Dawno mnie tutaj nie
było. Wiem, mogłam coś napisać, że jeszcze żyje i staram się
coś napisać. I wiecie co? Udało się. Po tej dłuuugiej przerwie wena
wróciła ze zdwojoną siłą:D Dla tych co jeszcze odwiedzają tego
bloga: Przepraszam za długą nieobecność oraz zapraszam na kolejny rozdział.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Stał w swoim pokoju, w
wieży administracyjnej przed lustrem, ubrany jedynie w
ciemno-zielone bokserki w żaby. Uważnie przyglądał się każdemu
calowi swojego ciała.
Zauważył to już jakiś
czas temu, lecz dopiero teraz jakoś bardziej przykuł do tego uwagę.
Od czasu walki z Nagato zaszły w nim znaczące zmiany.
Po pierwsze, wzrost.
Urósł całe dziesięć centymetrów, przez co mierzył teraz pięć
stóp i dziewięć i pół cala.
Po drugie, mięśnie.
Zdecydowanie stał się bardziej umięśniony. Nadal był szczupłej
budowy ale miał je teraz znacznie mocniej zarysowane niż wcześniej.
Po trzecie, zmysły. Znacząco
się wyostrzyły. Tak bardzo, że kiedy się skupił mógł usłyszeć,
zobaczyć oraz wyczuć kto stał w tym momencie na murze wioski,
który oddalony był od wieży o prawie trzy kilometry.
Po czwarte, wygląd. Z
dumą stwierdzał, że jest teraz cholernie przystojny. – Czyżbym
był narcyzem? – Wyglądał
jak kopia swojego ojca. Jedyne co ich różniło to sześć
liso-podobnych blizn na policzkach oraz włosy. Miał je
nieznacznie dłuższe niż Czwarty.
Poprzyglądał się tak
jeszcze sobie, po czym założył siatkowaną bluzkę, podkoszulek
bez rękawów, spodnie z dodatkowymi kieszeniami i buty do łydek
schowane pod spodniami. Wszystko to w kolorze czarnym. Hitai-ate
zawiesił na szyi.
Podszedł do wieszaka, na
którym wisiał płaszcz Kage.
Patrzył na płaszcz
przez dłuższą chwilę, po czym powolnym, delikatnym ruchem,
traktując biało-czerwony materiał jak świętą relikwie, założył
go.
Następnie podszedł do
łóżka i chwycił w obie ręce leżący na nim kapelusz z kanji
oznaczającym ogień.
- Nadal w to nie wierzę
– Stwierdził zakładając go na głowę. Stanął przed lustrem z
uśmiechem na ustach – To już dziś! Twoje marzenie o zostaniu
Hokage spełni się właśnie dziś! – Nie zwlekając dłużej
ruszył na dach wieży, gdzie czekało dwóch członków Starszyzny.
Utatane Koharu oraz Mitokado Homura.
- Spóźniłeś się
chłopcze – Wbiła w niego ostre spojrzenie – Zostałeś Hokage!
Miej tego świadomość! – Blondyn niezbyt przejął się jej
krzykami. Wiedział, że nie jest szczególnie zadowolona z faktu, iż
został Rokudaime.
- Uspokój się. Nie
potrzebnie tak krzyczysz – Za to, w przeciwieństwie do Utatane,
Mitokado zdawał się niezbyt tym przejmować – Przygotowałeś
swoją mowę?
- Mowę? – Przechylił
głowę w bok, patrząc na nich niezrozumiale – Aa~ mowę – Nagle
sobie przypomniał – Nie – Krótka odpowiedź.
- Widzisz? Mówiłam –
Staruszka wyjęła z rękawa złożoną kartkę papieru i podała go
Naruto – Twoja mowa.
Jinchuuriki nawet nie
patrząc na to co jest napisane, podarł ją na małe kawałeczki, po
czym ruszył do barierki. Widok jaki zobaczył zaparł mu dech w
piersi.
Cała populacja Konohy,
całe pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców zgromadziło się na
placu przed wieżą, na ulicach oraz dachach domów.
Nigdy wcześniej nie
widział tylu ludzi naraz. Przez chwilę zapomniał jak się oddycha,
a to że zgromadzili się tutaj dla niego nie pomagało mu w tym.
Dłuższą chwilę zajęło
mu uspokojenie się.
- Przyjaciele! – Jego
głos rozszedł się echem po całej wiosce i okolicznych terenach.
