Strona Główna

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział V - Zwołanie szczytu kage

Dawno mnie tutaj nie było. Wiem, mogłam coś napisać, że jeszcze żyje i staram się coś napisać. I wiecie co? Udało się. Po tej dłuuugiej przerwie wena wróciła ze zdwojoną siłą:D Dla tych co jeszcze odwiedzają tego bloga: Przepraszam za długą nieobecność oraz zapraszam na kolejny rozdział.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Stał w swoim pokoju, w wieży administracyjnej przed lustrem, ubrany jedynie w ciemno-zielone bokserki w żaby. Uważnie przyglądał się każdemu calowi swojego ciała.
Zauważył to już jakiś czas temu, lecz dopiero teraz jakoś bardziej przykuł do tego uwagę. Od czasu walki z Nagato zaszły w nim znaczące zmiany.
Po pierwsze, wzrost. Urósł całe dziesięć centymetrów, przez co mierzył teraz pięć stóp i dziewięć i pół cala.
Po drugie, mięśnie. Zdecydowanie stał się bardziej umięśniony. Nadal był szczupłej budowy ale miał je teraz znacznie mocniej zarysowane niż wcześniej.
Po trzecie, zmysły. Znacząco się wyostrzyły. Tak bardzo, że kiedy się skupił mógł usłyszeć, zobaczyć oraz wyczuć kto stał w tym momencie na murze wioski, który oddalony był od wieży o prawie trzy kilometry.
Po czwarte, wygląd. Z dumą stwierdzał, że jest teraz cholernie przystojny. – Czyżbym był narcyzem? – Wyglądał jak kopia swojego ojca. Jedyne co ich różniło to sześć liso-podobnych blizn na policzkach oraz włosy. Miał je nieznacznie dłuższe niż Czwarty.
Poprzyglądał się tak jeszcze sobie, po czym założył siatkowaną bluzkę, podkoszulek bez rękawów, spodnie z dodatkowymi kieszeniami i buty do łydek schowane pod spodniami. Wszystko to w kolorze czarnym. Hitai-ate zawiesił na szyi.
Podszedł do wieszaka, na którym wisiał płaszcz Kage.
Patrzył na płaszcz przez dłuższą chwilę, po czym powolnym, delikatnym ruchem, traktując biało-czerwony materiał jak świętą relikwie, założył go.
Następnie podszedł do łóżka i chwycił w obie ręce leżący na nim kapelusz z kanji oznaczającym ogień.
- Nadal w to nie wierzę – Stwierdził zakładając go na głowę. Stanął przed lustrem z uśmiechem na ustach – To już dziś! Twoje marzenie o zostaniu Hokage spełni się właśnie dziś! – Nie zwlekając dłużej ruszył na dach wieży, gdzie czekało dwóch członków Starszyzny. Utatane Koharu oraz Mitokado Homura.
- Spóźniłeś się chłopcze – Wbiła w niego ostre spojrzenie – Zostałeś Hokage! Miej tego świadomość! – Blondyn niezbyt przejął się jej krzykami. Wiedział, że nie jest szczególnie zadowolona z faktu, iż został Rokudaime.
- Uspokój się. Nie potrzebnie tak krzyczysz – Za to, w przeciwieństwie do Utatane, Mitokado zdawał się niezbyt tym przejmować – Przygotowałeś swoją mowę?
- Mowę? – Przechylił głowę w bok, patrząc na nich niezrozumiale – Aa~ mowę – Nagle sobie przypomniał – Nie – Krótka odpowiedź.
- Widzisz? Mówiłam – Staruszka wyjęła z rękawa złożoną kartkę papieru i podała go Naruto – Twoja mowa.
Jinchuuriki nawet nie patrząc na to co jest napisane, podarł ją na małe kawałeczki, po czym ruszył do barierki. Widok jaki zobaczył zaparł mu dech w piersi.
Cała populacja Konohy, całe pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców zgromadziło się na placu przed wieżą, na ulicach oraz dachach domów.
Nigdy wcześniej nie widział tylu ludzi naraz. Przez chwilę zapomniał jak się oddycha, a to że zgromadzili się tutaj dla niego nie pomagało mu w tym.
Dłuższą chwilę zajęło mu uspokojenie się.
- Przyjaciele! – Jego głos rozszedł się echem po całej wiosce i okolicznych terenach. Przeczytał w jednej książce, czy też jeden z klonów przeczytał, iż za pomocą czakry można wzmocnić swój głos – Stoję tutaj teraz dzięki wam! Gdyby nie szacunek jakim mnie obdarzyliście, nie byłoby mnie tutaj! Za to pragnę wam wszystkim podziękować! I przysięgam, że jako Rokudaime Hokage będę bronił wioski wraz z jej mieszkańcami nawet za cenę życia!! – Uniósł jedną rękę zaciśniętą w pięść do góra, a drugą ściągnął kapelusz kage.
Nastała cisza, którą po chwili rozdarły wiwaty na cześć Naruto.
- RO-KU-DAI-ME! RO-KU-DAI-ME! RO-KU-DAI-ME!


