on poznał na tyle dobrze swoją współlokatorkę, iż zauważył jak Kiba zbliża się do granicy, której nie powinien przekraczać.
- Za to przyjemnie zaskoczyły mnie Ino, Hinata, Sakura i Tenten.
Miała rację. Żeńska część grupy zamiast się jej przerazić dołączyła do niej w grożeniu Inuzuce. Kiedy sobie to przypomniał po prostu nie mógł nie wybuchnąć śmiechem. Opanował się dopiero po kilku minutach.
- Cieszę się, że tak szybo zaprzyjaźniłaś się zresztą grupy.
- Ja też – Spojrzała na księżyc w pełni – Jutro czeka Cię ciężki dzień – Prychnął na to przypomnienie.
Dziewczyny, poza Konan, stwierdziły, że nawet jeśli nie zostanie wybrany na Hokage, to musi się dobrze prezentować. Nie pytając o Jego zgodę postanowiły pomóc mu w wybraniu ubrania. Miał na nie czekać pod swoim domem o ósmej rano.
- Dobranoc – Pożegnali się po dojściu do domu i rozeszli do swoich pokoi. Władczyni papieru od razu padła na swoje łóżko niemal natychmiast zasypiając z uśmiechem na ustach. Jeszcze przed oddaniem się krainie morfeusza pomyślała, że nigdy w życiu nie była taka szczęśliwa.


***


     Stał razem z Danzo i Kakashi'm czekając aż zostaną wezwani. Był już wieczór, a większość dnia spędził w sklepie razem z Ino, Hinatą, Sakurą oraz Tenten. Wszystkie oprócz młodej Hyuugi, co chwilę rozbierały go do samych bokserek, co kończyło się utraceniem przytomności przez białooką, a następnie ubierały go w coraz to inne kimona.
Dopiero po niemal 7 godzinach udało im się wybrać, ich zdaniem, odpowiedni strój.
Było to czarne kimono z pomarańczowym, chińskim smokiem w ciemnoszarą obwódkę, który owijał się wokół niego od stóp do klatki piersiowej. Na to założone czarne haori z Dziewięcioogoniastym lisem na plecach w kolorze pomarańczy. Na nogi założył japonki z niebieskim rzemykiem.
Po wybraniu stroju udały się z nim do jego domu i tam pomogły mu to ubrać. Nawet uczesały go odpowiednio. Teraz miał blond włosy zaczesane do tyłu z dwoma kosmykami włosów, które opadały po obu stronach czoła na linie brwi.
Tak ubrany przeszedł przez wioskę. Każda, żeńska para oczu odwracała się wodząc za nim wzrokiem. Nie ważne czy były same czy z chłopakiem. Starsza czy młodsza. Wtedy też zrozumiał dlaczego Sasuke irytowały te wszystkie fanki.
- Zapraszam do środka – Drzwi się otworzyły i stanął w nich doradca Daimyo.
Całą trójką weszli do sali obrad i usiedli naprzeciwko Pana Feudalnego.
- Wybór nowego Hokage sprawił mi niezwykle wielkie trudności – Zaczął oficjalnym tonem – Każdy z was jest więcej niż odpowiedni na to stanowisko, lecz tylko jeden może zostać wybrany – Przeleciał po nich wzrokiem i uśmiechnął się – Ale teraz z dumą mogę ogłosić, że... – Zrobił chwilę przerwy - …Na Rokudaime Hokage zostaje wybrany Uzumaki Naruto!
W sali zaległa niczym nie zakłócana cisza w czasie której każdy z kandydatów, włącznie z wybranym patrzył z szokiem na Daimyo.
Jedynie w duchu skomentował słowa mężczyzna, na co w odpowiedzi dostał prychnięcie lisa.
- Słyszałeś Kyuubi? Od dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.



***

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział III - Nominacja


Stali we dwoje przed Starszyzną oraz Radą Joninów. Naruto rozpoznał, w tym niemal dwudziestoosobowym tłumie, Asume, Kurenai, Kakashi'ego, swoich egzaminatorów z egzaminu na genina oraz dwoje członków Starszyzny. Trzeciego, z zabandażowany okiem nie rozpoznał, ale domyślił się kim był. Tsunade często opowiadała mu o Danzo i Korzeniu.
- ...i po zapieczętowaniu ciała Nagato wróciliśmy do wioski – Skończył opowiadać wszystko od czasu przybycia do wioski. Nie powiedział, że to jego ojciec Yondaime Hokage naprawił pieczęć tylko, że sam to zrobił.
Nastała krótka chwila ciszy, w której każdy mu się przyglądał. Jedni z szacunkiem, inni z strachem, a jeszcze inni z znudzeniem lub podejrzliwością. Podobnie patrzyli na Konan.
- Czyli po uwolnieniu ośmiu ogonów, zupełnie sam, zapanowałeś nad demonem i następnie pokonałeś niejakiego Nagato, użytkownika Rinnegan'a, który po tym wskrzesił wszystkich zabitych mieszkańców Konohy – Utatane uważnie mu się przyjrzała – Co sprawia, że myślisz, że uwierzymy w te bzdury.
- Nie rozumiem dlaczego mielibyście nie wierzyć – Stwierdził zbity z tropu – Przecież powiedziałem jak było, więc w czym problem? – Silił się na spokojny ton co, jak na razie, nieźle mu wychodziło.
- Ktoś taki jak TY nie jest w stanie zupełnie sam zapanować nad Kyuubi'm – Wtrącił się Ebisu, na co blondyn ostentacyjnie przewrócił oczami – Każdy z tu obecnych wie jakie miałeś wyniki w akademii. Z pewnością nie jesteś kimś kto dałby radę zapanować nad najsilniejszym Bijuu – Specjalny Jonin spojrzała na niego z pogardą, lecz Naruto niezbyt się tym przejął.
- Co masz do powiedzenia w tej sprawie Panno Konan? – Dotąd milczący Shikaku zwrócił się, ku jej własne zdziwieniu, do niebiesko włosej.
- Mogę z całą pewnością, potwierdzić podaną przez Naruto wersje wydarzeń, które opowiedział – Odpowiedziała swoim stalowym głosem, który nie jednemu Joninowi zjeżył włosy na karku. Przywódca klanu Nara jedynie kiwnął w podziękowaniu głową.
- Myślę, że kwestia panowania Naruto nad Kyuubi'm została wyjaśniona.
- Wierzysz w słowa tej Kobiety? Przecież to ona wraz z Pain'em zaatakowali i zniszczyli wioskę – Niemal krzyknął patrząc wrogo na genina i Konan, zza swoich czarnych okularów.
Naruto westchnął opuszczając ramiona w dół.
- Przecież to dobrze dla wioski – Stwierdził patrząc na wszystkich zmęczonym wzrokiem – Zapanowałem nad Kyuubi'm, więc czy wioska nie zyskała na tym potężnej broni? Do tego Konan, druga pod względem siły w Akatsuki, postanowiła dołączyć do Konohy. Czyż dzięki temu wioska nie stanie się silniejsza? – Mimo iż mówił do Ebisu patrzył na Danzo.
Wiedział, że to On będzie miał ostatnie słowo do powiedzenia w tej sprawie. A dzięki Tsunade wiedział jakie ten człowiek miał ambicje, więc musiał jedynie sprawić, aby było to dla przywódcy Korzenia korzystne.
Po jego słowach zapanowała całkowita cisza. Nikt, ale to nikt nie spodziewał się usłyszeć z ust Uzumaki'ego Naruto takich słów. Nawet Konan patrzyła zdziwiona w stronę blondyna.
- Dobrze powiedziane chłopcze – Przemówił z chciwym wzrokiem – Jest dokładnie tak jak powiedział. Konoha jedynie na tym zyska, więc myślę, iż sprawa zostaje zakończona – Przeleciał po każdym wzrokiem i widząc, że nikt nic więcej nie zamierza powiedzieć, zwrócił się do blondyna – Jesteście wolni.
Nie czekając, bez słowa opuścił pomieszczenie, a następnie budynek o który oparł się plecami.
- Wszystko w porządku? – Usłyszał obok siebie głos niebieskowłosej.
- Po prostu jestem zmęczony – Odpowiedział pocierając nasadę nosa – Mam ochotę paść na ziemię i zasnąć – Stwierdził patrząc w bliżej nie określony punkt