Przeczytał w jednej książce, czy też jeden z klonów przeczytał,
iż za pomocą czakry można wzmocnić swój głos – Stoję tutaj
teraz dzięki wam! Gdyby nie szacunek jakim mnie obdarzyliście, nie
byłoby mnie tutaj! Za to pragnę wam wszystkim podziękować! I
przysięgam, że jako Rokudaime Hokage będę bronił wioski wraz z
jej mieszkańcami nawet za cenę życia!! – Uniósł jedną rękę
zaciśniętą w pięść do góra, a drugą ściągnął kapelusz
kage.
Nastała cisza, którą
po chwili rozdarły wiwaty na cześć Naruto.
- RO-KU-DAI-ME!
RO-KU-DAI-ME! RO-KU-DAI-ME!
***
Gabinet Hokage. W
kształcie rombu, z jedną, tą krótszą, podstawą płaską, a
drugą, tą dłuższą, w kształcie łuku, która zbudowana byłą z
samego szkła, od podłogi aż po sufit z szklanymi dwuskrzydłowymi
drzwi na jej samym środku.
W pomieszczeniu, na jego
środku stały dwie, trzyosobowe sofy obite czarną skórą, stojące
naprzeciw siebie tyłem do bocznych ścian z szklany stołem tej
samej długości co one pomiędzy nimi oraz mahoniowe biurko, przy
którym, w obrotowym fotelu, również obitym czarną skórą,
siedział Namikaze Naruto i wypełniał dokumenty przeklinając przy
tym swoją poprzedniczkę.
- Ta cholerna stara
prukwa, której nigdy się nie chciało wypełniać tej cholernej
dokumentacji – Raz na jakiś czas tworzył taką wiązankę słów.
Wszystko to przez stosy
kartonów wypełnionych nie uzupełnionymi dokumentami.
Takich kartonów było
blisko sto i w każdym z nich leżały równo ułożone cztery stosy
kartek A4.
Kiedy blondyn został
poinformowany, że musi je wszystkie wypełnić zapragnął bardziej
niż kiedykolwiek wcześniej, aby Tsunade się obudziła i zajęła
na powrót stołek Kage.
- Mam dość –
Wyszeptał z mordem w oczach, patrząc na stosy papieru na biurku.
Zachowując spokój wstał, po czym uważnie przejechał wzrokiem po
pomieszczeniu – Od biurka do drzwi około sześć metrów.
Najwęższe miejsca ma cztery metry. Biurko ma półtora metra
długości i pół metra szerokości. W takim razie... – Stworzył
dwadzieścia klonów. Sześć z nich zamienił w identyczne jak jego
biurka, ustawiając się przy bocznych ścianach, po trzy przy
jednej. Kolejne sześć klonów zamienił w takie same fotela.
Następna szóstka miała pomóc mu w wypełnianiu dokumentów.
Pozostała dwójka dostała zadanie przynoszenia kartonów z tą
dokumentacją.
Patrząc na rezultat
swojego pomysłu usiadł z uśmiechem. Miał już chwycić za pióro,
kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
Chwilę później do
środka weszła Konan zamierając w pół kroku na widok jaki
zastała.
Wyglądała na lekko
zmieszaną widząc siedem par identycznych, błękitnych oczu,
wpatrzoną aktualnie w nią.
- Coś się stało? –
Zapytał oryginał. Klony wróciły do pracy.
- Przyniosłam
wypełnione dokumenty – Podeszła do blondyna.
- W takim razie, teraz
już oficjalnie, witam w Konohagakure no Sato – Uśmiechnął się
szeroko odbierając je, po czym z jednej z szuflad wyjął Hitai-ate
z czarną opaską – Kamizelkę możesz odebrać piętro niżej wystarczy... To – Z innej szuflady wyjął kopertę, którą jej podał – Pokaż recepcjonistce i...
- Hokage-sama – Nagle
do biura, przerywając Naruto w pół zdania, wpadł, nieomal z drzwiami, Chunin. Junsuke Hayatora.
- O co chodzi? –
Zapytał niezbyt przejęty paniką wypisaną na twarzy shinobi. Miał
tendencje do zbytniego przejmowania się z czymkolwiek człowiek by
do niego nie przyjdzie. Odkąd go tylko poznał zastanawiał się
jakim cudem Junsuke został ninja.
- Cóż to ja lecę –
Konan pomachała mu wychodząc.
Spojrzał w stronę
czarnowłosego nastolatka.
- Troje przedstawicieli
z Kaminari no Kuni przed chwilą przybyło – Poinformował.
Blondyn spojrzał
najpierw za niego, na zamknięte drzwi, następnie pytająco na
Chunina.
- Gdzie oni są?
- Kazałem im zaczekać,
aż Pan ich wezwie.