***


Gabinet Hokage. W kształcie rombu, z jedną, tą krótszą, podstawą płaską, a drugą, tą dłuższą, w kształcie łuku, która zbudowana byłą z samego szkła, od podłogi aż po sufit z szklanymi dwuskrzydłowymi drzwi na jej samym środku.
W pomieszczeniu, na jego środku stały dwie, trzyosobowe sofy obite czarną skórą, stojące naprzeciw siebie tyłem do bocznych ścian z szklany stołem tej samej długości co one pomiędzy nimi oraz mahoniowe biurko, przy którym, w obrotowym fotelu, również obitym czarną skórą, siedział Namikaze Naruto i wypełniał dokumenty przeklinając przy tym swoją poprzedniczkę.
- Ta cholerna stara prukwa, której nigdy się nie chciało wypełniać tej cholernej dokumentacji – Raz na jakiś czas tworzył taką wiązankę słów.
Wszystko to przez stosy kartonów wypełnionych nie uzupełnionymi dokumentami.
Takich kartonów było blisko sto i w każdym z nich leżały równo ułożone cztery stosy kartek A4.
Kiedy blondyn został poinformowany, że musi je wszystkie wypełnić zapragnął bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, aby Tsunade się obudziła i zajęła na powrót stołek Kage.
- Mam dość – Wyszeptał z mordem w oczach, patrząc na stosy papieru na biurku. Zachowując spokój wstał, po czym uważnie przejechał wzrokiem po pomieszczeniu – Od biurka do drzwi około sześć metrów. Najwęższe miejsca ma cztery metry. Biurko ma półtora metra długości i pół metra szerokości. W takim razie... – Stworzył dwadzieścia klonów. Sześć z nich zamienił w identyczne jak jego biurka, ustawiając się przy bocznych ścianach, po trzy przy jednej. Kolejne sześć klonów zamienił w takie same fotela. Następna szóstka miała pomóc mu w wypełnianiu dokumentów. Pozostała dwójka dostała zadanie przynoszenia kartonów z tą dokumentacją.
Patrząc na rezultat swojego pomysłu usiadł z uśmiechem. Miał już chwycić za pióro, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Chwilę później do środka weszła Konan zamierając w pół kroku na widok jaki zastała.
Wyglądała na lekko zmieszaną widząc siedem par identycznych, błękitnych oczu, wpatrzoną aktualnie w nią.
- Coś się stało? – Zapytał oryginał. Klony wróciły do pracy.
- Przyniosłam wypełnione dokumenty – Podeszła do blondyna.
- W takim razie, teraz już oficjalnie, witam w Konohagakure no Sato – Uśmiechnął się szeroko odbierając je, po czym z jednej z szuflad wyjął Hitai-ate z czarną opaską  Kamizelkę możesz odebrać piętro niżej wystarczy... To  Z innej szuflady wyjął kopertę, którą jej podał  Pokaż recepcjonistce i...
- Hokage-sama – Nagle do biura, przerywając Naruto w pół zdania, wpadł, nieomal z drzwiami, Chunin. Junsuke Hayatora.
- O co chodzi? – Zapytał niezbyt przejęty paniką wypisaną na twarzy shinobi. Miał tendencje do zbytniego przejmowania się z czymkolwiek człowiek by do niego nie przyjdzie. Odkąd go tylko poznał zastanawiał się jakim cudem Junsuke został ninja.
- Cóż to ja lecę – Konan pomachała mu wychodząc.
Spojrzał w stronę czarnowłosego nastolatka.
- Troje przedstawicieli z Kaminari no Kuni przed chwilą przybyło – Poinformował.
Blondyn spojrzał najpierw za niego, na zamknięte drzwi, następnie pytająco na Chunina.
- Gdzie oni są?
- Kazałem im zaczekać, aż Pan ich wezwie.
- Ile razy mam Ci to mówić – Westchnął – Jak ktoś chce się ze mną spotkać, to go po prostu przyprowadź – Spojrzał rozbawiony na niewiele starszego niż on – Na co czekasz?
Nim z ust Rokudaime wyszła ostatnia sylaba drzwi już się na powrót zamykały.