***


Minął tydzień od czasu powrotu Naruto wraz z Konan do Konohagakure no Sato. Od tamtego czasu, była członkini Akatsuki, każdego dnia, od wschodu słońca, aż do późnej nocy pracowała pomagając w odbudowie wioski. Dzięki temu mieszkańcy zmienili zdanie na jej temat i teraz często podczas przerw przesiadują razem z nią.
Naruto, jak zawsze, wstał wcześnie rano. Szybko wykonał poranną toaletę i ubrany w biały podkoszulek oraz czarne spodenki do kolan z dodatkowymi kieszeniami, zszedł do kuchni przygotować śniadanie dla siebie i swojej współlokatorki.
Akurat kiedy kładł dwa kupki, jeden z herbatą drugi z kawą koło talerza pełnego kanapek, do pomieszczenia weszła niebiesko włosa, ubrana w jego czarny podkoszulek z pomarańczowym wirem na piersi oraz krótkimi, granatowymi spodenkami do połowy ud, ukazując tym samym swoje zgrabne nogi.
- Dzień do~bry – Przywitała się ziewając, po czym usiadła przy stole.
Blondyn jedynie kiwnął głową patrząc na ledwo przytomną dziewczynę.
Nadal nie wierzył, że to ta sama kobieta z którą podróżował do i z Uzushiogakure. Wtedy przypominała mu kogoś z wyższych sfer, arystokratkę. Mówiła tym chłodnym, stalowym głosem, jej każdy ruch był przemyślany i dokładny, taki królewski.
A teraz wyglądała jak dokładne przeciwieństwo ”tamtej siebie”. Zaśmiał się cicho porównując oba obrazy.
- Co cię tak bawi? – Zapytała zdziwiona swoim melodyjnym głosem.
To była jedna ze zmian jaka w niej zaszła odkąd zamieszkała w wiosce. Przestała używać tego pozbawionego uczyć głosu mrożącego krew w żyłach nawet członkom ANBU.
- Nic takiego – Spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem, a ona odpowiedział mu pytającym – Lepiej się pośpieszmy inaczej zaczną bez nas – Dopił swoją herbatę i odłożył kubek razem z pustym talerzem do zlewu
- Poczekaj tylko się przebiorę – Jak się odwrócił jej już nie było.
Kilka minut później wyszli kierując w stronę niemal odbudowanej akademii.


***


W sali obrad znajdowało się dziesięć osób. Starszyzna, Hatake Kakashi, Nara Shikaku, jego syn, Shikamaru i Daiymio Hi no Kuni wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami.
Rozmawiali o tym kto ma zostać kolejny, Szóstym Hokage. Chociaż bardziej wyglądało to na kłótnie między Starszyzną, a dwójką Joninów.
- A więc twierdzisz, że Ty lepiej będziesz sprawował się jako Hokage!? – Zapytała wściekła Utatane.
- Nic takiego nie powiedziałem – W przeciwieństwie do wiekowej kobiety jego głos był spokojny, czy raczej obojętny – Po prostu uważam, że Danzo-sama nie nadaję się na to stanowisko – Wyjaśnił patrząc na nią jedynym okiem.
- Dlaczego tak uważasz Kakashi? – Przemówił ze spokojem drugi członek Starszyzny, Homura Mitokado.
- Głównie przez jego metody – Odpowiedział patrząc na Władce Kraju Ognia – Już to jak prowadzi swoją organizację, Korzeń ANBU, wiele o tym mówi. Metody te są brutalne, często w wyniku ciężkich treningów jakie narzuca swoim ”Podopiecznym” kończy się ich śmiercią. Nie wspominając już faktu, że uważa iż Konoha powinna być rządzona twardą, wręcz stalową ręką – Na kilka minut zapanowała cisza w czasie której każdy zastanawiał się nad słowami Kopiującego Ninja.
Homura zgadzał się z Danzo, ale sam uważał niektóre z jego metoda są zbyt brutalne. Dlatego też kiedy Tobirama wybrał Hiruzena na Trzeciego Hokage poparł ten wybór twierdząc, że Sarutobi będzie lepiej sprawował władzę niż Shimura.
Dlatego też, teraz, wstrzymał się od głosu w sprawie wyboru Szóstego, ale jednocześnie wiedział, iż nie mógł poprzeć przywódcy Korzenia. Nie po tym jak dowiedział się o metodach treningowych w tej organizacji i ambicjach swojego kolegi z dzieciństwa.
- W takim razie kogo proponujesz? – Zapytał dotąd milczący Shikamaru. Wszystkie oczy zwróciły się w stronę młodego Nara.
Kakashi zmieszał się lekko. Nie przewidział, że zostanie o to zapytany.
- Hmm, Nara Shikaku byłby...
- Odmawiam – Wszedł mu w słowo – To byłoby zbyt upierdliwe – Dodał widząc pytając wzrok Jonina. Ten chciał coś powiedzieć, lecz umilkł słysząc głośne klaśnięcie.
- Proponuję, abyście się zastanowili nad kandydatami spośród których wybiorę następnego Hokage – Patrzył na każdego zza wachlarza zasłaniającego mu pół twarzy – Myślę, że trzech wystarczy.
Po dłuższej chwili wszyscy kiwnęli głową na zgodę.
Nic więcej nie mówiąc Daimyo wstał i wyszedł wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami z pomieszczenia.