- Ile razy mam Ci to
mówić – Westchnął – Jak ktoś chce się ze mną spotkać, to
go po prostu przyprowadź – Spojrzał rozbawiony na niewiele
starszego niż on – Na co czekasz?
Nim z ust Rokudaime
wyszła ostatnia sylaba drzwi już się na powrót zamykały.
***
Kunoichi Kumo stała
przed jego biurkiem czekając na to co powie, lecz był bardziej
zainteresowany zdjęciem leżącym przed nim z raportem obok.
Westchnął po raz wtóry,
po czym spojrzał na wysoką blondynkę.
- Samui-san, tak? –
Kiwnęła głową na potwierdzenie – Konoha udzieli wam wszystkich
informacji o Akatsuki jakie posiadamy, a co do drugiej sprawy... –
Po raz kolejny Hayotori przerwał mu nagłym wpadnięciem do biura
- H-h-hokage-sama!! –
Krzyknął przerażony – O-o-oni w-walczą – Cały czas się
jąkał.
Naruto już miał spytać
kto walczy, kiedy nagle coś wstrząsnęło wioską, a w oddali wzbił
się w górę słup wody.
- To akatsuki!? –
Nagle wstał wbijając wzrok w Chunina – Odpowiadaj!!
- Nie, nikt nas nie
atakuje – Szybko zaprzeczył.
- W takim razie kto
walczy? – Zapytał już spokojniejszy nadal stojąc.
- Sakura Haruno oraz z
Sai z... – Przerwał rzucając krótkie spojrzenia w stronę Samui.
- Wykrztuś to z siebie
– Warknął widząc w oddali kolejne gejzery
- Walczą z shinobi z
Kumo
- Co!? – Wrzasnęli
jednocześnie
***
Kiedy we troje przybyli
nad jezioro, pierwszym co zobaczyli był spory tłum gapiów po
jednej stronie jeziora, patrzący teraz na drugą jego stronę gdzie
stali Kakashi i Konan. Nad dwiema kunoichi unosiły się papierowe
kunai.
- O matko – Blondyn
usłyszał cichy szept Samui kiedy rozglądnęła się dookoła,
patrząc na zniszczenia. Nie dziwił się jej. Sam miał podobne
myśli.
Spora część lasu
została zniszczona, a na jego miejsce powstały kratery. Najmniejszy
posiadał na oko trzy, a największy około sześciu metrów
średnicy. Do tego każdy został wypełniony wodą z jeziora, które
również przeszło gruntowne zmiany. Zostało zdecydowanie
poszerzone oraz opróżnione z połowy wody.
Szybko podeszli do dwójki
Joninów i widząc jak Hatake chce najwidoczniej powiedzieć co się
stało, Naruto uniósł dłoń powstrzymując go.
- W moim biurze wszystko
wyjaśnisz – Powiedział z śmiertelną powagą i spojrzał na
czwórkę klęczących. Jedynie dwie kunoichi nosiły ślady walki.
Sakura miała mnóstwo
płytkich, ciętych ran, a czerwonowłosa równie wiele siniaków w
już fioletowym kolorze.
- Junsuke, zawołaj do
mojego biura Yamanake Ino – Rozkazał – Niech weźmie ze sobą
apteczkę – Chunin bez słowa zniknął używając Shunshin no
Jutsu.
Hokage spojrzał na tłum,
a następnie kątem oka na Samui.
Niczego po sobie nie
pokazywała, lecz Naruto, który od dziecka obserwował ludzi,
wiedział gdzie patrzeć, aby móc wyczytać ludzkie emocje.
W jej oczach zobaczył
strach. Była przerażona obecną sytuacją.
Nie dziwiło go to. Gdyby
zechciał, mógłby ich zamknąć w więzieniu, a nawet zabić
oskarżając o zaatakowanie wioski.
Westchnął
niezauważalnie, wyczuwając ukrytych w lesie ANBU.
- Sensei, zbierz
ukrytych ANBU i zapanujcie nad tłumem, później przyjdź do mojego
biura złożyć raport – Kakashi kiwnął głową znikając w ten
sam sposób jak Hayatori – Sai i...
- Omoi
- Sai i Omoi, pomóżcie
im iść – Wskazał na Sakure i Karui – Konan idziesz z nami.
Złożysz raport – Nie czekając na nikogo ruszył w stronę wieży.
***
Sai, Omoi, Kakashi i
Konan stali przed nim wyjaśniając co się stało. Samui siedziała
na jednej sofie, a na drugiej siedziały Sakura oraz Karui z Ino
pomiędzy nimi, która je opatrywała.
