Strona Główna

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział V - Zwołanie szczytu kage

Dawno mnie tutaj nie było. Wiem, mogłam coś napisać, że jeszcze żyje i staram się coś napisać. I wiecie co? Udało się. Po tej dłuuugiej przerwie wena wróciła ze zdwojoną siłą:D Dla tych co jeszcze odwiedzają tego bloga: Przepraszam za długą nieobecność oraz zapraszam na kolejny rozdział.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Stał w swoim pokoju, w wieży administracyjnej przed lustrem, ubrany jedynie w ciemno-zielone bokserki w żaby. Uważnie przyglądał się każdemu calowi swojego ciała.
Zauważył to już jakiś czas temu, lecz dopiero teraz jakoś bardziej przykuł do tego uwagę. Od czasu walki z Nagato zaszły w nim znaczące zmiany.
Po pierwsze, wzrost. Urósł całe dziesięć centymetrów, przez co mierzył teraz pięć stóp i dziewięć i pół cala.
Po drugie, mięśnie. Zdecydowanie stał się bardziej umięśniony. Nadal był szczupłej budowy ale miał je teraz znacznie mocniej zarysowane niż wcześniej.
Po trzecie, zmysły. Znacząco się wyostrzyły. Tak bardzo, że kiedy się skupił mógł usłyszeć, zobaczyć oraz wyczuć kto stał w tym momencie na murze wioski, który oddalony był od wieży o prawie trzy kilometry.
Po czwarte, wygląd. Z dumą stwierdzał, że jest teraz cholernie przystojny. – Czyżbym był narcyzem? – Wyglądał jak kopia swojego ojca. Jedyne co ich różniło to sześć liso-podobnych blizn na policzkach oraz włosy. Miał je nieznacznie dłuższe niż Czwarty.
Poprzyglądał się tak jeszcze sobie, po czym założył siatkowaną bluzkę, podkoszulek bez rękawów, spodnie z dodatkowymi kieszeniami i buty do łydek schowane pod spodniami. Wszystko to w kolorze czarnym. Hitai-ate zawiesił na szyi.
Podszedł do wieszaka, na którym wisiał płaszcz Kage.
Patrzył na płaszcz przez dłuższą chwilę, po czym powolnym, delikatnym ruchem, traktując biało-czerwony materiał jak świętą relikwie, założył go.
Następnie podszedł do łóżka i chwycił w obie ręce leżący na nim kapelusz z kanji oznaczającym ogień.
- Nadal w to nie wierzę – Stwierdził zakładając go na głowę. Stanął przed lustrem z uśmiechem na ustach – To już dziś! Twoje marzenie o zostaniu Hokage spełni się właśnie dziś! – Nie zwlekając dłużej ruszył na dach wieży, gdzie czekało dwóch członków Starszyzny. Utatane Koharu oraz Mitokado Homura.
- Spóźniłeś się chłopcze – Wbiła w niego ostre spojrzenie – Zostałeś Hokage! Miej tego świadomość! – Blondyn niezbyt przejął się jej krzykami. Wiedział, że nie jest szczególnie zadowolona z faktu, iż został Rokudaime.
- Uspokój się. Nie potrzebnie tak krzyczysz – Za to, w przeciwieństwie do Utatane, Mitokado zdawał się niezbyt tym przejmować – Przygotowałeś swoją mowę?
- Mowę? – Przechylił głowę w bok, patrząc na nich niezrozumiale – Aa~ mowę – Nagle sobie przypomniał – Nie – Krótka odpowiedź.
- Widzisz? Mówiłam – Staruszka wyjęła z rękawa złożoną kartkę papieru i podała go Naruto – Twoja mowa.
Jinchuuriki nawet nie patrząc na to co jest napisane, podarł ją na małe kawałeczki, po czym ruszył do barierki. Widok jaki zobaczył zaparł mu dech w piersi.
Cała populacja Konohy, całe pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców zgromadziło się na placu przed wieżą, na ulicach oraz dachach domów.
Nigdy wcześniej nie widział tylu ludzi naraz. Przez chwilę zapomniał jak się oddycha, a to że zgromadzili się tutaj dla niego nie pomagało mu w tym.
Dłuższą chwilę zajęło mu uspokojenie się.
- Przyjaciele! – Jego głos rozszedł się echem po całej wiosce i okolicznych terenach. Przeczytał w jednej książce, czy też jeden z klonów przeczytał, iż za pomocą czakry można wzmocnić swój głos – Stoję tutaj teraz dzięki wam! Gdyby nie szacunek jakim mnie obdarzyliście, nie byłoby mnie tutaj! Za to pragnę wam wszystkim podziękować! I przysięgam, że jako Rokudaime Hokage będę bronił wioski wraz z jej mieszkańcami nawet za cenę życia!! – Uniósł jedną rękę zaciśniętą w pięść do góra, a drugą ściągnął kapelusz kage.
Nastała cisza, którą po chwili rozdarły wiwaty na cześć Naruto.
- RO-KU-DAI-ME! RO-KU-DAI-ME! RO-KU-DAI-ME!


***


Gabinet Hokage. W kształcie rombu, z jedną, tą krótszą, podstawą płaską, a drugą, tą dłuższą, w kształcie łuku, która zbudowana byłą z samego szkła, od podłogi aż po sufit z szklanymi dwuskrzydłowymi drzwi na jej samym środku.
W pomieszczeniu, na jego środku stały dwie, trzyosobowe sofy obite czarną skórą, stojące naprzeciw siebie tyłem do bocznych ścian z szklany stołem tej samej długości co one pomiędzy nimi oraz mahoniowe biurko, przy którym, w obrotowym fotelu, również obitym czarną skórą, siedział Namikaze Naruto i wypełniał dokumenty przeklinając przy tym swoją poprzedniczkę.
- Ta cholerna stara prukwa, której nigdy się nie chciało wypełniać tej cholernej dokumentacji – Raz na jakiś czas tworzył taką wiązankę słów.
Wszystko to przez stosy kartonów wypełnionych nie uzupełnionymi dokumentami.
Takich kartonów było blisko sto i w każdym z nich leżały równo ułożone cztery stosy kartek A4.
Kiedy blondyn został poinformowany, że musi je wszystkie wypełnić zapragnął bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, aby Tsunade się obudziła i zajęła na powrót stołek Kage.
- Mam dość – Wyszeptał z mordem w oczach, patrząc na stosy papieru na biurku. Zachowując spokój wstał, po czym uważnie przejechał wzrokiem po pomieszczeniu – Od biurka do drzwi około sześć metrów. Najwęższe miejsca ma cztery metry. Biurko ma półtora metra długości i pół metra szerokości. W takim razie... – Stworzył dwadzieścia klonów. Sześć z nich zamienił w identyczne jak jego biurka, ustawiając się przy bocznych ścianach, po trzy przy jednej. Kolejne sześć klonów zamienił w takie same fotela. Następna szóstka miała pomóc mu w wypełnianiu dokumentów. Pozostała dwójka dostała zadanie przynoszenia kartonów z tą dokumentacją.
Patrząc na rezultat swojego pomysłu usiadł z uśmiechem. Miał już chwycić za pióro, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Chwilę później do środka weszła Konan zamierając w pół kroku na widok jaki zastała.
Wyglądała na lekko zmieszaną widząc siedem par identycznych, błękitnych oczu, wpatrzoną aktualnie w nią.
- Coś się stało? – Zapytał oryginał. Klony wróciły do pracy.
- Przyniosłam wypełnione dokumenty – Podeszła do blondyna.
- W takim razie, teraz już oficjalnie, witam w Konohagakure no Sato – Uśmiechnął się szeroko odbierając je, po czym z jednej z szuflad wyjął Hitai-ate z czarną opaską  Kamizelkę możesz odebrać piętro niżej wystarczy... To  Z innej szuflady wyjął kopertę, którą jej podał  Pokaż recepcjonistce i...
- Hokage-sama – Nagle do biura, przerywając Naruto w pół zdania, wpadł, nieomal z drzwiami, Chunin. Junsuke Hayatora.
- O co chodzi? – Zapytał niezbyt przejęty paniką wypisaną na twarzy shinobi. Miał tendencje do zbytniego przejmowania się z czymkolwiek człowiek by do niego nie przyjdzie. Odkąd go tylko poznał zastanawiał się jakim cudem Junsuke został ninja.
- Cóż to ja lecę – Konan pomachała mu wychodząc.
Spojrzał w stronę czarnowłosego nastolatka.
- Troje przedstawicieli z Kaminari no Kuni przed chwilą przybyło – Poinformował.
Blondyn spojrzał najpierw za niego, na zamknięte drzwi, następnie pytająco na Chunina.
- Gdzie oni są?
- Kazałem im zaczekać, aż Pan ich wezwie.
- Ile razy mam Ci to mówić – Westchnął – Jak ktoś chce się ze mną spotkać, to go po prostu przyprowadź – Spojrzał rozbawiony na niewiele starszego niż on – Na co czekasz?
Nim z ust Rokudaime wyszła ostatnia sylaba drzwi już się na powrót zamykały.