***


Padł na kanapę, stojącą w salonie, ze zmęczenia. Znowu pracował razem z pół tysiącem swoich klonów przy odbudowie wioski od samego rana do późnych nocnych godzin. Nawet po najcięższych treningach nie czuł się tak wykończony.
- Przynajmniej nie padam zaraz po odwołaniu klonów tak jak na początku – Zaśmiał się cicho patrząc w podłogę.
- Jesteś szalony – Usłyszał za sobą głos Konan – Jak możesz codziennie tworzyć takie ilości klonów, wiedząc, że ich całe zmęczenie wróci do ciebie – Zapytała kładąc szklankę z zimną wodą na szklanym stole stojącym przed sofą.
- Chcę jak najszybciej odbudować... – Przerwał na moment, opróżniając naczynie – Chcę odbudować wioskę, a poza tym to dobry trening – Dokończył – W końcu klony, nie licząc zmęczenia, przekazują mi całą swoją wiedzę oraz poprawiają moje fizyczne atrybutu takie jak na przykład siła czy szybkość. Chociaż nie tak bardzo jak gdybym robił to sam.
Spojrzała na niego zaskoczona. Nie wiedziała, że wzmacniają również ciało użytkownika w fizycznych aspektach
- Tu mnie zaskoczyłeś
- Podczas takiego wysiłku włókna mięśni się rozrywają. Jeśli teraz będę odpoczywał do rana, włókna te odbudują się jeszcze mocniejsze niż przed zerwaniem. Oczywiście, odpoczynek musi trwać 24 godziny, ale jestem Jinchuuriki więc wystarczy mi jedynie czwarta część tego czasu – Wyjaśniał zaskakując ją jeszcze bardziej – Guy-sensei mi to kiedyś tłumaczył, no i czytałem jeszcze o tym w kilku książkach o Taijutsu.
- Cieniste klony mają więcej sekretów niż sądziłam – Stwierdziła siadając obok leżącego blondyna.
- Ale cena za ich używanie jest wysoka. Idziesz pierwsza się kąpać? – Nagle zmienił temat.
- Z tego co widzę tobie się z tej kanapy nie będzie chciało wstać do rana – Nie czekając na jego odpowiedź poszła do łazienki.
Odprowadził ją wzrokiem, aż nie znikła za zakrętem i zaczął rozmyślać o tym jak jeszcze ponad dwa tygodnie temu jedno chciało zabić drugie, a teraz mieszkają razem pod jednym dachem.
- Doprawdy, życie czasami bywa takie przewrotne – To była ostatnia myśl nim zamknął oczy i ze zmęczenia zasnął.