- Możecie usiąść.
Konan, Sesnei, zostańcie mam do was pewną sprawę – Po
wysłuchaniu ich zagłębił się w fotelu opierając łokciem o
podłokietnik i pocierając palcami o nasadę nosa – Sakura –
Odezwał się, kiedy już każdy już usiadł. Sai z Omoi'm obok
blondynki na ostatnich dwóch miejscach, Hatake za nimi opierając
się o tył sofy, a Konan obok czerwonowłosej opierając się o bok
oparcia – Czy chociaż pomyślałaś nad tym co robisz nim
zaatakowałaś? – Zapytał ze spokojem. Nie usłyszawszy odpowiedzi
kontynuował – Wiem, że często dajesz się ponieść emocją ale
wiem też że jesteś bystra – Usadowił się wygodniej w fotelu –
Dlatego nie potrafię zrozumieć czemu zrobiłaś coś tak głupiego.
Jest takie przysłowie – Zamyślił się na moment – Lać oliwę
na wzburzone morze, lecz zrobiłaś coś zupełnie odwrotnego i
dolałaś ją do ognia – Część osób spojrzała na niego
zdziwiona, lecz zignorował ich – A ty – Spojrzał na
Czerwonowłosą – Czy to w ten sposób zdobywasz informacje z
innych krajów? Przy użyciu katany? Niezwykle interesując –
Stwierdził z sarkazmem.
Cisza jak nastała po
monologu Naruto była wręcz ogłuszająca.
- Czy zdajecie sobie
sprawę co by się stało, gdyby Sensei i Konan się nie pojawili? –
Obie otworzyły szeroko oczy z przerażenia – Patrząc na wasze
miny najwidoczniej nie – Westchnął – Co do kary – Obie nagle
się spięły – Samui-san, kare Karui zostawię Raikage.
- Rozumiem.
- A co do twojej kary –
Zamilkł patrząc na swoją przyjaciółkę – Będę się musiał
nad nią zastanowić – Powiedział po kilku minutach ciszy –
Junsuke! – Zawołał.
- T-tak – Natychmiast
do środka wszedł Chunin.
- Odprowadź naszych
gości do hotelu i każ drużynie Fukuro ich pilnować – Chwilę
później już ich nie było – Ino jesteś wolna.
- W takim razie żegnam
– Nie czekając szybko opuściła pomieszczenie – Co za
przytłaczająca atmosfera – Pomyślała jeszcze zamykając za
sobą drzwi.
W pomieszczeniu zostali
już tylko Naruto, Konan siedząca teraz na sofie z nogą na nodze
oraz ręką przełożoną przez oparcie. Na przeciw niej w takiej
samej pozycji siedział Kakashi. Oboje przyglądali się to raz blondynowi to raz
Sakurze stojącej przed nim.
Przez dłuższą chwilę
patrzył na nią, zaś ona spojrzenie miała wbite w ziemie.
- Nie masz nic do
powiedzenia? – Zapytał zmęczonym głosem.
Przez dłuższą chwilę
milczała
- Przepraszam – Padła
cicha odpowiedź – Wiem, że omal nie doprowadziłam do wojny.
Dałam się ponieść emocją i zanim pomyślałam...
Nie dokończyła, ale
mimo to zrozumiał co chciała powiedzieć.
- Z tego co wiem masz
dyżury w szpital zaczynające się codziennie od 8, tak? –
Zaskoczona takim pytaniem dopiero po chwili kiwnęła głową – Od
teraz przez najbliższe dwa miesiące od 5:30 do 8 będziesz czyścić
szpital, toalety oraz korytarze, wszystkie. Przez ten czas jesteś
również zawieszona jako shinobi oraz nie możesz opuszczać granic
wioski.
Chciała się sprzeciwić,
lecz zdała sobie sprawę, że to i tak łagodna kara.
- Możesz iść.
Nic nie mówiąc skłoniła
się lekko i wyszła z wzrokiem utkwionym w ziemi.
- Łagodna kara biorąc
pod uwagę fakt co zrobiła – Stwierdził sensei Drużyny 7.
- Naprawdę? – Zdziwił
się – Myślę, że jest odpowiednia – Widząc zaskoczone twarze
obojga shinobi zaczął wyjaśniać – Sakura jest niemal równie
uzdolnionym Medic-nin co Tsunade no i oczywiście jest dumna. Kiedy
inni lekarze oraz stażyści zobaczą jak ktoś taki ma za zadanie
robić za sprzątaczkę, to z pewnością uderzy to w jej dumę, co
jak wiemy z pewnością ją zaboli.