***


Kunoichi Kumo stała przed jego biurkiem czekając na to co powie, lecz był bardziej zainteresowany zdjęciem leżącym przed nim z raportem obok.
Westchnął po raz wtóry, po czym spojrzał na wysoką blondynkę.
- Samui-san, tak? – Kiwnęła głową na potwierdzenie – Konoha udzieli wam wszystkich informacji o Akatsuki jakie posiadamy, a co do drugiej sprawy... – Po raz kolejny Hayotori przerwał mu nagłym wpadnięciem do biura
- H-h-hokage-sama!! – Krzyknął przerażony – O-o-oni w-walczą – Cały czas się jąkał.
Naruto już miał spytać kto walczy, kiedy nagle coś wstrząsnęło wioską, a w oddali wzbił się w górę słup wody.
- To akatsuki!? – Nagle wstał wbijając wzrok w Chunina – Odpowiadaj!!
- Nie, nikt nas nie atakuje – Szybko zaprzeczył.
- W takim razie kto walczy? – Zapytał już spokojniejszy nadal stojąc.
- Sakura Haruno oraz z Sai z... – Przerwał rzucając krótkie spojrzenia w stronę Samui.
- Wykrztuś to z siebie – Warknął widząc w oddali kolejne gejzery
- Walczą z shinobi z Kumo
- Co!? – Wrzasnęli jednocześnie


***


Kiedy we troje przybyli nad jezioro, pierwszym co zobaczyli był spory tłum gapiów po jednej stronie jeziora, patrzący teraz na drugą jego stronę gdzie stali Kakashi i Konan. Nad dwiema kunoichi unosiły się papierowe kunai.
- O matko – Blondyn usłyszał cichy szept Samui kiedy rozglądnęła się dookoła, patrząc na zniszczenia. Nie dziwił się jej. Sam miał podobne myśli.
Spora część lasu została zniszczona, a na jego miejsce powstały kratery. Najmniejszy posiadał na oko trzy, a największy około sześciu metrów średnicy. Do tego każdy został wypełniony wodą z jeziora, które również przeszło gruntowne zmiany. Zostało zdecydowanie poszerzone oraz opróżnione z połowy wody.
Szybko podeszli do dwójki Joninów i widząc jak Hatake chce najwidoczniej powiedzieć co się stało, Naruto uniósł dłoń powstrzymując go.
- W moim biurze wszystko wyjaśnisz – Powiedział z śmiertelną powagą i spojrzał na czwórkę klęczących. Jedynie dwie kunoichi nosiły ślady walki.
Sakura miała mnóstwo płytkich, ciętych ran, a czerwonowłosa równie wiele siniaków w już fioletowym kolorze.
- Junsuke, zawołaj do mojego biura Yamanake Ino – Rozkazał – Niech weźmie ze sobą apteczkę – Chunin bez słowa zniknął używając Shunshin no Jutsu.
Hokage spojrzał na tłum, a następnie kątem oka na Samui.
Niczego po sobie nie pokazywała, lecz Naruto, który od dziecka obserwował ludzi, wiedział gdzie patrzeć, aby móc wyczytać ludzkie emocje.
W jej oczach zobaczył strach. Była przerażona obecną sytuacją.
Nie dziwiło go to. Gdyby zechciał, mógłby ich zamknąć w więzieniu, a nawet zabić oskarżając o zaatakowanie wioski.
Westchnął niezauważalnie, wyczuwając ukrytych w lesie ANBU.
- Sensei, zbierz ukrytych ANBU i zapanujcie nad tłumem, później przyjdź do mojego biura złożyć raport – Kakashi kiwnął głową znikając w ten sam sposób jak Hayatori – Sai i...
- Omoi
- Sai i Omoi, pomóżcie im iść – Wskazał na Sakure i Karui – Konan idziesz z nami. Złożysz raport – Nie czekając na nikogo ruszył w stronę wieży.