***


Kunoichi Kumo stała przed jego biurkiem czekając na to co powie, lecz był bardziej zainteresowany zdjęciem leżącym przed nim z raportem obok.
Westchnął po raz wtóry, po czym spojrzał na wysoką blondynkę.
- Samui-san, tak? – Kiwnęła głową na potwierdzenie – Konoha udzieli wam wszystkich informacji o Akatsuki jakie posiadamy, a co do drugiej sprawy... – Po raz kolejny Hayotori przerwał mu nagłym wpadnięciem do biura
- H-h-hokage-sama!! – Krzyknął przerażony – O-o-oni w-walczą – Cały czas się jąkał.
Naruto już miał spytać kto walczy, kiedy nagle coś wstrząsnęło wioską, a w oddali wzbił się w górę słup wody.
- To akatsuki!? – Nagle wstał wbijając wzrok w Chunina – Odpowiadaj!!
- Nie, nikt nas nie atakuje – Szybko zaprzeczył.
- W takim razie kto walczy? – Zapytał już spokojniejszy nadal stojąc.
- Sakura Haruno oraz z Sai z... – Przerwał rzucając krótkie spojrzenia w stronę Samui.
- Wykrztuś to z siebie – Warknął widząc w oddali kolejne gejzery
- Walczą z shinobi z Kumo
- Co!? – Wrzasnęli jednocześnie


***


Kiedy we troje przybyli nad jezioro, pierwszym co zobaczyli był spory tłum gapiów po jednej stronie jeziora, patrzący teraz na drugą jego stronę gdzie stali Kakashi i Konan. Nad dwiema kunoichi unosiły się papierowe kunai.
- O matko – Blondyn usłyszał cichy szept Samui kiedy rozglądnęła się dookoła, patrząc na zniszczenia. Nie dziwił się jej. Sam miał podobne myśli.
Spora część lasu została zniszczona, a na jego miejsce powstały kratery. Najmniejszy posiadał na oko trzy, a największy około sześciu metrów średnicy. Do tego każdy został wypełniony wodą z jeziora, które również przeszło gruntowne zmiany. Zostało zdecydowanie poszerzone oraz opróżnione z połowy wody.
Szybko podeszli do dwójki Joninów i widząc jak Hatake chce najwidoczniej powiedzieć co się stało, Naruto uniósł dłoń powstrzymując go.
- W moim biurze wszystko wyjaśnisz – Powiedział z śmiertelną powagą i spojrzał na czwórkę klęczących. Jedynie dwie kunoichi nosiły ślady walki.
Sakura miała mnóstwo płytkich, ciętych ran, a czerwonowłosa równie wiele siniaków w już fioletowym kolorze.
- Junsuke, zawołaj do mojego biura Yamanake Ino – Rozkazał – Niech weźmie ze sobą apteczkę – Chunin bez słowa zniknął używając Shunshin no Jutsu.
Hokage spojrzał na tłum, a następnie kątem oka na Samui.
Niczego po sobie nie pokazywała, lecz Naruto, który od dziecka obserwował ludzi, wiedział gdzie patrzeć, aby móc wyczytać ludzkie emocje.
W jej oczach zobaczył strach. Była przerażona obecną sytuacją.
Nie dziwiło go to. Gdyby zechciał, mógłby ich zamknąć w więzieniu, a nawet zabić oskarżając o zaatakowanie wioski.
Westchnął niezauważalnie, wyczuwając ukrytych w lesie ANBU.
- Sensei, zbierz ukrytych ANBU i zapanujcie nad tłumem, później przyjdź do mojego biura złożyć raport – Kakashi kiwnął głową znikając w ten sam sposób jak Hayatori – Sai i...
- Omoi
- Sai i Omoi, pomóżcie im iść – Wskazał na Sakure i Karui – Konan idziesz z nami. Złożysz raport – Nie czekając na nikogo ruszył w stronę wieży.