- No to powiesz nam po
co kazałeś nam zostać?
- Raikage zwołuje
szczyt Kage. Akatsuki porwali Jinchuuriki'ego Kumo, którym jest lub
był jego młodszy brat.
- Dlaczego przysłał
swoich shinobi akurat do nas? – Zapytała dotąd milcząc Konan.
- Porywaczami jest
drużyna Sasuke, Taka.
- Dołączył do
Akatsuki!? – Ta informacja mocno go zaskoczyła – Sasuke, aż
tak nisko upadłeś?
- Przybyli po wszelki
informacje na ich temat jakie posiadamy oraz o wpisanie Sasuke do
książeczki Bingo – Widząc pytające spojrzenia dwojga Joninów
dodał – W tych okolicznościach nie miałem wyboru. Musiałem się
zgodzić – Oboje zauważyli ból jaki odczuwał mówiąc to.
- To nie twoja wina.
Kwestią czasu było, aż tak się stanie – Chciał pocieszyć
swojego ucznia.
- Ta, wiem, lecz mimo
to... – Zamilkł nic już nie mówiąc – Wracając do szczytu
Kage – Szybko zmienił temat – Wasza dwójka będzie mi
towarzyszyć jako ochroniarze. Podczas mojej nieobecności Shikamaru
wraz z ojcem mnie zastąpią – Wyjaśnił.
- Rozumiem, że
Kakashi-san z tobą pójdzie, ale dlaczego ja? Przecież jestem
Shinobi Konohy dopiero od kilku godzin.
- Po pierwsze ufam Ci.
Po drugie jesteś teraz prawdopodobnie druga pod względem siły w
wiosce. Po trzecie chce cię na szczycie, gdyż należałaś do
Akatsuki. Macie jeszcze jakieś pytania? Dobrze, wyruszamy z wschodem
słońca za trzy dni. A teraz przejdźmy do ostatniej sprawy –
Nagle spoważniał.
- O co chodzi?
- Nie dawno odwiedziła
mnie Shizune i po złożeniu raportu o stanie Piątej powiedziała,
że Tsunade wysłała do mnie wiadomość o ataku Akatsuki.
- Tak wiem, byłem tam
wtedy. Czemu o tym wspominasz?
- Ponieważ ta wiadomość
nigdy do mnie nie dotarła – Wytłumaczył – Według
Fukusaku-sama posłaniec został zabity nim zdążył wrócić na
górę Myoboku.
- Do czego zmierzasz?
- Zleciłem śledztwo w
tej sprawie, według którego zabójcą był Danzo.
Nie zdziwiło to ani
Konan, ani Kakashi'ego.
- Jeśli dobrze
pamiętam, Orochmiaru będąc jeszcze w Brzasku wspominał, że
nawiązał współpracę z człowiekiem o imieniu Danzo – Teraz
obaj spojrzeli na nią nie kryjąc zdziwienia – Nie przykułam
wtedy to tego uwagi i szybko zapomniała, gdyż tylko raz o tym
mówił.
- Jeśli to co mówisz
jest prawdą, to powinniśmy znaleźć dowody – Zmrużył jedyne
odsłonięte oko – Bez obrazy ale mamy twoje słowo przeciw jego.
Oczywiste jest komu uwierzą.
- Rozumiem –
Odpowiedziała niezrażona – Co o tym myślisz Naruto?
Nic nie odpowiedział
patrząc z zamyśleniem na drzwi. Po chwili łagodnie się
uśmiechnął. Szybko wyjął pustą kartkę z szuflady i coś na
niej napisał.
- Każe Yamato go
śledzić – Pokazał im kartkę – Kiedy wrócimy z pewnością
będzie coś miał – Stwierdził z niezmiennym uśmieszkiem, który
się powiększył, na widok szeroko otwartych oczu obojga shinobi
patrzących na słowa na niej zapisane.
***
Stali w piątkę pod
bramą wioski.
- Wszystkim się
zajmiemy pod pańską nieobecność, Hokage-sama – Te słowa padły
z ust Nary Shikaku.
- Nie wątpię w to –
Odparł z uśmiechem – Cóż czas w drogę – Spojrzał na swoich
ochroniarzy. Kakashi był ubrany tak jak zawsze. Jedynie Konan
zmieniła nieznacznie swój ubiór po zostaniu Joninem.
Nosiła to samo co
podczas spotkania z przyjaciółmi Naruto, lecz wszystko w kolorze
czarnym, a na to ubraną miała zapiętą kamizelkę Jonina opinającą
jej ciało.
Chwilę później znikli,
w ciemnościach lasu.
***