***


Sai, Omoi, Kakashi i Konan stali przed nim wyjaśniając co się stało. Samui siedziała na jednej sofie, a na drugiej siedziały Sakura oraz Karui z Ino pomiędzy nimi, która je opatrywała.
- Możecie usiąść. Konan, Sesnei, zostańcie mam do was pewną sprawę – Po wysłuchaniu ich zagłębił się w fotelu opierając łokciem o podłokietnik i pocierając palcami o nasadę nosa – Sakura – Odezwał się, kiedy już każdy już usiadł. Sai z Omoi'm obok blondynki na ostatnich dwóch miejscach, Hatake za nimi opierając się o tył sofy, a Konan obok czerwonowłosej opierając się o bok oparcia – Czy chociaż pomyślałaś nad tym co robisz nim zaatakowałaś? – Zapytał ze spokojem. Nie usłyszawszy odpowiedzi kontynuował – Wiem, że często dajesz się ponieść emocją ale wiem też że jesteś bystra – Usadowił się wygodniej w fotelu – Dlatego nie potrafię zrozumieć czemu zrobiłaś coś tak głupiego. Jest takie przysłowie – Zamyślił się na moment – Lać oliwę na wzburzone morze, lecz zrobiłaś coś zupełnie odwrotnego i dolałaś ją do ognia – Część osób spojrzała na niego zdziwiona, lecz zignorował ich – A ty – Spojrzał na Czerwonowłosą – Czy to w ten sposób zdobywasz informacje z innych krajów? Przy użyciu katany? Niezwykle interesując – Stwierdził z sarkazmem.
Cisza jak nastała po monologu Naruto była wręcz ogłuszająca.
- Czy zdajecie sobie sprawę co by się stało, gdyby Sensei i Konan się nie pojawili? – Obie otworzyły szeroko oczy z przerażenia – Patrząc na wasze miny najwidoczniej nie – Westchnął – Co do kary – Obie nagle się spięły – Samui-san, kare Karui zostawię Raikage.
- Rozumiem.
- A co do twojej kary – Zamilkł patrząc na swoją przyjaciółkę – Będę się musiał nad nią zastanowić – Powiedział po kilku minutach ciszy – Junsuke! – Zawołał.
- T-tak – Natychmiast do środka wszedł Chunin.
- Odprowadź naszych gości do hotelu i każ drużynie Fukuro ich pilnować – Chwilę później już ich nie było – Ino jesteś wolna.
- W takim razie żegnam – Nie czekając szybko opuściła pomieszczenie – Co za przytłaczająca atmosfera – Pomyślała jeszcze zamykając za sobą drzwi.
W pomieszczeniu zostali już tylko Naruto, Konan siedząca teraz na sofie z nogą na nodze oraz ręką przełożoną przez oparcie. Na przeciw niej w takiej samej pozycji siedział Kakashi. Oboje przyglądali się to raz blondynowi to raz Sakurze stojącej przed nim.
Przez dłuższą chwilę patrzył na nią, zaś ona spojrzenie miała wbite w ziemie.
- Nie masz nic do powiedzenia? – Zapytał zmęczonym głosem.
Przez dłuższą chwilę milczała
- Przepraszam – Padła cicha odpowiedź – Wiem, że omal nie doprowadziłam do wojny. Dałam się ponieść emocją i zanim pomyślałam...
Nie dokończyła, ale mimo to zrozumiał co chciała powiedzieć.
- Z tego co wiem masz dyżury w szpital zaczynające się codziennie od 8, tak? – Zaskoczona takim pytaniem dopiero po chwili kiwnęła głową – Od teraz przez najbliższe dwa miesiące od 5:30 do 8 będziesz czyścić szpital, toalety oraz korytarze, wszystkie. Przez ten czas jesteś również zawieszona jako shinobi oraz nie możesz opuszczać granic wioski.
Chciała się sprzeciwić, lecz zdała sobie sprawę, że to i tak łagodna kara.
- Możesz iść.
Nic nie mówiąc skłoniła się lekko i wyszła z wzrokiem utkwionym w ziemi.
- Łagodna kara biorąc pod uwagę fakt co zrobiła – Stwierdził sensei Drużyny 7.
- Naprawdę? – Zdziwił się – Myślę, że jest odpowiednia – Widząc zaskoczone twarze obojga shinobi zaczął wyjaśniać – Sakura jest niemal równie uzdolnionym Medic-nin co Tsunade no i oczywiście jest dumna. Kiedy inni lekarze oraz stażyści zobaczą jak ktoś taki ma za zadanie robić za sprzątaczkę, to z pewnością uderzy to w jej dumę, co jak wiemy z pewnością ją zaboli.
- No to powiesz nam po co kazałeś nam zostać?
- Raikage zwołuje szczyt Kage. Akatsuki porwali Jinchuuriki'ego Kumo, którym jest lub był jego młodszy brat.
- Dlaczego przysłał swoich shinobi akurat do nas? – Zapytała dotąd milcząc Konan.
- Porywaczami jest drużyna Sasuke, Taka.
- Dołączył do Akatsuki!? – Ta informacja mocno go zaskoczyła – Sasuke, aż tak nisko upadłeś?
- Przybyli po wszelki informacje na ich temat jakie posiadamy oraz o wpisanie Sasuke do książeczki Bingo – Widząc pytające spojrzenia dwojga Joninów dodał – W tych okolicznościach nie miałem wyboru. Musiałem się zgodzić – Oboje zauważyli ból jaki odczuwał mówiąc to.
- To nie twoja wina. Kwestią czasu było, aż tak się stanie – Chciał pocieszyć swojego ucznia.
- Ta, wiem, lecz mimo to... – Zamilkł nic już nie mówiąc – Wracając do szczytu Kage – Szybko zmienił temat – Wasza dwójka będzie mi towarzyszyć jako ochroniarze. Podczas mojej nieobecności Shikamaru wraz z ojcem mnie zastąpią – Wyjaśnił.
- Rozumiem, że Kakashi-san z tobą pójdzie, ale dlaczego ja? Przecież jestem Shinobi Konohy dopiero od kilku godzin.
- Po pierwsze ufam Ci. Po drugie jesteś teraz prawdopodobnie druga pod względem siły w wiosce. Po trzecie chce cię na szczycie, gdyż należałaś do Akatsuki. Macie jeszcze jakieś pytania? Dobrze, wyruszamy z wschodem słońca za trzy dni. A teraz przejdźmy do ostatniej sprawy – Nagle spoważniał.
- O co chodzi?
- Nie dawno odwiedziła mnie Shizune i po złożeniu raportu o stanie Piątej powiedziała, że Tsunade wysłała do mnie wiadomość o ataku Akatsuki.
- Tak wiem, byłem tam wtedy. Czemu o tym wspominasz?
- Ponieważ ta wiadomość nigdy do mnie nie dotarła – Wytłumaczył – Według Fukusaku-sama posłaniec został zabity nim zdążył wrócić na górę Myoboku.
- Do czego zmierzasz?
- Zleciłem śledztwo w tej sprawie, według którego zabójcą był Danzo.
Nie zdziwiło to ani Konan, ani Kakashi'ego.
- Jeśli dobrze pamiętam, Orochmiaru będąc jeszcze w Brzasku wspominał, że nawiązał współpracę z człowiekiem o imieniu Danzo – Teraz obaj spojrzeli na nią nie kryjąc zdziwienia – Nie przykułam wtedy to tego uwagi i szybko zapomniała, gdyż tylko raz o tym mówił.
- Jeśli to co mówisz jest prawdą, to powinniśmy znaleźć dowody – Zmrużył jedyne odsłonięte oko – Bez obrazy ale mamy twoje słowo przeciw jego. Oczywiste jest komu uwierzą.
- Rozumiem – Odpowiedziała niezrażona – Co o tym myślisz Naruto?
Nic nie odpowiedział patrząc z zamyśleniem na drzwi. Po chwili łagodnie się uśmiechnął. Szybko wyjął pustą kartkę z szuflady i coś na niej napisał.
- Każe Yamato go śledzić – Pokazał im kartkę – Kiedy wrócimy z pewnością będzie coś miał – Stwierdził z niezmiennym uśmieszkiem, który się powiększył, na widok szeroko otwartych oczu obojga shinobi patrzących na słowa na niej zapisane.


***


Stali w piątkę pod bramą wioski.
- Wszystkim się zajmiemy pod pańską nieobecność, Hokage-sama – Te słowa padły z ust Nary Shikaku.
- Nie wątpię w to – Odparł z uśmiechem – Cóż czas w drogę – Spojrzał na swoich ochroniarzy. Kakashi był ubrany tak jak zawsze. Jedynie Konan zmieniła nieznacznie swój ubiór po zostaniu Joninem.
Nosiła to samo co podczas spotkania z przyjaciółmi Naruto, lecz wszystko w kolorze czarnym, a na to ubraną miała zapiętą kamizelkę Jonina opinającą jej ciało.
Chwilę później znikli, w ciemnościach lasu.



***

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział IV - Zapoznanie i Rokudaime