***


Stała pod drzwiami domu Naruto dobijając się do nich od dłuższego czasu. Co chwilę warczała pod nosem złorzecząc na tego lubiącego sobie pospać, kochającego ramen, idiotę.
- JAK ZARAZ NIE OTWORZYSZ TYCH DRZWI TO JE WYWAŻĘ I PÓJDĘ CIĘ SPRAĆ TAK ŻE RODZONA MATKA CIĘ NIE POZNA!!! – Ten krzyk z pewnością byłby wstanie obudzić nawet zmarłego. Każdy kto przechodził, w tym momencie, ulicą patrzył na nią jak na wariatkę, ale nic sobie z tego nie robiła, była zbyt zdenerwowana – SŁYSZAŁEŚ!! NARUTO – Kolejny krzyk, chwila ciszy i odgłos brzmiący jakby coś spadło na ziemię coś ciężkiego, który wydobył się zza drzwi, później kolejny brzmiący jakby coś szklanego się rozbiło, po czym nastąpił głośny wrzask.
- JASNA CHOLERA, KTO TU NA BOGA POSTAWIŁ TEN ZAKICHANY STOLIK – Zaniepokoiła się teraz słysząc ten wrzask pełen bólu.
- Naruto!? – Zawołała znacznie ciszej niż przedtem, lecz na tyle głośno, aby ją usłyszał.
- Chwila! Zaraz otwo.. Noż cholera, kto to teraz posprząta!? – Ponownie krzyknął – Zaraz otworzę!
I tak jak powiedział, po kilkunastu sekundach drzwi nieznacznie się otworzyły i na zewnątrz wychyliła się jedynie głowa z oklapłymi blond włosami i zmatowiałymi, błękitnymi oczami z widocznymi worami pod nimi się znajdującymi. Dodać do tego bladą cerę i wypisz wymaluj upiór jak z koszmarów.
- Koszmarnie wyglądasz – Stwierdziła z krzywym uśmiechem.
- Wina braku snu. Chcesz czegoś? – Zapytał niezbyt miło. Ton jej przyjaciela tak ją zdziwił, że przez moment nie wiedziała co powiedzieć – Sakura!
- Nie musisz się tak wydzierać – Odparła zirytowana – Przecież słyszę.
- Wołam cię od kilku minut, zresztą nie ważne. Czego chcesz? – Ponowił pytanie nie zmieniając tonu głosu nawet o jotę.
- Kakashi-sensei chcę cię widzieć.
- To niech sam do mnie przyjdzie – Już miał zatrzasnąć drzwi, lecz noga kunoichi mu na to nie pozwoliła.
- To ważne – Warknęła – Co ci się stało? – Nagle zapytała zmartwiona widząc, iż jest jeszcze bardziej blady niż kilka minut wcześniej.
- To nic. Gdzie na mnie czeka?
- Jak to ni.. Czy to krew? – Wskazała palcem na niedużą kałużę krwi pod jego nogami – Naruto! – Krzyknęła spanikowana widząc jak ten zatacza się do tyłu. Szybko wbiegła do środka, o mało nie poślizgując się na krwi, łapiąc chłopaka nim ten upadł na ziemię. Przełożyła jego ramię przez głowę i pomogła mu dostać się do salonu i posadzić go na kanapie.
- Nie zauważyłem.. Przewróciłem się.. Rozbiłem o.. Rozciąłem na.. – Zaczął bełkotać.
- Zdążyłam się domyślić co zrobiłeś – Spojrzała na rozbity szklany stolik cały w jego krwi – Za chwilę powinno ci się polepszyć – Jedną rękę otoczoną zieloną poświata przyłożyła do nogi gdzie miał szerokie i głębokie rozcięcie, a drugą w miejscu gdzie miał serce, pomagając mu szybciej pompować krew do ciała przy pomocy czakry.
- Dzięki już miiii.. To bolało! – Spojrzał na nią z wyrzutem kiedy ta zacisnęła mu mocniej niż powinna bandaż na ranie.
- I powinno – Odpowiedziała mu ostrym spojrzeniem – Powinieneś od raz mnie poinformować o tej ranie, a nie czekać aż zaczniesz tracić przytomność.
Miał już coś odpowiedzieć, lecz przerwał mu kobiecy krzyk dochodząc z holu.
- Skąd tu tyle krwi!?
Sekundę później do salonu niemal wbiegła Konan z zmartwionym wyrazem twarzy i widząc zaistniałą scenę szybko poskładała puzzle układanki domyślając co się stało.
- Mógłbyś być ostrożniejszy
- Co tu robisz o.. – Zignorował jej radę i spojrzał na zegar wiszący na ścianie - .. Już po 12? Myślałem, że jeszcze rano.
- Skończone – Zawiązała mu, zaciśnięty mocniej niźli by tego chciał, bandaż i wstała z łagodnym uśmiechem – Teraz musisz tylko...
- Skąd tu tyle krwi!?
Przerwał jej znajomy krzyk i niedługo po nim obok Konan stanął Kakashi składając układankę jeszcze szybciej niż niebiesko włosa.
- Mógłbyś być ostrożniejszy – Blondyn cicho warknął na to dejavu – Teraz już wiem czemu tak długo ci schodzi – Spojrzał na Sakurę.
- Od razu mówię, że musi wypocząć i nigdzie się nie ruszać – Szaro włosy przełknął głośno ślinę widząc TEN wzrok.
- Niestety nie ma na to czasu – Odparł zachowując przy tym swój spokój – Mam nadzieję, że dasz radę iść – Zignorował swoją podopieczną, która już chciała coś powiedzieć
- Dam radę. To tylko niegroźna rana – Stwierdził i kuśtykając doszedł do holu, siadł na kozetce i ubrał swoje buty shinobi – Gotowy
Różowo włosa patrzyła na niego z zmartwionym wyrazem twarzy kompletnie zapominając, iż miała być na niego zła za to co zrobił po powrocie do wioski. Już miała zaproponować swoją pomoc, lecz ktoś ją ubiegł.
- Pomogę Ci.
Nie pytając o zgodę wzięła go pod ramię oplatając swoją drugą ręką wokół jego pasa
- Dzięki – Uśmiechnął się do niej.
W Sakurze na ten widok zagotowała się krew w żyłach. Nie wiedziała czemu ale widok tej.. Kobiety obok Naruto sprawiał, że miała co raz większą ochotę ją zabić.
- No to komu w drogę temu czas – Wszyscy spojrzeli na, z jakiegoś powodu, szczęśliwego Jonina, który przyjaźnie się do nich uśmiechał, co zauważyli dzięki zamkniętemu oku.


***


Stał nie wierząc w to co usłyszał. Myślał, że ma omamy słuchowe, że to tylko sen i za chwilę się z niego obudzi, albo przyjaciele robią sobie z niego jaja. Ale szybko przekonał się o prawdziwości tej sytuacji, kiedy Daimyo Kraju Ognia powtórzył słowa, które dzwonią mu teraz w głowie.
- Naruto Uzumaki wraz z Hatake Kakashi'm i Shimurą Danzo zostajesz mianowany na Kandydata na Rokudaime Hokage


***


I tym miłym akcentem kończę ten rozdział:D Mam nadzieję, że się spodobał, gdyż zaczęłam go pisać dopiero dzisiaj (w tygodni miałam za mało czasu) około godziny 13 i tak aż do 21 pisałam i pisałam, aż w końcu napisałam (jestem z siebie taka dumna "Chlip")
Dobra żarty na bok
Wdzięczna będę za wypominanie wszelkich błędów oraz literówek. Śmiało możecie krytykować, z chęcią wysłucham/przeczytam:D gdyż jest to moje pierwsze opowiadania i chcę wiedzieć, gdzie popełniam błędy.
Cóż, na zakończenie dodam iż dziękuje bardzo tym którzy czytają moje wypociny i mam nadzieję że będą je czytać dalej. Następny rozdział już za tydzień.





niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział II - Powrót Bohatera


      W jednej z jaskini na terenie Hi no Kuni, przy granicy z Kaminari no Kuni zebrała się grupa przestępców rangi S, należących do znanej na całym świecie organizacji, Akatsuki.
- Wielu z nas zginęło – Powiedział zamaskowany patrząc na Kisame i Zetsu – Ale dołączyło do nas czworo nowych członków – Spojrzał na Takę.
- Co zamierzasz teraz zrobić? – Zapytał biało-czarny – Nagato nie żyje, a Konan dołączyła do Konohy wcześniej ukrywając gdzieś jego ciało.
- Na razie będziemy... Czekać – Odpowiedział – Raikage zwołuje szczyt Kage, więc wykorzystamy tą możliwość do wypowiedzenia wojny pięciu nacjom.
- Chcesz walczyć z nimi wszystkimi w zaledwie siedem osób? – Zapytał Sasuke.
- W tym szczycie pojawi się ktoś kto z pewnością cię zainteresuje – Uśmiechnął się pod maską – Tsunade zapadła w głęboką śpiączkę, co sprawia, że Konoha musi wybrać nowego Hokage, którym z pewnością zostanie... – Zrobił krótką przerwę – ...Shimura Danzo – Na dźwięk imienia tego który kazał zamordować jego klan, Sasuke aktywował sharingan'a, uwalniając przy tym swoje mordercze intencje, które przeraziły nawet Kisame.
- Cóż za presja – Pomyślał rybo-lud – A ja co wtedy będę robić?
- Twoje zadanie jest proste – Zaśmiał się cicho – Kiedy wypowiem wojnę wszystkim Kage, to z pewnością ukryją gdzieś swoich Jinchuuriki, a ty ich wyśledzisz i złapiesz.
- W istocie, proste zadanie – Obnażył kły oblizując je.