***


Sai, Omoi, Kakashi i Konan stali przed nim wyjaśniając co się stało. Samui siedziała na jednej sofie, a na drugiej siedziały Sakura oraz Karui z Ino pomiędzy nimi, która je opatrywała.
- Możecie usiąść. Konan, Sesnei, zostańcie mam do was pewną sprawę – Po wysłuchaniu ich zagłębił się w fotelu opierając łokciem o podłokietnik i pocierając palcami o nasadę nosa – Sakura – Odezwał się, kiedy już każdy już usiadł. Sai z Omoi'm obok blondynki na ostatnich dwóch miejscach, Hatake za nimi opierając się o tył sofy, a Konan obok czerwonowłosej opierając się o bok oparcia – Czy chociaż pomyślałaś nad tym co robisz nim zaatakowałaś? – Zapytał ze spokojem. Nie usłyszawszy odpowiedzi kontynuował – Wiem, że często dajesz się ponieść emocją ale wiem też że jesteś bystra – Usadowił się wygodniej w fotelu – Dlatego nie potrafię zrozumieć czemu zrobiłaś coś tak głupiego. Jest takie przysłowie – Zamyślił się na moment – Lać oliwę na wzburzone morze, lecz zrobiłaś coś zupełnie odwrotnego i dolałaś ją do ognia – Część osób spojrzała na niego zdziwiona, lecz zignorował ich – A ty – Spojrzał na Czerwonowłosą – Czy to w ten sposób zdobywasz informacje z innych krajów? Przy użyciu katany? Niezwykle interesując – Stwierdził z sarkazmem.
Cisza jak nastała po monologu Naruto była wręcz ogłuszająca.
- Czy zdajecie sobie sprawę co by się stało, gdyby Sensei i Konan się nie pojawili? – Obie otworzyły szeroko oczy z przerażenia – Patrząc na wasze miny najwidoczniej nie – Westchnął – Co do kary – Obie nagle się spięły – Samui-san, kare Karui zostawię Raikage.
- Rozumiem.
- A co do twojej kary – Zamilkł patrząc na swoją przyjaciółkę – Będę się musiał nad nią zastanowić – Powiedział po kilku minutach ciszy – Junsuke! – Zawołał.
- T-tak – Natychmiast do środka wszedł Chunin.
- Odprowadź naszych gości do hotelu i każ drużynie Fukuro ich pilnować – Chwilę później już ich nie było – Ino jesteś wolna.
- W takim razie żegnam – Nie czekając szybko opuściła pomieszczenie – Co za przytłaczająca atmosfera – Pomyślała jeszcze zamykając za sobą drzwi.
W pomieszczeniu zostali już tylko Naruto, Konan siedząca teraz na sofie z nogą na nodze oraz ręką przełożoną przez oparcie. Na przeciw niej w takiej samej pozycji siedział Kakashi. Oboje przyglądali się to raz blondynowi to raz Sakurze stojącej przed nim.
Przez dłuższą chwilę patrzył na nią, zaś ona spojrzenie miała wbite w ziemie.
- Nie masz nic do powiedzenia? – Zapytał zmęczonym głosem.
Przez dłuższą chwilę milczała
- Przepraszam – Padła cicha odpowiedź – Wiem, że omal nie doprowadziłam do wojny. Dałam się ponieść emocją i zanim pomyślałam...
Nie dokończyła, ale mimo to zrozumiał co chciała powiedzieć.
- Z tego co wiem masz dyżury w szpital zaczynające się codziennie od 8, tak? – Zaskoczona takim pytaniem dopiero po chwili kiwnęła głową – Od teraz przez najbliższe dwa miesiące od 5:30 do 8 będziesz czyścić szpital, toalety oraz korytarze, wszystkie. Przez ten czas jesteś również zawieszona jako shinobi oraz nie możesz opuszczać granic wioski.
Chciała się sprzeciwić, lecz zdała sobie sprawę, że to i tak łagodna kara.
- Możesz iść.
Nic nie mówiąc skłoniła się lekko i wyszła z wzrokiem utkwionym w ziemi.
- Łagodna kara biorąc pod uwagę fakt co zrobiła – Stwierdził sensei Drużyny 7.
- Naprawdę? – Zdziwił się – Myślę, że jest odpowiednia – Widząc zaskoczone twarze obojga shinobi zaczął wyjaśniać – Sakura jest niemal równie uzdolnionym Medic-nin co Tsunade no i oczywiście jest dumna. Kiedy inni lekarze oraz stażyści zobaczą jak ktoś taki ma za zadanie robić za sprzątaczkę, to z pewnością uderzy to w jej dumę, co jak wiemy z pewnością ją zaboli.