Wybaczcie, że tak późno, ale musiałam napisać 4 prace kontrolne na sobotę i nie miałam czasu kiedy usiąść i w spokoju napisać rozdziału. Za wszelkie błędy przepraszam, a będzie ich dużo:) od połowy rozdziału pisałam na kacu;p
To mój najdłuższy rozdział - Ponad 2800 słów:D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
     Siedział przed Daimyo Kraju Ognia i nie wierzył, że to się dzieje naprawdę.
Kilka godzin temu został jednym z kandydatów na Hokage, a teraz siedzi przed człowiekiem, który włada całym krajem. Do tego nikogo innego poza nimi dwoma w pokoju nie było.
Naruto, starający się nie pokazać po sobie zdenerwowania, siedział na jednej sofie, a Pan Feudalny naprzeciwko niego, na takiej samej sofie.
Chwilę po nominacji, kandydaci mieli na osobności porozmawiać z Władcą Hi no Kuni.
Po niemal trzech godzinach został jedynie Naruto, który nadal uważał, że ktoś wycina mu jakiś żart. Niestety siadając przed TYM człowiekiem porzucił te myśli i zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
Oczywiście, zawsze marzył i marzy nadal o zostaniu Hokage, ale na Boga, przecież ma dopiero 16, no prawie 17, lat. Miał czas, więc jak się tutaj znalazł?
- Uzumaki Naruto – Przemówił Daimyo – Jinchuuriki Kyuubi'ego no Kitsune, Pogromca Pain'a aka Nagato, Bohater Konohy, Syn Yondaime Hokage i Kushiny Uzumaki, uczeń kopiującego ninja Hatake Kakashi'ego oraz jednego z Sanninów, Jirayi – Zaczął wymieniać patrząc prosto w oczy chłopaka – Opinia mieszkańców o tobie również jest bardzo dobra, a nawet lepiej – Uśmiechnął się składając swój wachlarz – Muszę przyznać, że jesteś idealnym wyborem na następnego Hokage, przynajmniej w tym momencie.
Naruto słuchając słów mężczyzny, nie wierzył własnym uszom.
- Ale dość tych komplementów. Przejdźmy do tego, po co tutaj jesteśmy – Rozłożył wachlarz, na powrót zasłaniając sobie twarz – Zadam Ci teraz kilka pytań, takich samych jak twoim poprzednikom, gotowy? – Posłał Naruto uspokajające spojrzenie, które ku zdziwieniu blondyna podziałało.
Kiwnął głową na znak zgody.
- Kim, twoim zdaniem, powinien być Hokage? Jakie cechy musi posiadać? Musi być silny, czy może być słaby? – Blondyn chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział.
- Musi być gotowy na ochronę wioski i jej mieszkańców, nawet za cenę własnego życia. Hokage to ktoś kto jest kimś w rodzaju „Ojca” dla wszystkich mieszkańców. Jest kimś kto uważa każdego w wiosce za własną rodzinę – Zrobił chwilę przerwy – Czy musi być silny? Zależy co rozumieć przez słowo „silny”. Dla jednych jest to ktoś kto włada wieloma żywiołami, potrafi wykonać dziesiątki, a nawet setki jutsu, lecz może to też być ktoś kto potrafi rozwiązywać sprawy za pomocą „siły” umysłu. Jest na tyle inteligenty, że rozwiązuje konflikt intelektem nie pięściami – Chwycił szklankę z wodą stojącą na stoliku pomiędzy nimi i opróżnił do połowy.
- Co sądzisz o mieszkańcach oraz wiosce? – Tym razem zastanawiał się znacznie dłużej niż przy pierwszym pytaniu. Dopiero po kilkunastu minutach odpowiedział.
- Kocham zarówno Konohe jak i jej mieszkańców, ale... – Zawahał się na moment - ...Ale przyznam, że chowam do nich urazę. Teraz mnie szanują, uważają za swojego bohatera, lecz Ja nadal pamiętam jak mnie szykanowali. Nie zliczę ile razy omal nie umarłem. Nie zliczę ile razy chciałem w końcu umrzeć, poddać się. Na szczęście, o ironio, dzięki Kyuubi'em we mnie zapieczętowanemu nie umarłem, to jedna z niewielu rzeczy za jakie jestem mu wdzięczny – Zamilkł zastanawiając się nad dalszymi słowami – Jeśli ktoś zapytałby mnie czy jestem gotów umrzeć w ich obronie bez zawahania odpowiedziałbym, „tak jestem”. Jak już powiedziałem, kocham Konohe i jej mieszkańców, nawet chowając do nich głęboką urazę jestem gotów zginąć broniąc ich, każdego, bez wyjątków i byłbym z tego dumny – Jego twarz stała się poważna, a w oczach widać było nie zachwianą pewność z jaką to mówił.
Daimyo uśmiechnął się czego blondyn nie mógł zauważyć, przez wachlarz zasłaniający połowę twarzy mężczyzny.
- Gdybym postanowił wybrać Shimurę Danzo lub Hatake Kakashi'ego, to twoim zdaniem, który z nich byłby bardziej odpowiedni?
- Kakashi-sensei – Odpowiedział bez zawahania – Pewnie wygląda jakbym go faworyzował ale od razu zaznaczam, mówię to obiektywnie – Wziął łyk wody – Dazno-sama wydaję się zapewne lepszym kandydatem, ale wiem jakie kierują nim ambicje i wiem, że w jego oczach nasz sojusz z Sunagakure no Sato jest symbolem tego jak słaba jest Konoha. W jego mniemaniu najlepszym dla Konohy byłoby pokazanie wszystkim nacjom jak potężni jesteśmy. Gdyby został Hokage, wykorzystałby Korzeń i starał się podbić inne Kraje. Jestem pewny również tego, że wykorzystałby mnie, a raczej Kyuubi'ego, aby mu w tym pomógł. Oczywiście nie jest to moje zdanie, a Piątej Hokage, ale ufam jej. Wiem, że nie kłamałaby w tej sprawie – Zamilkł zastanawiając się czy czegoś nie pominął i po chwili kontynuował – Co zaś tyczy się Kakashi'ego-sensei. Założę się że nie chce nawet próbować zostać Hokage – Zaśmiał się cicho – Jest leniwy, lecz jeśli już coś robi daje z siebie wszystko. Moim zdaniem byłby dobrym Hokage. Cieszy się poparciem mieszkańców no i jest znanym na całym świecie Kopiującym Ninja. Nie wspominając już o tym, że jest uczniem mojego ojca jak i moim mistrzem oraz synem Białego Kła.
Zapadła kilkuminutowa cisza w czasie której Pan Feudalny przyglądał się blondynowi.
- A gdybym Ciebie wybrał na Hokage? Co sądzisz o sobie na tym stanowisku?
Naruto spojrzał zaskoczony na mężczyznę uważnie mu się przyglądającego.
- Nie kłamiąc, zawsze marzyłem i marzę nadal, że kiedyś zostanę Hokage. Gdybym został wybrany teraz... – Chwile się zastanowił – ...Odmówiłbym. Jestem zdecydowanie za młody, a co za tym mam za mało doświadczenia.
- Rozumiem – Pokiwał kilka razy głową – To wszystko co chciałem wiedzieć. Możesz już wrócić i przekazać reszcie, iż wyniki ogłoszę jutro wieczorem.
Naruto wyszedł, kłaniając się na pożegnanie, i ruszył korytarzem w stronę sali obrad poinformować Kakashi'ego i Danzo o decyzji Pana Feudalnego.


***


     Siedział w swoim pokoju na sofie pijąc herbatę, kiedy nagle przed nim, klęcząc na jednym kolanie, pojawił się starszy mężczyzna o siwych włosach i tego samego koloru wąsach, ubrany w czarny garnitur z białą koszulą i wypolerowanymi czarnymi butami.
- Daimyo-sama..
- I co o nich sądzisz, Resunimusie?
- Cała trójka jest niezwykle interesująca. Szczególnie Uzumaki Naruto – Opowiedział klęcząc na jednym kolanie z wzrokiem wbitym w podłogę.
- Ho~, jest jakiś szczególny powód? – Zapytał z nie krytym zainteresowaniem.
- Udało mu się mnie wykryć – Pan Feudalny wbił w niego przeszywający wzrok – Najmocniej przepraszam. Nie sądziłem, że w tej wiosce jest ktoś kto będzie posiadał tak wysokie zdolności sensoryczne.
- Ten chłopiec zaczyna mnie coraz bardziej interesować – Powiedział po kilku minutach ciszy. W końcu jego doradca był jednym z najlepszych shinobi na świecie w ukrywaniu swojej czakry – Obserwuj go przez pozostały czas jaki spędzimy w wiosce i zleć swoim dwóm najlepszym ludziom obserwowanie pozostałych kandydatów.
- Tak, Panie – Chwilę później zniknął, a Daimyo podszedł do okna, obserwując Konohe skąpaną w promieniach zachodzącego słońca.
- Uzumaki Naruto – Wyszeptał z nieznacznym uśmiechem – Będziesz niezwykle przydatny w moim planie.


***


     Siedział w salonie, w swoim domu, na kanapie bez podłokietników (Dobrze napisałam? Dop. Aut) i patrzył na miejsce gdzie jeszcze kilka godzin temu miał głęboką ranę, niemal do kości. Długą na dziesięć centymetrów i szeroką na dwa. Teraz nie było tam żadnej rany, już się zagoiła nie zostawiając nawet blizny. Zauważył, że tempo jego regeneracji jest kilkukrotnie szybsze niż przed inwazją.
- Czyżby uwolnienie prawie 9 ogona miało z tym związek? Co prawda mój obecny poziom czakry jest 2-3 razy większy niż przed walką Nagato, ale byłem pewien, że to jedyna zmiana – Pomyślał i spojrzał w bok, w stronę korytarza słysząc otwierające się drzwi wejściowe. Po chwili obok niego usiadła Konan i upadła bokiem na kanapę z głową tuż obok uda Naruto. Na szczęście kanapa była odpowiednio długa – Ciężki dzień – Ledwo widocznie kiwnęła głową na potwierdzenie – Pamiętasz, że za jakąś godzinę spotykamy się z moimi przyjaciółmi? – Natychmiast podniosła się na rękach patrząc na niego ze zdezorientowaniem.
- To dziś? – Zapytała samą siebie przekręcając głowę w bok i padła z powrotem na sofę – Musimy akurat dziś? – Jęknęła.
- Prędzej czy później musisz się z nimi spotkać. Doskonale to wiesz – Stwierdził patrząc w jej zamknięte oczy – Rozumiem twój strach przed tym spotkaniem – Zaśmiał się cicho widząc grymas niezadowolenia na twarzy przyjaciółki. Pomijał fakt iż chciała zniszczyć Jego wioskę, co zresztą się udało – W takim razie lepiej zrobić to teraz niż odwlekać w czasie – Klepnął ją w plecy wstając. Spojrzała na niego z bliżej nie określonym wzrokiem i wstała ruszając do łazienki.