***


      Minął już tydzień od pokonania Pain'a przez Naruto. W tym czasie, dzięki pomocy Yamato, wioska zostaje odbudowywana w szybkim tempie. Jako pierwsze, a zarazem najważniejsze odbudowano szpital do którego przeniesiona została V Hokage, budynki mieszkalne lub jak kto woli domy wielorodzinne oraz wieża administracyjna znana również jako gmach Hokage. W tym momencie, w sali obrad, przy owalny, kamiennym stole siedziała grupa kilkunastu osób składająca się z Starszyzny i Rady Joninów.
- Czy wiadomo gdzie jest Uzumaki Naruto? – Zapytała jedyna kobieta w radzie.
- Niestety nie – Odpowiedział, Shikaku, głowa klanu Nara.
- Nasi tropiciele stracili trop niedaleko morza – Przemówiła Tsume, głowa klanu Inuzuka.
- Morza? Co on miałby tam robić?
- Wiemy, że pokonał Pain'a i w jakiś sposób namówił go do wskrzeszenia zabitych ludzi, w tym mnie – Wytłumaczył kopiujący ninja – Było to możliwe dzięki temu, że wróg posiadał Rinnengan i co do jego nagłego zniknięcia, cóż mam pewną teorie, ale... – Zamlikł zastanawiając się nad czymś.
- Jaką? – Zapytał Homura.
- Możliwe, że postanowił ukryć gdzieś Rinnengana – Odpowiedział z wahaniem – Reszta członków Akatsuki mogłaby po niego wrócić.
- W takim razie lepiej by było gdyby przyniósł ciało do wioski.
- Niekoniecznie – Odezwał się Shikaku – W naszym obecnym stanie nie dalibyśmy rady się obronić przed ewentualnym atakiem – Kakashi spojrzał na niego z wdzięcznością – Masz może pomysł, gdzie chce je schować? – Wzruszył jedynie ramionami.
- Uzushiogakure – Odezwał się dotąd milczący Danzo – Skoro straciłeś trop przy morzu, to kieruje się zapewne do Uzu no Kuni1 – Wszyscy spojrzeli na niego.
- Ale Naruto nie wie...
- Jesteś tego pewny? – Zapytał patrząc jedynym okiem na Jonina – Może Jiraya w czasie tych trzech lat po za wioską opowiedział mu o jego korzeniach?
- Jestem pewny, że nie wie kim są jego rodzice – Stwierdził z pewnością w głosie.
- Nie oznacza to jeszcze, że nie wie o klanie Uzumaki – Odparł – A jeśli zna się na Fuinjutsu, to może łatwo zapieczętować ciało Pain'a – Wszyscy przyznali mu rację – Chociaż trochę szkoda – Pomyślał – Rinnegan bardzo by mi pomógł w realizacji planu, ale lepsze to niż gdyby miał go dostać wróg.
- Dobrze, że kupili tę bajeczkę – Zaśmiał się w duchu – Nigdy nie sądziłem, że będę ci za coś wdzięczny Danzo – Spojrzał na niego kątem oka. W tym momencie na zewnątrz wybuchła jakaś wrzawa.
- Co tam...
- NARUTO WRÓCIŁ!!! – Przerwał mu krzyk jakiegoś mieszkańca – NARUTO WRÓCIŁ!!! BOHATER KONOHY!!! – Ponownie krzyknął.
- A było tak spokojnie – Kakashi westchnął ze śmiechem, kręcąc głową.