- No to powiesz nam po co kazałeś nam zostać?
- Raikage zwołuje szczyt Kage. Akatsuki porwali Jinchuuriki'ego Kumo, którym jest lub był jego młodszy brat.
- Dlaczego przysłał swoich shinobi akurat do nas? – Zapytała dotąd milcząc Konan.
- Porywaczami jest drużyna Sasuke, Taka.
- Dołączył do Akatsuki!? – Ta informacja mocno go zaskoczyła – Sasuke, aż tak nisko upadłeś?
- Przybyli po wszelki informacje na ich temat jakie posiadamy oraz o wpisanie Sasuke do książeczki Bingo – Widząc pytające spojrzenia dwojga Joninów dodał – W tych okolicznościach nie miałem wyboru. Musiałem się zgodzić – Oboje zauważyli ból jaki odczuwał mówiąc to.
- To nie twoja wina. Kwestią czasu było, aż tak się stanie – Chciał pocieszyć swojego ucznia.
- Ta, wiem, lecz mimo to... – Zamilkł nic już nie mówiąc – Wracając do szczytu Kage – Szybko zmienił temat – Wasza dwójka będzie mi towarzyszyć jako ochroniarze. Podczas mojej nieobecności Shikamaru wraz z ojcem mnie zastąpią – Wyjaśnił.
- Rozumiem, że Kakashi-san z tobą pójdzie, ale dlaczego ja? Przecież jestem Shinobi Konohy dopiero od kilku godzin.
- Po pierwsze ufam Ci. Po drugie jesteś teraz prawdopodobnie druga pod względem siły w wiosce. Po trzecie chce cię na szczycie, gdyż należałaś do Akatsuki. Macie jeszcze jakieś pytania? Dobrze, wyruszamy z wschodem słońca za trzy dni. A teraz przejdźmy do ostatniej sprawy – Nagle spoważniał.
- O co chodzi?
- Nie dawno odwiedziła mnie Shizune i po złożeniu raportu o stanie Piątej powiedziała, że Tsunade wysłała do mnie wiadomość o ataku Akatsuki.
- Tak wiem, byłem tam wtedy. Czemu o tym wspominasz?
- Ponieważ ta wiadomość nigdy do mnie nie dotarła – Wytłumaczył – Według Fukusaku-sama posłaniec został zabity nim zdążył wrócić na górę Myoboku.
- Do czego zmierzasz?
- Zleciłem śledztwo w tej sprawie, według którego zabójcą był Danzo.
Nie zdziwiło to ani Konan, ani Kakashi'ego.
- Jeśli dobrze pamiętam, Orochmiaru będąc jeszcze w Brzasku wspominał, że nawiązał współpracę z człowiekiem o imieniu Danzo – Teraz obaj spojrzeli na nią nie kryjąc zdziwienia – Nie przykułam wtedy to tego uwagi i szybko zapomniała, gdyż tylko raz o tym mówił.
- Jeśli to co mówisz jest prawdą, to powinniśmy znaleźć dowody – Zmrużył jedyne odsłonięte oko – Bez obrazy ale mamy twoje słowo przeciw jego. Oczywiste jest komu uwierzą.
- Rozumiem – Odpowiedziała niezrażona – Co o tym myślisz Naruto?
Nic nie odpowiedział patrząc z zamyśleniem na drzwi. Po chwili łagodnie się uśmiechnął. Szybko wyjął pustą kartkę z szuflady i coś na niej napisał.
- Każe Yamato go śledzić – Pokazał im kartkę – Kiedy wrócimy z pewnością będzie coś miał – Stwierdził z niezmiennym uśmieszkiem, który się powiększył, na widok szeroko otwartych oczu obojga shinobi patrzących na słowa na niej zapisane.


***


Stali w piątkę pod bramą wioski.
- Wszystkim się zajmiemy pod pańską nieobecność, Hokage-sama – Te słowa padły z ust Nary Shikaku.
- Nie wątpię w to – Odparł z uśmiechem – Cóż czas w drogę – Spojrzał na swoich ochroniarzy. Kakashi był ubrany tak jak zawsze. Jedynie Konan zmieniła nieznacznie swój ubiór po zostaniu Joninem.
Nosiła to samo co podczas spotkania z przyjaciółmi Naruto, lecz wszystko w kolorze czarnym, a na to ubraną miała zapiętą kamizelkę Jonina opinającą jej ciało.
Chwilę później znikli, w ciemnościach lasu.



***