***


     Stała przed lustrem przyglądając się swojemu wyglądowi. Nie wierzyła, że kiedykolwiek będzie zachowywać się jak normalna nastolatka. Wojna odebrała jej normalne dzieciństwo, następnie założenie z Nagato i Yahiko Akatsuki.
Teraz stała w swoim pokoju i patrzyła w lustro zastanawiając się czy coś zmienić w swoim wyglądzie, lecz po chwili stwierdziła, że jest to nie potrzebne. Naruto powiedział, że nie musi się stroić. Wystarczy jak ubierze się tak jak lubi.
Tak więc ubrała to samo co nosiła kiedy należała do Akatsuki. Ubrała skromne ubranie koloru czarnego przedłużane z tyłu, które odsłaniało jej ramiona, plecy, część biustu i brzuch z pępkiem, otaczanym przez cztery kolczyki oraz niebieskie, obcisłe spodnie i czarne buty na wysokim obcasie.
Uśmiechnęła się na swój widok. Nigdy wcześniej nie miała czasu myśleć o rzeczach typowo kobiecych. Ale teraz mogła poświęcić chwile na zadbanie o siebie.
Zaśmiała się na tę myśl.
Zeszła na dół, gdzie czekał na nią Naruto, ubrany w ciemno zielone spodnie i czarny podkoszulek z oderwanymi rękawami i pomarańczowym herbem Klanu Uzumaki pomiędzy łopatkami.
Nim pomyślała nad tym co robi uśmiechnęła się do niego mówiąc.
- Dziękuję, Naruto
Blondyn patrząc na nią zamarł w miejscu z szeroko otwartymi oczami i pokaźnym rumieńcem, lecz szybko doprowadził się do porządku. Nie pytał za co dziękuję. Doskonale do wiedział.
Odpowiedział jej również uśmiechem i chwilę później szedł razem z Konan w stronę baru, w którym umówił się z przyjaciółmi starając nie myśląc o obrazie, który nie chciał opuścić Jego głowy, który zobaczył kilka minut wcześniej.
Obraz ten przedstawiał przepięknego anioła o łagodnym uśmiechu.


***


     Całą drogę przebyli w ciszy. Ale nie przeszkadzało do żadnej ze stron. Kiedy doszli do Baru usłyszeli z niego głośne rozmowy przyjaciół Naruto. W jednym z nich rozpoznał Kibe, który zachowywał się tam najgłośniej.
- Nie potrafisz mówić ciszej? – Blondyn zapytał podchodząc do stolika. Wszyscy na niego spojrzeli, ale po chwili męska część grupy przeniosła wzrok na Konan. Każdy z nich przejechał wzrokiem od bursztynowych oczu i delikatnych ust przez duży biust oraz umięśniony brzuch, aż do zgrabnych nóg – Lepiej nie dało się ukryć tych spojrzeń? – Zapytał rozbawiony ich reakcją.
- Naruto! Siema – Niemal wykrzyczał wstając z miejsca – I witaj, Ty zapewne jesteś Konan. Miło mi Cię poznać – Podał jej rękę z jak mu się wydawało onieśmielającym uśmiechem. Blondyn niemal wybuchł śmiech widząc jak brew władczyni papieru podjeżdża do góry – T- to znaczy K- Kiba jestem się nazywam – Teraz niebiesko włosa uniosła drugą brew, a Naruto nie wytrzymał i wybuchł śmiechem tak samo jak cała reszta, nie licząc czerwonego jak burak Inuzuki oraz widocznie rozbawionej Jego próbą podrywu Konan.
- Nareszcie mam szansę cię poznać – Kiedy wszyscy się uspokoili, a Blondyn razem ze swoją towarzyszką usiedli przy stole, Ino przywitała się z byłą członkinią Akatsuki – Jestem Yamanaka Ino – Po chwili, to samo zrobiła reszta jedenastki Konohy.
Siedzieli we dwunastkę przy długim stole, będącym jednocześnie grillem. Siedzieli na czymś w rodzaju pufy z wysokimi oparciami w kolorze czerwieni, zakończonej półkolem.
Naruto siedział na skraju, obok niego Konan, następnie Ino, Hinata, Shino, Choji, Shikamaru, Lee, Tenten, Neji, Sakura i naprzeciwko niego, Kiba.
Jinchuuriki podśmiewał się cicho patrząc na wręcz żałosne zaloty chłopaka do Konan. Jednocześnie cieszył się, że tak łatwo ją zaakceptowali, nawet Sakura po kilku minutach rozmowy przestała ciskać w nią morderczym spojrzeniem i teraz rozmawiała z nią jak stara przyjaciółka. Właściwie, to niebiesko włosa mało co mówiła. Jedynie odpowiadała na pytania, ale mimo tego szybko się do niej przekonali.
- No Naruto, nie zamierzasz się pochwalić? – W pewnym momencie odezwał się Neji. Niebieskooki posłał mu pytające spojrzenie – Byłem pewny, że będziesz się tym chwalił.
- No właśnie Naruto! – Nagle krzyknęła wstając z miejsca Ino – Moje gratulacje! Wyściskałabym Cię ale nie mam jak – Posłała mu radosny uśmiech. Następnie każdy zrobił to samo.
- Jak oceniasz swoje szansę na zostanie Hokage? – Zapytał Shikamaru.
- Hmm, jeśli zostanę wybrany na Hokage, to Ja i Kyuubi jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi – Zażartował – A tak poważnie. Mam dopiero 16 lat. Przede mną mnóstwo czasu na spełnienie marzenia. Zresztą nawet jeśli zostanę wybrany to jak Tsunade-baachan się obudzi, na powrót przejmie to stanowisko – Odpowiedział nakładając sobie kilka plastrów mięsa.
- Moim zdaniem masz spore szansę na wygraną – Stwierdziła Konan biorąc parę kawałków boczku – Masz poparcie przynajmniej połowy Konohy. Daimyo z pewnością weźmie to pod uwagę.
- Muszę się z nią zgodzić – Znów głos zabrał młody Nara – Mój ojciec ma wgląd w wyniki głosowania mieszkańców na kandydatów. Nie wiem jak reszta ale na ciebie Naruto, głosowało 49% populacji wioski – Ten spojrzał na niego zdziwiony tak samo jak cała reszta – Nie ukrywając ja też oddałem głos na ciebie.
- Też na niego głosowałeś? – Nagle wszyscy, nie licząc Konan i Blondyna, jednocześnie zapytali.
- Poważnie!? – Był, łagodnie rzecz ujmując, zaskoczony – Dlaczego?
- Ponieważ według mnie i jak widzę nie tylko mnie, będziesz świetnie sprawował się jako Hokage – Szczerze odpowiedział.
- Wy... – Nie dokończył, z rozbawieniem kręcąc głową. Dalsza część wieczoru zleciała na rozmawianiu o mniej poważnych sprawach.
Rozeszli się dopiero grubo po pierwszej w nocy.
- I jak było – Zapytał Blondyn wracając razem z niebieskowłosą do domu
- Przyjemnie i zabawnie – Na jej ustach pojawił się nieznaczny uśmiech, który znikł ustępując miejsca grymasowi złości – Z jednym wyjątkiem – Niemal warknęła.
- Ta, wybacz za Kibe.
Młody Inuzuka przez cały wieczór starał się ją podrywać. Były to zazwyczaj zaczepki na poziomie dziesięciolatka, ale kiedy zapytał o jej wszystkie trzy wymiary, nie wytrzymała. Uformowała dwa kunai'e z papieru, które zatrzymały się, jeden przy gardle, a drugi przy kroczu i wbijając w niego stalowe spojrzenie powiedziała chłodnym, ostrym głosem – Jeszcze raz się do mnie odezwiesz, a zmienię Ci płeć – To przerażenie na twarzy brązowowłosego było bezcenne. Nie wspominając reszty płci męskiej. Nie licząc Naruto, gdyż on poznał na tyle dobrze swoją współlokatorkę, iż zauważył jak Kiba zbliża się do granicy, której nie powinien przekraczać.
- Za to przyjemnie zaskoczyły mnie Ino, Hinata, Sakura i Tenten.
Miała rację. Żeńska część grupy zamiast się jej przerazić dołączyła do niej w grożeniu Inuzuce. Kiedy sobie to przypomniał po prostu nie mógł nie wybuchnąć śmiechem. Opanował się dopiero po kilku minutach.
- Cieszę się, że tak szybo zaprzyjaźniłaś się zresztą grupy.
- Ja też – Spojrzała na księżyc w pełni – Jutro czeka Cię ciężki dzień – Prychnął na to przypomnienie.
Dziewczyny, poza Konan, stwierdziły, że nawet jeśli nie zostanie wybrany na Hokage, to musi się dobrze prezentować. Nie pytając o Jego zgodę postanowiły pomóc mu w wybraniu ubrania. Miał na nie czekać pod swoim domem o ósmej rano.
- Dobranoc – Pożegnali się po dojściu do domu i rozeszli do swoich pokoi. Władczyni papieru od razu padła na swoje łóżko niemal natychmiast zasypiając z uśmiechem na ustach. Jeszcze przed oddaniem się krainie morfeusza pomyślała, że nigdy w życiu nie była taka szczęśliwa.