***


      Stał wraz z Konan otoczony przez ludzi wiwatujących na jego cześć. Stał tam zszokowany nie wiedząc co zrobić dopóki przed tłum nie wyszła Sakura z wściekłym wyrazem twarzy. Odruchowo cofnął się do tyłu głośno przełykając ślinę. Zrobiła krok do przodu natychmiast się zatrzymując po zobaczeniu kto za nim stoi.
- Co ona tu robi? – Przyjęła postawę bojową patrząc na niebiesko włosą – Przecież należy do Akatsuki – Wszystko nagle umilkło.
- Nie jest już naszym wrogiem – Odpowiedział spokojnie, aż sam sobie się dziwił – Odeszła z Akatsuki i postanowiła dołączyć do Konohy – Wytłumaczył szokując każdego obecnego.
- Zabijała naszych przyjaciół z zimną krwią i zniszczyła wioskę! – Krzyknęła.
- Dokładnie! A teraz mówisz, że mamy pozwolić jej do nas dołączyć jakby nic się nie stało!! – Po chwili dołączyła do niej cała reszta wykrzykując mniej lub bardziej cenzuralne słowa.
- To będzie trudniejsze niż myślałem – Pomyślał wzdychając z zmęczenia.
- Nie proszę was o przebaczenie! – Wykrzyknęła niebiesko włosa uciszając mieszkańców – Nie proszę was o przebaczenie! – Powtórzyła znacznie ciszej, lecz na tyle głośno aby każdy ją usłyszał – Ale o danie szansy na poprawę i odpokutowanie chociaż części moich grzechów!!
- Możesz je odpokutować w celi dziwko!
- Lepiej ją od razu zabić!
- Ona jest potworem, który za nic ma nasze życia!
- ZAMKNĄĆ SIĘ!!! – Ryknął wkurzony blondyn. Już dawno nie był tak wściekły – JESTEŚCIE OSTATNIMI, KTÓRZY POWINNI WYZYWAĆ KOGOŚ OD POTWORÓW!!! – Każdy patrzył na niego z zdziwieniem lub przerażeniem – Jeszcze kilka lat temu byłem dla was potworem, demonem! Myśleliście, że zapieczętowany we mnie Kyuubi przejął nade mną kontrolę i zamierza zniszczyć wioskę! – Patrzył na tłum dookoła niego – Ilu z was wyzywało mnie od demonów i potworów!? Ilu z was wysyłało mi te spojrzenia pełne nienawiści i pogardy?!! Przez ilu z was lądowałem w szpitalu ledwo trzymając się życia!!!? – Krzyczał coraz głośniej – A teraz nazywacie mnie swoim bohater!! Myślicie, że zapomniałem jakie piekło przeżywałem przez 12 lat mojego życia!!? I to dzięki wam!! – Nikt mu nie odpowiedział. Wiedzieli, że ma rację. Było im wstyd za samych siebie.
- Czy każdy Jinchuuriki wiódł takie życie? – Pomyślała niebiesko włosa patrząc na Naruto ze smutkiem – A my jeszcze na nich polowaliśmy jak na zwierzęta.
- Jeśli naprawdę uważacie mnie za bohatera i mi ufacie... – Odwrócił się do Konan – ...Dajcie jej szanse na poprawę, gdyż każdy zasługuję na drugą szansę. Kim by nie był, każdy na nią zasługuję – Uśmiechnął się łagodnie.
Nastała cisza, w czasie której mieszkańcy naradzali się co zrobić. Widać, że wzięli słowa Naruto do siebie.
- Zgadzamy się – Na przód wyszedł mężczyzna, na oko 30-letni – Może zostać, ale będzie uważnie obserwowana. Każde podejrzane zachowanie zostanie uznane jako próba ataku, a wtedy... – Nie dokończyła. Wszyscy zrozumieli co chciał powiedzieć.
- Widzisz? Mówiłem, że się uda – Blondyn zwrócił się do byłej członkini Akatsuki. Ta spojrzała mu w oczy i zrozumiała. Zrozumiała, że pomaga jej nie tylko z powodu złożenia Nagato obietnicy. Pomagał jej również dlatego, iż po prostu wybaczył wszystko co zrobiła.
- Dziękuję – Uśmiechnęła się do niego z załzawionymi oczami – Dziękuję
- N-Nie ma za co – Zająknął się – Przecież obiecałem, prawda?
- Dziękuję za danie mi drugiej szansy – Ukłoniła się w stronę tłumu – Dziękuję.
- Mam nadzieję, że nie pożałujemy dania ci jej – Odpowiedział ten sam co wcześniej.
Naruto cieszył się że jednak ją przyjęli, może nie są do niej przekonani, ale wiedział, że niedługo się to zmieni. Niestety uśmiech zniknął z jego twarzy jak tylko usłyszał za sobą cichy, mroczny głos.
- Na~ru~to – Powoli odwrócił się za siebie i widząc wściekłą Sakurę, ze strachu zamarł w miejscu.
- Sakura-chan mogę wszystko wyjaś... – Nie dokończył, gdyż ta natychmiast do niego podbiegła i przytuliła.
- Nie znikaj tak nagle. Wiesz jak się o ciebie martwiłam? – Blondyn nie wiedział co powiedzieć ani co zrobić. Zachowanie uczennicy Tsunade zaskoczyło go tak, że po prostu stał nie wiedząc jak zareagować. Dopiero po dłuższej chwili delikatnie wyswobodził się z jej objęć odsuwając ją od siebie na odległość łokcia2
- Przepraszam – Starł kciukiem palca łzy spływające po polikach dziewczyny – Musiałem jeszcze załatwić pewną ważną rzecz – Uśmiechnął się nikle.
- Nie tylko ona się martwiła – Za Sakurą stanęła Ino wraz z całą z swoją drużyną i drużyną Guy'a – Gdzie ”Nasze” przepraszam??
- Przepraszam – Spojrzał na młodą Yamanake z przepraszającym wzrokiem.
- Przeprosiny przyjęte.
- A ter... - Nagle przerwał robiąc kilka kroków w tył, trzymając się za brzuch. Gdyby nie pomoc Konan, padłby na ziemię – Sakura-chan... za co? – Ledwo wydusił.
- Dlaczego sprowadziłeś do Konohy wroga? – Nikt nigdy nie widział tak wściekłej Sakury – Przecież zabijała mieszkańców. Niby dlaczego miałabym pozwolić zostać jej w wiosce – Mówiła cichym mrożącym krew w żyłach głosem.
- Przecież wyjaśniłem to przed chwilą – Mimo to Naruto nie ugiął się – KONAN zostaje w wiosce, nie ważne co powiesz – Odpowiedział patrząc prosto w szmaragdowe oczy przyjaciółki.
- Tsunade-sama by tego nie zaakceptowała.
- W takim razie wcale jej nie znasz – Odparł – Na moim miejscu postąpiłaby tak samo.
- Nie prawda – Warknęła i już miała się rzucić na byłą członkinie Akatsuki, ale drogę zagrodził jej blondyn.
- Jeśli chcesz ją zabić to najpierw będziesz musiała zabić mnie – Jego stanowczy głos sprawił, iż zapadła absolutna cisza.
Różowo włosa spojrzała na przyjaciela z wściekłością, po czym odwróciła się i ruszyła w głąb wioski. Tłum przed nią rozstąpił się niczym morze czerwone przed Mojżeszem.
- Nie powinniście wracać do odbudowywania wioski – Warknął z lekka zdenerwowany blondyn w stronę mieszkańców, którzy po tych słowach wyglądali jakby sobie coś przypomnieli i natychmiast wrócili do pracy.
- No to co teraz? – Zapytał sam siebie nie wiedząc co robić.
- Myślę, że powinieneś pogadać ze mną – Nagle obok ich grupki, w białej chmurce, pojawił się Kakashi – Z tego co widzę będzie to długa rozmowa – Kątem oka spojrzał na znaną mu z raportów dziewczynę.
- Nie jest już wrogiem – Stwierdził głosem nieznoszącym sprzeciwów.
- Słyszałem waszą rozmowę – Odparł z uśmiechem, co przez zamknięto oko każdy zauważył – Starszyzna tak łatwo jej nie odpuści, a Tsunade-sama znajduję się w śpiączce, więc nie ma kto się im sprzeciwić.
- Zdaję sobie z tego sprawę – Zaskoczył tym Jonina – Ale coś wymyślę, więc się nie martw – Z jakiegoś powodu każdy mu uwierzył.
- Ale nie przyszedłem tutaj o tym rozmawiać – Nagle spoważniał – Starszyzna chcę cię widzieć – Naruto posłał mu pytające spojrzenie – Mają do ciebie kilka pytań na temat walki z Pain'em.
- Chodzi o Kyuubi'ego, prawda? – Bardziej stwierdził niż zapytał przeciągając się – Pewnie widzieli jak omal nie przemieniłem się w dziewięć ogonów – Wszyscy spojrzeli na niego z szokiem – Co za wrzód na siedzeniu – Westchnął – W takim razie prowadź.
- Aa, t-tak – Wrócił do swojego zwyczajnego wyrazu twarzy – Chodźmy