***


     Stał razem z Danzo i Kakashi'm czekając aż zostaną wezwani. Był już wieczór, a większość dnia spędził w sklepie razem z Ino, Hinatą, Sakurą oraz Tenten. Wszystkie oprócz młodej Hyuugi, co chwilę rozbierały go do samych bokserek, co kończyło się utraceniem przytomności przez białooką, a następnie ubierały go w coraz to inne kimona.
Dopiero po niemal 7 godzinach udało im się wybrać, ich zdaniem, odpowiedni strój.
Było to czarne kimono z pomarańczowym, chińskim smokiem w ciemnoszarą obwódkę, który owijał się wokół niego od stóp do klatki piersiowej. Na to założone czarne haori z Dziewięcioogoniastym lisem na plecach w kolorze pomarańczy. Na nogi założył japonki z niebieskim rzemykiem.
Po wybraniu stroju udały się z nim do jego domu i tam pomogły mu to ubrać. Nawet uczesały go odpowiednio. Teraz miał blond włosy zaczesane do tyłu z dwoma kosmykami włosów, które opadały po obu stronach czoła na linie brwi.
Tak ubrany przeszedł przez wioskę. Każda, żeńska para oczu odwracała się wodząc za nim wzrokiem. Nie ważne czy były same czy z chłopakiem. Starsza czy młodsza. Wtedy też zrozumiał dlaczego Sasuke irytowały te wszystkie fanki.
- Zapraszam do środka – Drzwi się otworzyły i stanął w nich doradca Daimyo.
Całą trójką weszli do sali obrad i usiedli naprzeciwko Pana Feudalnego.
- Wybór nowego Hokage sprawił mi niezwykle wielkie trudności – Zaczął oficjalnym tonem – Każdy z was jest więcej niż odpowiedni na to stanowisko, lecz tylko jeden może zostać wybrany – Przeleciał po nich wzrokiem i uśmiechnął się – Ale teraz z dumą mogę ogłosić, że... – Zrobił chwilę przerwy - …Na Rokudaime Hokage zostaje wybrany Uzumaki Naruto!
W sali zaległa niczym nie zakłócana cisza w czasie której każdy z kandydatów, włącznie z wybranym patrzył z szokiem na Daimyo.
Jedynie w duchu skomentował słowa mężczyzna, na co w odpowiedzi dostał prychnięcie lisa.
- Słyszałeś Kyuubi? Od dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.



***

niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział III - Nominacja


Stali we dwoje przed Starszyzną oraz Radą Joninów. Naruto rozpoznał, w tym niemal dwudziestoosobowym tłumie, Asume, Kurenai, Kakashi'ego, swoich egzaminatorów z egzaminu na genina oraz dwoje członków Starszyzny. Trzeciego, z zabandażowany okiem nie rozpoznał, ale domyślił się kim był. Tsunade często opowiadała mu o Danzo i Korzeniu.
- ...i po zapieczętowaniu ciała Nagato wróciliśmy do wioski – Skończył opowiadać wszystko od czasu przybycia do wioski. Nie powiedział, że to jego ojciec Yondaime Hokage naprawił pieczęć tylko, że sam to zrobił.
Nastała krótka chwila ciszy, w której każdy mu się przyglądał. Jedni z szacunkiem, inni z strachem, a jeszcze inni z znudzeniem lub podejrzliwością. Podobnie patrzyli na Konan.
- Czyli po uwolnieniu ośmiu ogonów, zupełnie sam, zapanowałeś nad demonem i następnie pokonałeś niejakiego Nagato, użytkownika Rinnegan'a, który po tym wskrzesił wszystkich zabitych mieszkańców Konohy – Utatane uważnie mu się przyjrzała – Co sprawia, że myślisz, że uwierzymy w te bzdury.
- Nie rozumiem dlaczego mielibyście nie wierzyć – Stwierdził zbity z tropu – Przecież powiedziałem jak było, więc w czym problem? – Silił się na spokojny ton co, jak na razie, nieźle mu wychodziło.
- Ktoś taki jak TY nie jest w stanie zupełnie sam zapanować nad Kyuubi'm – Wtrącił się Ebisu, na co blondyn ostentacyjnie przewrócił oczami – Każdy z tu obecnych wie jakie miałeś wyniki w akademii. Z pewnością nie jesteś kimś kto dałby radę zapanować nad najsilniejszym Bijuu – Specjalny Jonin spojrzała na niego z pogardą, lecz Naruto niezbyt się tym przejął.
- Co masz do powiedzenia w tej sprawie Panno Konan? – Dotąd milczący Shikaku zwrócił się, ku jej własne zdziwieniu, do niebiesko włosej.
- Mogę z całą pewnością, potwierdzić podaną przez Naruto wersje wydarzeń, które opowiedział – Odpowiedziała swoim stalowym głosem, który nie jednemu Joninowi zjeżył włosy na karku. Przywódca klanu Nara jedynie kiwnął w podziękowaniu głową.
- Myślę, że kwestia panowania Naruto nad Kyuubi'm została wyjaśniona.
- Wierzysz w słowa tej Kobiety? Przecież to ona wraz z Pain'em zaatakowali i zniszczyli wioskę – Niemal krzyknął patrząc wrogo na genina i Konan, zza swoich czarnych okularów.
Naruto westchnął opuszczając ramiona w dół.
- Przecież to dobrze dla wioski – Stwierdził patrząc na wszystkich zmęczonym wzrokiem – Zapanowałem nad Kyuubi'm, więc czy wioska nie zyskała na tym potężnej broni? Do tego Konan, druga pod względem siły w Akatsuki, postanowiła dołączyć do Konohy. Czyż dzięki temu wioska nie stanie się silniejsza? – Mimo iż mówił do Ebisu patrzył na Danzo.
Wiedział, że to On będzie miał ostatnie słowo do powiedzenia w tej sprawie. A dzięki Tsunade wiedział jakie ten człowiek miał ambicje, więc musiał jedynie sprawić, aby było to dla przywódcy Korzenia korzystne.
Po jego słowach zapanowała całkowita cisza. Nikt, ale to nikt nie spodziewał się usłyszeć z ust Uzumaki'ego Naruto takich słów. Nawet Konan patrzyła zdziwiona w stronę blondyna.
- Dobrze powiedziane chłopcze – Przemówił z chciwym wzrokiem – Jest dokładnie tak jak powiedział. Konoha jedynie na tym zyska, więc myślę, iż sprawa zostaje zakończona – Przeleciał po każdym wzrokiem i widząc, że nikt nic więcej nie zamierza powiedzieć, zwrócił się do blondyna – Jesteście wolni.
Nie czekając, bez słowa opuścił pomieszczenie, a następnie budynek o który oparł się plecami.
- Wszystko w porządku? – Usłyszał obok siebie głos niebieskowłosej.
- Po prostu jestem zmęczony – Odpowiedział pocierając nasadę nosa – Mam ochotę paść na ziemię i zasnąć – Stwierdził patrząc w bliżej nie określony punkt