***


1 – Uzu no Kuni (Kraj Wiru) – Kraj z którego pochodzi Klan Uzumaki
2 Jedna z miar w moim opowiadania (nie jedyna, będzie ich kilka). Jeden łokieć mierzy 51,72 cm.
Początkowe rozdziały będą nudne, ale po jakichś 4-5 zacznie się dziać znacznie więcej. Mam nadzieję, że jakoś dotrwacie do tego czasu (Pomyślała z nadzieją)
Rozdziały będę dodawała co tydzień w niedziele, a jeśli się uda to dodam nawet dwa w tygodniu, ale to już zależy od mojej weny:D

wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział I - Pożegnanie

Witam każdego kto zawitał w te odmęty internetu i znalazł moje skromne opowiadanie:D Zapraszam na pierwszy rozdział moje opowiadania z uniwersum Naruto.




≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈

       Siedział oparty o powalone drzewo patrząc w rozgwieżdżone niebo. Minęło już kilka godzin od rozmowy z Nagato i przekonaniem go do swoich racji, co przyczyniło się do wskrzeszenia wszystkich zabitych Konoszan podczas inwazji.
Spojrzał na niebieskowłosą kobietę leżącą po drugiej stronie ogniska, nad którym piekły się ryby, przykrytą płaszczem Brzasku. Na prośbę Nagato musiał ją ogłuszyć, aby nie przeszkodziła w wykonaniu jutsu odrodzenia.
- I co ja mam teraz zrobić? – Westchnął wracając do oglądania gwiazd. Obiecał, że się nią zajmie, ale nie pomyślał wtedy jak zareagują mieszkańcy, kiedy wróci z nią do wioski.
- Gdzie ja... – Usłyszał jej aksamitny głos. Obróciła się w jego stronę napotykając błękitne oczu uważnie śledzące każdy jej ruch – Co się stało? – Zapytała chłodnym, ostrym głosem.
- Po tym jak cię ogłuszyłem, Nagato użył Gedō Rinne Tensei1 i wskrzesił wszystkich mieszkańców Konohy – Odpowiedział nie spuszczając wzroku z kobiety – Pewnie głupio to zabrzmi, ale jak się czujesz? – Spojrzała na niego pustym wzrokiem – Przykro mi – Wstał i ukucnął przed nią – Pewnie nie wiele to dla ciebie znaczy, lecz naprawdę jest mi przykro – Uśmiechnęła się nikle, wdzięczna za te słowa.
- Co z nim...
- Nic – Przerwał jej – Czekałem aż się obudzisz i sama zdecydujesz, gdzie go pochować – Wytłumaczył – Możemy nawet teraz tam pójść – Wskazał palcem na najwyższe drzewo, które służyło za kryjówkę martwego już członka klanu Uzumaki, oddalonego o kilkadziesiąt metrów od nich.
- Rozumiem – Wstała zrzucając z siebie płaszcz i ruszyła w tamtym kierunku wolnym krokiem, lekko się chwiejąc. Naruto westchnął podnosząc odzienie, które zarzucił na nagie ramiona niebieskowłosej.
- Przeziębisz się, noce nie są takie ciepłe – Powiedział z nieznacznym uśmiechem – Chodź, pomogę ci pochować Nagato.
- Dlaczego? – Zapytała ubierając płaszcz – Zniszczyłam twoją wioskę, zabijałam twoich przyjaciół z zimną krwią. Dlaczego więc chcesz mi pomóc? – Szła kilka kroków za nim.
- Jednym z powodów jest sam Nagato – Odpowiedział nawet się nie odwracając.
- Jestem ci wielce wdzięczna – Uśmiechnęła się ledwo widocznie, tak samo jak blondyn, lecz nie mogła tego zobaczyć.


2 dni później


       Kraj wiru, w czasie ostatniej wielkiej wojny został zniszczony przez najazd, Iwy, Kumo oraz Kiri. Teraz były tam jedynie ruiny, lecz niewielu wiedziało, że kilka kilometrów pod ziemią, znajdowała się biała przestrzeń, w której unosił się biały, marmurowy pomost, zakończony okręgiem. Na jego krańcach, poustawiane były kolumny, które wspierały coś na wzór sufitu.
- Co to za miejsce? – Zapytał blondyn idący obok niebieskowłosej kunoichi. Za nimi leciały, owinięte w papier, ciała Yahiko oraz Nagato.
- Kolebka starożytnych, a przynajmniej tak nazywał ją Nagato – Odpowiedziała – Podobno stworzył ją Rikudō Sennin2.
- Ale dlaczego coś takiego leży pod Uzushiogakure3?
- Tego nigdy nie udało mu się dowiedzieć. Pomimo wielu poszukiwań nic nie znalazł – Naruto przeszły dreszcze, kiedy na niego spojrzała tym pustym wzrokiem.
- To spojrzenie i twarz nie ukazująca jakichkolwiek uczuć – Pomyślał – A ten zimny, ostry głos wcale nie pomaga – Westchnął zatrzymując się przed okręgiem.
- To tutaj – Poinformowała podchodząc do wyżłobionego w środku okręgu prostokąta, który po chwili wypełniła kwiatowymi origami – Spoczywajcie w pokoju – Położyła na nich oba ciała. Zapadła długa cisza w czasie, której Konan cały czas wpatrywała się pustym wzrokiem w swoich nie żyjących przyjaciół.
- Nie powinnaś się wstrzymywać – Obok niej stanął blondyn – Wiem to z własnego doświadczenia – Spojrzała na niego – Kiedy dowiedziałem się o śmierci Jirayi-sensei, zamknąłem w sobie wszelkie uczucia myśląc, że jako shinobi nie mogę okazywać słabości, ale jedyne co tym zyskałem, to więcej bólu – Wytłumaczył – Daj im upust, inaczej będziesz tylko bardziej cierpiała – Po jego słowach jej oczy załzawiły się i wyczytać z nich można było smutek, ból, rozpacz. Chwilę później krystaliczne łzy spłynęły po jej policzkach i zrobiła coś co wprawiło w szok blondyna. Wtuliła twarz w jego klatkę piersiową. Nogi ugięły się pod nią pod wpływem emocji i jedyne co powstrzymało ją przed upadkiem to ręce Naruto, które oplotły ją w tali.
Ile razy śnił koszmary w których to On tak płacze patrząc na martwe ciała swoich przyjaciół. Pamiętał jaki czuł wtedy ból, jak bardzo cierpiał przez samo wyobrażenie sobie tego. Dzięki temu rozumiał co w tym momencie kobieta czuję. Wtulił dziewczynę mocniej w siebie, oparł policzek o jej głowę i głaskał ją po jedwabnych niebieskich włosach.
- D-dziękuje – Powiedziała po kilkunastu minutach odsuwając się od niego lekko zarumieniona, po czym zapadła niezręczna cisza.
- Nagato poprosił mnie, abym zabrał cię ze sobą i zaopiekował – Nagle wypalił nie mając pomysłu na przerwanie ciszy. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Mam zamieszkać w wiosce którą zniszczyłam? – Zapytała.
- Jakoś przekonam mieszkańców, podobno mam do tego dar – Uśmiechnął się szeroko.
- Zupełnie jak Yahiko – Pomyślała – Jest dokładnie taki sam jak On.
- Co ty na to? – Wstał podając jej rękę – Nie przyjmuje odmowy. Obiecałem Nagato, że się tobą zaopiekuje i słowa dotrzymam.
- Nagato wierzył, że jesteś mostem do pokoju – Powiedziała korzystając z pomocy blondyna – I postanowiłam mu zaufać i zostać strażnikiem, który ten most będzie bronił – Dodała pewnym siebie głosem.
- Miło – Stwierdził zakłopotany – Myślę, że czas już ruszać – Nie czekając na odpowiedź zaczął iść w kierunku wyjścia.
- Nagato, Yahiko – Spojrzała na ich ciała – Obiecuję bronić Naruto nawet za cenę życia – Przysięgła składając płaszcz Akatsuki u ich stóp – Żegnajcie


***


       Na granicy Hi no Kuni4 z Kaminari no Kuni5, głęboko pod ziemią znajdowała się ogromna jaskinia, w której przebywał obecny lider Akatsuki6.
- Jak poszło? – Zapytał do wyłaniającego się z ziemi Zetsu.
- Pain przegrał – Odpowiedź zaskoczyła zamaskowanego – Konan dołączyła do Konohy, a Nagato użył Gedō Rinne Tensei do wskrzeszenia zabitych mieszkańców.
Temperatura w pomieszczeniu nagle spadła ukazując cichy gniew lidera.
- To wszystko komplikuję – Uspokoił się zastanawiając co teraz zrobić – Nie wiesz, gdzie Konan mogła ukryć ciało Nagato?
- Niestety nie, był z nią wtedy Uzumaki Naruto.
- I co z tego, że ten bachor z nią był?
- Używał przez cały czas Sennin Mode, wykryłby mnie gdybym zbliżył się na bliżej niż 10 km – Wytłumaczył.
- Czyli Naruto również wie gdzie jest Rinnegan7 – Zamyślił się – To może nam pomóc – Stwierdził tajemniczo – Poinformuj resztę członków, mają zjawić się na zebraniu, za tydzień od teraz – Rozkazał – Osobiście – Dodał do znikającego Zetsu.


***




       Stali na krawędzi wielkiego krateru będącego nie tak dawno temu Wioską Ukrytą w Liściach.
- Minął niecały tydzień, a wioska już jest w tak dużym stopniu odbudowana? – Zdziwił się patrząc na kilkadziesiąt drewnianych domów stojąc na dnie – Pewnie Yamato-taichou8 im pomaga.
- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? – Westchnął słysząc to pytanie po raz n-ty.
- Tak, jestem pewny – Odpowiedział odwracając się do niej – I nie, nie musisz się martwić. Wszystkim się zajmę – Dodał patrząc prosto w bursztynowe oczy dziewczyny. Widział w nich niepewność, zwątpienie i strach? Zaskoczyło go to, ale nic nie mówiąc zaczął schodzić w dół krateru, a Konan ruszyła chwilę po nim


***


1 – Gedō – Rinne Tensei (Zewnętrzna ścieżka – Technika Samsary Niebiańskiego Życia) – Technika, ta pozwala tchnąć życie w tych, którzy zmarli.
2 – Rikudō Sennin (Mędrzec Szcześciu Ścieżek) – Znany jako Hagomoro Ōtsutsuki. Jeden z dwóch synów Kaguyi Ōtsutsuki. Bóg Shinobi, pierwszy użytkownik Ninshu(później Ninjutsu) oraz pierwszy Jinchuuriki.
3 – Uzushiogakure no Sato (Wioska Ukryta w Wirujących pływach) – Wioska niegdyś leżąca w Kraju Wiru i zniszczona podczas jednej z wojen shinobi. To tam powstał Klan Uzumaki, jeden z najpotężniejszych klanów na świecie. Mówi się iż konkurował na równi z klanami Senju i Uchiha.
4 – Hi no Kuni – Kraj Ognia
5 – Kaminari no Kuni – Kraj błyskawic
6 – Akatsuki (Brzask, dosł. Czerwony księżyc) – Organizacja złożona z 10 poszukiwanych shinboi rangi S. Ich celem jest złapanie wszystkich Bijuu.
7 – Rinnegan (Oko Samsary) – Pozwala na używanie Technik Sześciu Ścieżek. Uważane za najsilniejsze z trzech wielkich Dojutsu (Technik Ocznych).

8 – Taichou – Kapitan/Dowódca