***


Minął tydzień od czasu powrotu Naruto wraz z Konan do Konohagakure no Sato. Od tamtego czasu, była członkini Akatsuki, każdego dnia, od wschodu słońca, aż do późnej nocy pracowała pomagając w odbudowie wioski. Dzięki temu mieszkańcy zmienili zdanie na jej temat i teraz często podczas przerw przesiadują razem z nią.
Naruto, jak zawsze, wstał wcześnie rano. Szybko wykonał poranną toaletę i ubrany w biały podkoszulek oraz czarne spodenki do kolan z dodatkowymi kieszeniami, zszedł do kuchni przygotować śniadanie dla siebie i swojej współlokatorki.
Akurat kiedy kładł dwa kupki, jeden z herbatą drugi z kawą koło talerza pełnego kanapek, do pomieszczenia weszła niebiesko włosa, ubrana w jego czarny podkoszulek z pomarańczowym wirem na piersi oraz krótkimi, granatowymi spodenkami do połowy ud, ukazując tym samym swoje zgrabne nogi.
- Dzień do~bry – Przywitała się ziewając, po czym usiadła przy stole.
Blondyn jedynie kiwnął głową patrząc na ledwo przytomną dziewczynę.
Nadal nie wierzył, że to ta sama kobieta z którą podróżował do i z Uzushiogakure. Wtedy przypominała mu kogoś z wyższych sfer, arystokratkę. Mówiła tym chłodnym, stalowym głosem, jej każdy ruch był przemyślany i dokładny, taki królewski.
A teraz wyglądała jak dokładne przeciwieństwo ”tamtej siebie”. Zaśmiał się cicho porównując oba obrazy.
- Co cię tak bawi? – Zapytała zdziwiona swoim melodyjnym głosem.
To była jedna ze zmian jaka w niej zaszła odkąd zamieszkała w wiosce. Przestała używać tego pozbawionego uczyć głosu mrożącego krew w żyłach nawet członkom ANBU.
- Nic takiego – Spojrzał na nią rozbawionym wzrokiem, a ona odpowiedział mu pytającym – Lepiej się pośpieszmy inaczej zaczną bez nas – Dopił swoją herbatę i odłożył kubek razem z pustym talerzem do zlewu
- Poczekaj tylko się przebiorę – Jak się odwrócił jej już nie było.
Kilka minut później wyszli kierując w stronę niemal odbudowanej akademii.


***


W sali obrad znajdowało się dziesięć osób. Starszyzna, Hatake Kakashi, Nara Shikaku, jego syn, Shikamaru i Daiymio Hi no Kuni wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami.
Rozmawiali o tym kto ma zostać kolejny, Szóstym Hokage. Chociaż bardziej wyglądało to na kłótnie między Starszyzną, a dwójką Joninów.
- A więc twierdzisz, że Ty lepiej będziesz sprawował się jako Hokage!? – Zapytała wściekła Utatane.
- Nic takiego nie powiedziałem – W przeciwieństwie do wiekowej kobiety jego głos był spokojny, czy raczej obojętny – Po prostu uważam, że Danzo-sama nie nadaję się na to stanowisko – Wyjaśnił patrząc na nią jedynym okiem.
- Dlaczego tak uważasz Kakashi? – Przemówił ze spokojem drugi członek Starszyzny, Homura Mitokado.
- Głównie przez jego metody – Odpowiedział patrząc na Władce Kraju Ognia – Już to jak prowadzi swoją organizację, Korzeń ANBU, wiele o tym mówi. Metody te są brutalne, często w wyniku ciężkich treningów jakie narzuca swoim ”Podopiecznym” kończy się ich śmiercią. Nie wspominając już faktu, że uważa iż Konoha powinna być rządzona twardą, wręcz stalową ręką – Na kilka minut zapanowała cisza w czasie której każdy zastanawiał się nad słowami Kopiującego Ninja.
Homura zgadzał się z Danzo, ale sam uważał niektóre z jego metoda są zbyt brutalne. Dlatego też kiedy Tobirama wybrał Hiruzena na Trzeciego Hokage poparł ten wybór twierdząc, że Sarutobi będzie lepiej sprawował władzę niż Shimura.
Dlatego też, teraz, wstrzymał się od głosu w sprawie wyboru Szóstego, ale jednocześnie wiedział, iż nie mógł poprzeć przywódcy Korzenia. Nie po tym jak dowiedział się o metodach treningowych w tej organizacji i ambicjach swojego kolegi z dzieciństwa.
- W takim razie kogo proponujesz? – Zapytał dotąd milczący Shikamaru. Wszystkie oczy zwróciły się w stronę młodego Nara.
Kakashi zmieszał się lekko. Nie przewidział, że zostanie o to zapytany.
- Hmm, Nara Shikaku byłby...
- Odmawiam – Wszedł mu w słowo – To byłoby zbyt upierdliwe – Dodał widząc pytając wzrok Jonina. Ten chciał coś powiedzieć, lecz umilkł słysząc głośne klaśnięcie.
- Proponuję, abyście się zastanowili nad kandydatami spośród których wybiorę następnego Hokage – Patrzył na każdego zza wachlarza zasłaniającego mu pół twarzy – Myślę, że trzech wystarczy.
Po dłuższej chwili wszyscy kiwnęli głową na zgodę.
Nic więcej nie mówiąc Daimyo wstał i wyszedł wraz z swoim doradcą i dwoma strażnikami z pomieszczenia.


***


Padł na kanapę, stojącą w salonie, ze zmęczenia. Znowu pracował razem z pół tysiącem swoich klonów przy odbudowie wioski od samego rana do późnych nocnych godzin. Nawet po najcięższych treningach nie czuł się tak wykończony.
- Przynajmniej nie padam zaraz po odwołaniu klonów tak jak na początku – Zaśmiał się cicho patrząc w podłogę.
- Jesteś szalony – Usłyszał za sobą głos Konan – Jak możesz codziennie tworzyć takie ilości klonów, wiedząc, że ich całe zmęczenie wróci do ciebie – Zapytała kładąc szklankę z zimną wodą na szklanym stole stojącym przed sofą.
- Chcę jak najszybciej odbudować... – Przerwał na moment, opróżniając naczynie – Chcę odbudować wioskę, a poza tym to dobry trening – Dokończył – W końcu klony, nie licząc zmęczenia, przekazują mi całą swoją wiedzę oraz poprawiają moje fizyczne atrybutu takie jak na przykład siła czy szybkość. Chociaż nie tak bardzo jak gdybym robił to sam.
Spojrzała na niego zaskoczona. Nie wiedziała, że wzmacniają również ciało użytkownika w fizycznych aspektach
- Tu mnie zaskoczyłeś
- Podczas takiego wysiłku włókna mięśni się rozrywają. Jeśli teraz będę odpoczywał do rana, włókna te odbudują się jeszcze mocniejsze niż przed zerwaniem. Oczywiście, odpoczynek musi trwać 24 godziny, ale jestem Jinchuuriki więc wystarczy mi jedynie czwarta część tego czasu – Wyjaśniał zaskakując ją jeszcze bardziej – Guy-sensei mi to kiedyś tłumaczył, no i czytałem jeszcze o tym w kilku książkach o Taijutsu.
- Cieniste klony mają więcej sekretów niż sądziłam – Stwierdziła siadając obok leżącego blondyna.
- Ale cena za ich używanie jest wysoka. Idziesz pierwsza się kąpać? – Nagle zmienił temat.
- Z tego co widzę tobie się z tej kanapy nie będzie chciało wstać do rana – Nie czekając na jego odpowiedź poszła do łazienki.
Odprowadził ją wzrokiem, aż nie znikła za zakrętem i zaczął rozmyślać o tym jak jeszcze ponad dwa tygodnie temu jedno chciało zabić drugie, a teraz mieszkają razem pod jednym dachem.
- Doprawdy, życie czasami bywa takie przewrotne – To była ostatnia myśl nim zamknął oczy i ze zmęczenia zasnął.


***


Stała pod drzwiami domu Naruto dobijając się do nich od dłuższego czasu. Co chwilę warczała pod nosem złorzecząc na tego lubiącego sobie pospać, kochającego ramen, idiotę.
- JAK ZARAZ NIE OTWORZYSZ TYCH DRZWI TO JE WYWAŻĘ I PÓJDĘ CIĘ SPRAĆ TAK ŻE RODZONA MATKA CIĘ NIE POZNA!!! – Ten krzyk z pewnością byłby wstanie obudzić nawet zmarłego. Każdy kto przechodził, w tym momencie, ulicą patrzył na nią jak na wariatkę, ale nic sobie z tego nie robiła, była zbyt zdenerwowana – SŁYSZAŁEŚ!! NARUTO – Kolejny krzyk, chwila ciszy i odgłos brzmiący jakby coś spadło na ziemię coś ciężkiego, który wydobył się zza drzwi, później kolejny brzmiący jakby coś szklanego się rozbiło, po czym nastąpił głośny wrzask.
- JASNA CHOLERA, KTO TU NA BOGA POSTAWIŁ TEN ZAKICHANY STOLIK – Zaniepokoiła się teraz słysząc ten wrzask pełen bólu.
- Naruto!? – Zawołała znacznie ciszej niż przedtem, lecz na tyle głośno, aby ją usłyszał.
- Chwila! Zaraz otwo.. Noż cholera, kto to teraz posprząta!? – Ponownie krzyknął – Zaraz otworzę!
I tak jak powiedział, po kilkunastu sekundach drzwi nieznacznie się otworzyły i na zewnątrz wychyliła się jedynie głowa z oklapłymi blond włosami i zmatowiałymi, błękitnymi oczami z widocznymi worami pod nimi się znajdującymi. Dodać do tego bladą cerę i wypisz wymaluj upiór jak z koszmarów.
- Koszmarnie wyglądasz – Stwierdziła z krzywym uśmiechem.
- Wina braku snu. Chcesz czegoś? – Zapytał niezbyt miło. Ton jej przyjaciela tak ją zdziwił, że przez moment nie wiedziała co powiedzieć – Sakura!
- Nie musisz się tak wydzierać – Odparła zirytowana – Przecież słyszę.
- Wołam cię od kilku minut, zresztą nie ważne. Czego chcesz? – Ponowił pytanie nie zmieniając tonu głosu nawet o jotę.
- Kakashi-sensei chcę cię widzieć.
- To niech sam do mnie przyjdzie – Już miał zatrzasnąć drzwi, lecz noga kunoichi mu na to nie pozwoliła.
- To ważne – Warknęła – Co ci się stało? – Nagle zapytała zmartwiona widząc, iż jest jeszcze bardziej blady niż kilka minut wcześniej.
- To nic. Gdzie na mnie czeka?
- Jak to ni.. Czy to krew? – Wskazała palcem na niedużą kałużę krwi pod jego nogami – Naruto! – Krzyknęła spanikowana widząc jak ten zatacza się do tyłu. Szybko wbiegła do środka, o mało nie poślizgując się na krwi, łapiąc chłopaka nim ten upadł na ziemię. Przełożyła jego ramię przez głowę i pomogła mu dostać się do salonu i posadzić go na kanapie.
- Nie zauważyłem.. Przewróciłem się.. Rozbiłem o.. Rozciąłem na.. – Zaczął bełkotać.
- Zdążyłam się domyślić co zrobiłeś – Spojrzała na rozbity szklany stolik cały w jego krwi – Za chwilę powinno ci się polepszyć – Jedną rękę otoczoną zieloną poświata przyłożyła do nogi gdzie miał szerokie i głębokie rozcięcie, a drugą w miejscu gdzie miał serce, pomagając mu szybciej pompować krew do ciała przy pomocy czakry.
- Dzięki już miiii.. To bolało! – Spojrzał na nią z wyrzutem kiedy ta zacisnęła mu mocniej niż powinna bandaż na ranie.
- I powinno – Odpowiedziała mu ostrym spojrzeniem – Powinieneś od raz mnie poinformować o tej ranie, a nie czekać aż zaczniesz tracić przytomność.
Miał już coś odpowiedzieć, lecz przerwał mu kobiecy krzyk dochodząc z holu.
- Skąd tu tyle krwi!?
Sekundę później do salonu niemal wbiegła Konan z zmartwionym wyrazem twarzy i widząc zaistniałą scenę szybko poskładała puzzle układanki domyślając co się stało.
- Mógłbyś być ostrożniejszy
- Co tu robisz o.. – Zignorował jej radę i spojrzał na zegar wiszący na ścianie - .. Już po 12? Myślałem, że jeszcze rano.
- Skończone – Zawiązała mu, zaciśnięty mocniej niźli by tego chciał, bandaż i wstała z łagodnym uśmiechem – Teraz musisz tylko...
- Skąd tu tyle krwi!?
Przerwał jej znajomy krzyk i niedługo po nim obok Konan stanął Kakashi składając układankę jeszcze szybciej niż niebiesko włosa.
- Mógłbyś być ostrożniejszy – Blondyn cicho warknął na to dejavu – Teraz już wiem czemu tak długo ci schodzi – Spojrzał na Sakurę.
- Od razu mówię, że musi wypocząć i nigdzie się nie ruszać – Szaro włosy przełknął głośno ślinę widząc TEN wzrok.
- Niestety nie ma na to czasu – Odparł zachowując przy tym swój spokój – Mam nadzieję, że dasz radę iść – Zignorował swoją podopieczną, która już chciała coś powiedzieć
- Dam radę. To tylko niegroźna rana – Stwierdził i kuśtykając doszedł do holu, siadł na kozetce i ubrał swoje buty shinobi – Gotowy
Różowo włosa patrzyła na niego z zmartwionym wyrazem twarzy kompletnie zapominając, iż miała być na niego zła za to co zrobił po powrocie do wioski. Już miała zaproponować swoją pomoc, lecz ktoś ją ubiegł.
- Pomogę Ci.
Nie pytając o zgodę wzięła go pod ramię oplatając swoją drugą ręką wokół jego pasa
- Dzięki – Uśmiechnął się do niej.
W Sakurze na ten widok zagotowała się krew w żyłach. Nie wiedziała czemu ale widok tej.. Kobiety obok Naruto sprawiał, że miała co raz większą ochotę ją zabić.
- No to komu w drogę temu czas – Wszyscy spojrzeli na, z jakiegoś powodu, szczęśliwego Jonina, który przyjaźnie się do nich uśmiechał, co zauważyli dzięki zamkniętemu oku.


***


Stał nie wierząc w to co usłyszał. Myślał, że ma omamy słuchowe, że to tylko sen i za chwilę się z niego obudzi, albo przyjaciele robią sobie z niego jaja. Ale szybko przekonał się o prawdziwości tej sytuacji, kiedy Daimyo Kraju Ognia powtórzył słowa, które dzwonią mu teraz w głowie.
- Naruto Uzumaki wraz z Hatake Kakashi'm i Shimurą Danzo zostajesz mianowany na Kandydata na Rokudaime Hokage


***


I tym miłym akcentem kończę ten rozdział:D Mam nadzieję, że się spodobał, gdyż zaczęłam go pisać dopiero dzisiaj (w tygodni miałam za mało czasu) około godziny 13 i tak aż do 21 pisałam i pisałam, aż w końcu napisałam (jestem z siebie taka dumna "Chlip")
Dobra żarty na bok
Wdzięczna będę za wypominanie wszelkich błędów oraz literówek. Śmiało możecie krytykować, z chęcią wysłucham/przeczytam:D gdyż jest to moje pierwsze opowiadania i chcę wiedzieć, gdzie popełniam błędy.
Cóż, na zakończenie dodam iż dziękuje bardzo tym którzy czytają moje wypociny i mam nadzieję że będą je czytać dalej. Następny rozdział już za tydzień.